VI
"...Dementorzy"
Podróż powoli
zbliżała się ku końcowi. Cały przedział w którym siedziała Kate pękał od
śmiechów i dowcipów. Całą grupę od śmiechu bolały brzuchy. Kate kochała ten
stan kiedy śmiała się tak mocno aż nie mogła złapać tchu. Pierwszy raz od kilku
dni nie czuła się przygnębiona. Było jej dobrze w nowym towarzystwie, ale
najbardziej cieszyło ją to że poznała dwie koleżanki. Ginny i Hermionę.
Dziewczyny były bardzo sympatyczne i poprosiły ją żeby była z nimi w
dormitorium.
Kiedy napad
śmiechu się skończył, Fred zadał pytanie którego ciemnowłosa się nie
spodziewała.
A brzmiało ono
tak:
- No Kate, może
pokażesz nam jakieś czary? - chłopak spojrzał na nią z łobuzerskim uśmiechem, a
wszyscy w przedziale zaczęli pokrzykiwać domagając się przedstawienia. Kate
trochę obawiała się pokazania znajomym swojej mocy, ale wiwaty nie ustawały
więc dziewczyna wreszcie uległa.
- No dobra! -
powiedziała. - Ale musicie być cicho, jeżeli chcecie zobaczyć co naprawdę
umiem.
- Ok, zaczynaj -
odparł George.
Wszyscy ucichli,
a Kate zdawała się medytować. Szukała w sobie zdeterminowania, żeby zaczęła
działać czerwona magia. Jej krew zabulgotała. Włosy zaczęły czerwienieć od
cebulek aż po końcówki. Dziewczyna słyszała wokół siebie różne "Oh!"
i "Ach!". Po części jej to pochlebiało, a po części rozpraszało, lecz
nie na tyle żeby magia nagle zaprzestała ataku.
W końcu czerwone włosy uniosły się z ramion dziewczyny i
zaczęły lewitować, jakby ponoszone niewidzialną falą. Kiedy Kate otworzyła
oczy, jej tęczówki również były czerwone. Dziewczyna wyciągnęła dłonie do
przodu, a potem w teatralnym ruchu zacisnęła pięści i przyciągnęła do siebie,
uwalniając moc. Pomieszczenie spłonęło czerwonymi płomieniami, a cała grupa (oprócz
Kate) wyskoczyła ze swoich miejsc bojąc się poparzenia. Ale to nie był ogień
który parzy, to było coś w rodzaju spektaklu, przedstawienia. Płomienie nie
były groźnie ale robiły wrażenie. Kiedy przyjaciele zrozumieli że płomienie
Kate nie zrobią im krzywdy, niebieskooka uznała że czas uświetnić sztukę.
Podniosła się z siedzenia, a wszystkich pozostałych poderwała pod sam sufit.
Lewitowali w zachwycie gdy nagle w Kate coś drgnęło. Moc momentalnie zgasła i
wszyscy runęli na ziemie. Czerwone włosy oraz oczy dziewczyny zgasły
momentalnie.
Pomimo że wszyscy znowu się śmiali, Kate czuła się
nieswojo. Ta moc nie odchodzi tak łatwo. To musiało być ostrzeżenie.
- Jak ty to
zrobiłaś?! - spytali wszyscy chórem wytrzeszczając oczy.
- Tak po prostu. -
gramoliła się, próbując wstać ale coś ją trzymało. Teraz zauważyła że leży na
klatce piersiowej Freda a on trzyma ją za nadgarstek przyglądając jej się z
szelmowskim uśmiechem. Cofnęła rękę, zupełnie nie wiedziała co to miało
znaczyć. Podniosła się i usiadła na swoim miejscu. - Potrafię to odkąd byłam
mała, tyle że wtedy miałam częste niekontrolowane ataki. Teraz to się już nie
zdarza, ale nadal nie wykorzystuje całej swojej mocy... Aha, i nie chwalcie się
zbytnio tym co tu widzieliście, czerwona magia jest niezbadana i... No sami
rozumiecie, trzymam ją w tajemnicy, ale uznałam że wam mogę pokazać. -
uśmiechnęła się.
- Trzymasz w
tajemnicy?! Ty myślisz że nikt tego nie widział?! - wybuchną Ron.
- Tylko wy to
widzieliście, zamaskowałam zaklęcie.
- A możesz mi
wyjaśnić jak działa ta magia? - spytała z zaciekawieniem Hermiona.
- Na początku
trzeba ją wzniecić, najlepiej złością albo determinacją. Potem trzeba tylko
wykrzesać iskrę, o tak... - pocierała jedną dłonią o drugą, jak krzemieniami,
aż w końcu zaczęły z nich błyskać złote iskierki. - Następnie? Pilnować żeby
kogoś nie zabić. - uśmiechnęła się łobuzersko i spojrzała na przerażone miny
kolegów.
- Wow... - wszyscy
byli zszokowani.
Nagle w pociągu
coś szczęknęło i maszyna się zatrzymała. Momentalnie można było wyczuć
narastający chłód. Zgasło światło.
Ron wyglądał na przerażonego i zaczynał gorączkowo pytać co
się dzieje. Kate spojrzała na szybę, na której pojawiał się szron tworząc
różnorakie kształty. Było wyraźnie zimno, temperatura spadła poniżej zera, a to
mogło oznaczać tylko jedno... Dementorzy.
Drzwi do
przedziału otwierały się powoli, a zza szyby widać było zakapturzoną, czarną
sylwetkę. W końcu drzwi uchyliły się na tyle by dementor mógł wsadzić do
pomieszczenia swoją kościstą łapę.
Roń cały blady trząsł się jak galaretka (taka świeża,
dopiero co wyjęta z lodówki), zaś cała reszta siedziała wbita w fotele jak
posągi.
Czarna postać weszła do pomieszczenia i zwróciła się w
stronę Harrego. Kate chciała jakoś zareagować, ale jeszcze nigdy nie udało jej
się wyczarować patronusa.
Nagle w drzwiach pojawił się jakiś mężczyzna który
krzykną donośnie:
- Expecto Patronum! - niebieskooką
oślepiło ostre światło.
Przez chwilę
dziewczyna była oszołomiona, ale zauważyła że dementor znikną, lecz niestety
zdążył dobrać się do Harrego. Chłopak leżał teraz nieprzytomny na siedzeniu, a
mężczyzna który wyczarował patronusa zbliżył się do niego szybko. Powiedział że
Potter zaraz się obudzi.
~*~
Harry obudził
się dosyć szybko, profesor Lupin wytłumaczył mu co się stało i czym prędzej
wcisną blademu chłopakowi czekoladę w rękę. Usiadł potem koło Kate a ta
spytała:
- Panie profesorze,
czemu dementor się tu zjawił?
- Sądzę że, szukał
tu zbiegłego z Azkabanu, Syriusza Blacka. - odpowiedział Lupin.
- Blacka? On
zbiegł...?
- Tak, kilka dni
temu. - odezwał się Ron.
- No, dobrze dzieci, ja pójdę już sprawdzić
czy w innych przedziałach nic się nie stało. Do zobaczenia - odparł szybko i wyszedł pośpiesznie.
- Czego on uczy?!
- spytała Kate robiąc dziwną minę, na którą Fred i George zareagowali śmiechem.
- Nie jestem
pewna... - odparła Hermiona. - Ale chyba będzie nowym nauczycielem Obrony Przed
Czarną Magią...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No następny rozdzial! :P Pierwszy prawdziwy pokaz mocy Kate! :D
Kurcze, ludzie widzę że sporo was tu zagląda, więc czemu nie komentujecie? Mogą być nawet hejty, trochę krytyki mi się przyda xD
Zaglądnij do mnie! To ja Majka :)Suuuper <3
OdpowiedzUsuń