sobota, 9 marca 2013

Rozdział VI "...Dementorzy"


VI
"...Dementorzy"

   Podróż powoli zbliżała się ku końcowi. Cały przedział w którym siedziała Kate pękał od śmiechów i dowcipów. Całą grupę od śmiechu bolały brzuchy. Kate kochała ten stan kiedy śmiała się tak mocno aż nie mogła złapać tchu. Pierwszy raz od kilku dni nie czuła się przygnębiona. Było jej dobrze w nowym towarzystwie, ale najbardziej cieszyło ją to że poznała dwie koleżanki. Ginny i Hermionę. Dziewczyny były bardzo sympatyczne i poprosiły ją żeby była z nimi w dormitorium.
   Kiedy napad śmiechu się skończył, Fred zadał pytanie którego ciemnowłosa się nie spodziewała.
 A brzmiało ono tak:
 - No Kate, może pokażesz nam jakieś czary? - chłopak spojrzał na nią z łobuzerskim uśmiechem, a wszyscy w przedziale zaczęli pokrzykiwać domagając się przedstawienia. Kate trochę obawiała się pokazania znajomym swojej mocy, ale wiwaty nie ustawały więc dziewczyna wreszcie uległa.
 - No dobra! - powiedziała. - Ale musicie być cicho, jeżeli chcecie zobaczyć co naprawdę umiem.
 - Ok, zaczynaj - odparł George.
   Wszyscy ucichli, a Kate zdawała się medytować. Szukała w sobie zdeterminowania, żeby zaczęła działać czerwona magia. Jej krew zabulgotała. Włosy zaczęły czerwienieć od cebulek aż po końcówki. Dziewczyna słyszała wokół siebie różne "Oh!" i "Ach!". Po części jej to pochlebiało, a po części rozpraszało, lecz nie na tyle żeby magia nagle zaprzestała ataku.
W końcu czerwone włosy uniosły się z ramion dziewczyny i zaczęły lewitować, jakby ponoszone niewidzialną falą. Kiedy Kate otworzyła oczy, jej tęczówki również były czerwone. Dziewczyna wyciągnęła dłonie do przodu, a potem w teatralnym ruchu zacisnęła pięści i przyciągnęła do siebie, uwalniając moc. Pomieszczenie spłonęło czerwonymi płomieniami, a cała grupa (oprócz Kate) wyskoczyła ze swoich miejsc bojąc się poparzenia. Ale to nie był ogień który parzy, to było coś w rodzaju spektaklu, przedstawienia. Płomienie nie były groźnie ale robiły wrażenie. Kiedy przyjaciele zrozumieli że płomienie Kate nie zrobią im krzywdy, niebieskooka uznała że czas uświetnić sztukę. Podniosła się z siedzenia, a wszystkich pozostałych poderwała pod sam sufit. Lewitowali w zachwycie gdy nagle w Kate coś drgnęło. Moc momentalnie zgasła i wszyscy runęli na ziemie. Czerwone włosy oraz oczy dziewczyny zgasły momentalnie.
Pomimo że wszyscy znowu się śmiali, Kate czuła się nieswojo. Ta moc nie odchodzi tak łatwo. To musiało być ostrzeżenie.
 - Jak ty to zrobiłaś?! - spytali wszyscy chórem wytrzeszczając oczy.
 - Tak po prostu. - gramoliła się, próbując wstać ale coś ją trzymało. Teraz zauważyła że leży na klatce piersiowej Freda a on trzyma ją za nadgarstek przyglądając jej się z szelmowskim uśmiechem. Cofnęła rękę, zupełnie nie wiedziała co to miało znaczyć. Podniosła się i usiadła na swoim miejscu. - Potrafię to odkąd byłam mała, tyle że wtedy miałam częste niekontrolowane ataki. Teraz to się już nie zdarza, ale nadal nie wykorzystuje całej swojej mocy... Aha, i nie chwalcie się zbytnio tym co tu widzieliście, czerwona magia jest niezbadana i... No sami rozumiecie, trzymam ją w tajemnicy, ale uznałam że wam mogę pokazać. - uśmiechnęła się.
 - Trzymasz w tajemnicy?! Ty myślisz że nikt tego nie widział?! - wybuchną Ron.
 - Tylko wy to widzieliście, zamaskowałam zaklęcie.
 - A możesz mi wyjaśnić jak działa ta magia? - spytała z zaciekawieniem Hermiona.
 - Na początku trzeba ją wzniecić, najlepiej złością albo determinacją. Potem trzeba tylko wykrzesać iskrę, o tak... - pocierała jedną dłonią o drugą, jak krzemieniami, aż w końcu zaczęły z nich błyskać złote iskierki. - Następnie? Pilnować żeby kogoś nie zabić. - uśmiechnęła się łobuzersko i spojrzała na przerażone miny kolegów.
 - Wow... - wszyscy byli zszokowani.
   Nagle w pociągu coś szczęknęło i maszyna się zatrzymała. Momentalnie można było wyczuć narastający chłód. Zgasło światło.
Ron wyglądał na przerażonego i zaczynał gorączkowo pytać co się dzieje. Kate spojrzała na szybę, na której pojawiał się szron tworząc różnorakie kształty. Było wyraźnie zimno, temperatura spadła poniżej zera, a to mogło oznaczać tylko jedno... Dementorzy.
   Drzwi do przedziału otwierały się powoli, a zza szyby widać było zakapturzoną, czarną sylwetkę. W końcu drzwi uchyliły się na tyle by dementor mógł wsadzić do pomieszczenia swoją kościstą łapę.
Roń cały blady trząsł się jak galaretka (taka świeża, dopiero co wyjęta z lodówki), zaś cała reszta siedziała wbita w fotele jak posągi.
Czarna postać weszła do pomieszczenia i zwróciła się w stronę Harrego. Kate chciała jakoś zareagować, ale jeszcze nigdy nie udało jej się wyczarować patronusa.
Nagle w drzwiach pojawił się jakiś mężczyzna który krzykną donośnie:
 - Expecto Patronum! - niebieskooką oślepiło ostre światło.
   Przez chwilę dziewczyna była oszołomiona, ale zauważyła że dementor znikną, lecz niestety zdążył dobrać  się do Harrego. Chłopak leżał teraz nieprzytomny na siedzeniu, a mężczyzna który wyczarował patronusa zbliżył się do niego szybko. Powiedział że Potter zaraz się obudzi.

~*~

   Harry obudził się dosyć szybko, profesor Lupin wytłumaczył mu co się stało i czym prędzej wcisną blademu chłopakowi czekoladę w rękę. Usiadł potem koło Kate a ta spytała:
 - Panie profesorze, czemu dementor się tu zjawił?
 - Sądzę że, szukał tu zbiegłego z Azkabanu, Syriusza Blacka. - odpowiedział Lupin.
 - Blacka? On zbiegł...?
 - Tak, kilka dni temu. - odezwał się Ron.
  - No, dobrze dzieci, ja pójdę już sprawdzić czy w innych przedziałach nic się nie stało. Do zobaczenia - odparł szybko i wyszedł pośpiesznie.
 - Czego on uczy?! - spytała Kate robiąc dziwną minę, na którą Fred i George zareagowali śmiechem.
 - Nie jestem pewna... - odparła Hermiona. - Ale chyba będzie nowym nauczycielem Obrony Przed Czarną Magią...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

No następny rozdzial! :P Pierwszy prawdziwy pokaz mocy Kate! :D
 Kurcze, ludzie widzę że sporo was tu zagląda, więc czemu nie komentujecie? Mogą być nawet hejty, trochę krytyki mi się przyda xD 

1 komentarz: