I
"Potem, była już tylko ciemność"
Ubrana już w
jasno brązowe bryczesy, białą koszule i cieniutki bezrękawnik, ciemnowłosa
dziewczyna wyszła na dwór. W półbiegu związała czarne włosy w wysoką kitkę i
podeszła do boksu Corra, jej szkarłatno czerwonego konia. Ogromne, dwumetrowe
zwierze wyciągnęło do niej głowę i prychnęło. Kate uśmiechnęła się do ogiera i
pogłaskała czule w okolicach uszu. Koń odpowiedział głębokim wydechem.
- Dziś mamy dużo
pracy, wiesz? - szepnęła zwierzęciu w ucho. Zwierze mrugnęło znacząco i
postawiło uszy. Corr był bardzo rozumnym stworzeniem. Z resztą wszystkie kelpie
są... No właśnie, co to są kelpie? No więc to mityczny demon morski żywiący się
mięsem i przyjmujący postać narowistego konia. Kelpie, są większe, silniejsze i
inteligentniejsze od zwykłych koni, a po za tym, bardzo wredne i pamiętliwe.
Ale ich charakter wynika tylko i wyłącznie z dzikości. Corr od tak dawna
mieszkający z ludźmi stał się wprost perfekcyjnym wierzchowcem. Oczywiście,
Kate, nie zabiera go zbyt często nad wodę, bo kiedy kelpie usłyszy kuszący
szept wody, pragnie tylko wbiec do zimnej toni i utopić w niej swojego jeźdźca.
Oczywiście istnieją rodzaje magii obłaskawiające w jeden
dzień kelpie, ale to raczej stare zabobony których ani Kate ani jej rodzina
nigdy nie używała. Corr był szkolony okrągłe sześć lat, i teraz widać dokładnie
rezultaty ciężkiej pracy Kate i jej mamy. Niestety, na skutek nieszczęśliwego
wypadku Izabell na trwałe uszkodziła sobie kostkę, co uniemożliwiło jej
jazdę... Oraz w pewnej części chodzenie.
Dziewczyna
wyprowadziła konia na dwór i przywiązała do koniowiązu. Otworzyła starą
skrzynkę ze szczotkami, wyjęła jedną i zaczęła dokładnie czyścić, czerwoną
niczym krew sierść zwierzaka. Po kilku pociągnięciach zlepek sierści i błota
już nie było, albo w każdym razie nie były zauważalne. Kate złapała za kolejną
szczotkę i po raz drugi przeczesała włos ogiera.
Przyszedł czas
na kopyta, ciemnowłosa chwyciła za kopystkę i poprosiła konia o podanie nogi.
Wyczyściła kopyta, poczym zabrała się za rozczesywanie grzywy i ogona. Nieco
skudlone i posklejane włosy sprawiły jej dużo trudu, ale niebieskooka lubiła
pracę przy koniach. Ich zapach, wygląd, charakter.
Szybko osiodłała
młodego kelpie i podprowadziła do wysokiego płotu. Wspięła się na szczeble i
niebawem siedziała już wygodnie w swoim, nowym, wypastowanym i miękkim siodle.
Ruszyła spokojnie stępem w stronę lasu i oddała się pięknym chwilom z jej
podopiecznym.
~*~
Po dwóch
godzinach kluczenia po lesie i pobliskich polach, ciemnowłosa doszła do wniosku
że czas już wracać. Była zmęczona i jakaś senna. Za to po Corrze w ogóle nie
było widać zmęczenia, z wyjątkiem potu na ciele. No tak, nasz kochany czerwony
źrebak (jak nazywała go mama Kate) trochę dzisiaj popracował.
Wyszli na skraj
lasu leniwym tempem. Zobaczyli przed sobą rozległe łąki i drogę prowadzącą
prosto do domu. "Ostatni galop" pomyślała. Wcisnęła łydki w boki
Corra i pchnęła siodło biodrem jak huśtawkę. I ruszyli. Jej ogier był
nieoceniony w biegach. Gnał jakby chciały go liznąć piekielne języki ognia. Jak
by dostał skrzydeł. Z pewnością byłby świetnym koniem wyścigowym, ale niestety
Kate nie mogła go pokazywać mugolskim sąsiadom. Zawsze rzucała na niego
zaklęcie maskujące, kiedy przyjaciółki mamy przychodziły z wizytą.
Corr przebiegł
całą łąkę w niecałe trzy minuty, ale niestety po tak ciężkiej pracy trzeba
konia występować.
Więc szli ślimaczym
tempem wprost do domu, gdy nagle ogier zaczął się wahać. Postawił głowę, niczym
maszt i zwrócił uszy w stronę bramy domu. Zastygł w bezruchu. Zaczął (jak to
kelpie) powarkiwać i szczerzyć ostre jak brzytwa zęby. Co go tak zdenerwowało?
Kate też to poczuła. Dreszcz ostrzegawczy.
Dziewczyna
zsiadła z konia. Zostawiła go i poszła szybko w stronę domu. Coś wyraźnie było
nie tak. Drzwi otwarte na oścież i trzymające się ledwo na zawiasach. Ogier
zaczął kłusować za dziewczyną.
Kate wpadła do
budynku jak burza, wszystko było potłuczone, porozwalane, zniszczone.
Gdzieniegdzie w tym pobojowisku widać było ślady krwi, które prowadziły w górę
schodów. Ciemnowłosa zaczęła drżeć, łzy zaczęły płynąć jej po policzkach, a
włosy zaczęły płowieć. To chyba kolor smutku po stracie ukochanej osoby.
Chciała się ruszyć, pobiec, sprawdzić! Jej nogi wiedziały chyba jednak lepiej,
więc stała jak wryta.
Co to było?
Trzask? Czy tylko się przesłyszała? Kate była oszołomiona, nie wiedziała co
zrobić. Co jest jawą a co snem. Była zszokowana widokiem krwi i śladami
zniszczeń. Nerwowo oglądała się wokół siebie i wreszcie to zobaczyła. U góry
schodów zwisała bezwładnie biała jak kreda ręka. Teraz dojrzała głębokie rany na
nadgarstku, z pewnością po zaklęciu Sectumsempra.
Osoba o tak rozległych ranach i takiej ilości straconej krwi nie mogła
przeżyć.
Znowu trzask, i
tym razem ostrzegawcze rżenie Corra. Kate gwałtownie się obróciła. Zobaczyła
tylko piątkę czarodziei próbujących obezwładnić czerwonego ogiera i jednego,
stojącego w progu drzwi. Potem, była już tylko ciemność.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I oto jest :P Pierwszy rozdział! Co sądzicie? Mi się osobiście spodoba. Mam pytanie, co sądzicie o tym żebym dodawała do niektórych postów własnoręczne ryzunki? :D Piszcie w komentarzach!
Jeżeli podobał ci się rozdział zostaw komentarz! :3
Taq, tak dodawaj !
OdpowiedzUsuń