IV
"Wreszcie mogła nacieszyć się
słońcem"
Dzień zaczął się
zwyczajnie. Kate obudziła się jak zwykle w białym pomieszczeniu. Poszła szybko
się wykąpać i wróciła do pokoju w którym już czekało na nią śniadanie. Kiepskie
śniadanie. Bułka z białym serkiem i szklanka mleka. Jak miała być spokojniejsza
kiedy cały dzień (a czasem i całą noc) burczało jej w brzuchu?
Wyobrażając
sobie pierwszy dzień w nowym domu zabrała się do jedzenia.
~*~
Około godziny
dwunastej przyjechał wujek Bob. Spakował rzeczy Kate do swojego obszernego
Jeepa i porozmawiał chwilę z Tonks. Po jakimś czasie wsiedli do samochodu i
odjechali w stronę Londynu.
Kate przespała całą drogę. Słodko spała gdy nagle coś
oplotło jej szyję. Gdy tylko otworzyła oczy, stało się jasne że to Rose,
przytula ją bez słowa wywlekając z samochodu. Chwilę tak stały przed domem
przytulając się gdy nagle podeszła ciocia Bell i zaprosiła wszystkich do
środka.
Dom był bardzo
przytulny. Kate znała go już jak własną kieszeń, ponieważ co roku spędzała w
nim przynajmniej dwa tygodnie (a czasem nawet i dwa miesiące). Zdążyła więc
poznać też całą okolicę. Dobrze pamiętała że dwie ulice dalej znajduje się plac
zabaw a niedaleko niego ogromna fontanna w której dziewczyny (w młodości)
lubiły się pluskać. Z kolei zupełnie w drugą stronę od placu zabaw znajdowała
się łąka i dosyć duży las.
Ciotka szybko wystawiła
kolację na stół i wszyscy zaczęli pałaszować. Kate objadła się jak bąk i już po
kilku kawałkach kurczaka miała dość.
Jedzenia było pyszne, poza tym było go pod dostatkiem i szkoda by było gdyby
się zmarnowało.
Kiedy Rose
zauważyła że Kate jest już pełna, wstała od stołu i oznajmiła że obie
dziewczyny pójdą do swojego pokoju żeby ciemnowłosa się rozpakowała. Kate
szybko się uwinęła ponieważ blondynka pomogła jej w składaniu ubrań które przez
całą drogę leżały zmięte w podróżnej torbie.
Potem na półce nad łóżkiem niebieskooka położyła swoje
książki i wyciągnęła z kieszeni torby różdżkę. Przyglądała się jej bardzo
uważnie. Obracała ją w rękach i oglądała jej każdy cal. Tak dawno jej nie
używala...
Kiedy dziewczyny
ogarnęły swój pokój Kate poprosiła Rose
żeby przeszły się drogą w stronę lasu.
- Czemu nie. - odpowiedziała jasnowłosa i ruszyły
ulicą przedmieść.
Krajobraz był
przepiękny. Letnie słońce zachodziło za lasem i rzucało jasne promienie na
rozgrzany jeszcze asfalt. Oświetlały twarze dziewczyn, a Kate czuła się
rewelacyjnie. Wreszcie mogła nacieszyć się słońcem. Przez te kilka dni kiedy
przebywała w białym pokoju, prawie w ogóle nie wyglądała za okno. Teraz kiedy
było jej tak ciepło czuła się jak nowo narodzona. Słońce w pewnym sensie
podnosiło ją na duchu i tak było też teraz.
- To, kiedy
jedziesz do Hogwartu? - odezwała się nagle Rose.
- Za pięć dni, nie
opłacało mi się nawet rozpakowywać. - rzuciła ponuro.
Przyjaciółki
szły dalej w stronę słońca a piękne, leniwe promienie oświetlały im drogę.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Znowu taki krótki i jakiś taki nieciekawy... No ale niestety, musiałam jakoś opisać ten przyjazd do wujostwa, chociaż nie miałam jakoś do tego głowy. Chcę skończyć już tą część kiedy Kate jeszcze jest w Londynie i w ogóle nie używa magii ;D
Czekam na komentarze ;) (choć już straciłam nadzieje że ktoś w ogóle zacznie komentować -_-)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz