wtorek, 5 marca 2013

Rozdział II "Tyle pytań i żadnej odpowiedzi..."


II

"Tyle pytań i żadnej odpowiedzi..."
 
 Kate obudziła się się w białym, pustym pomieszczeniu. Leżała na łóżku, obok którego stała szafka nocna a na niej gazeta. Dziewczyna wyciągnęła w jej stronę rękę i chwyciła za szeleszczący papier. To był "Prolog Codzienny". Otworzyła na pierwszych stronach i zaczęła przeglądać, zastanawiając co się stało za nim zasnęła... A może zemdlała?
   Była senna i czuła w środku jakiś dziwny spokój. Ciężkimi powiekami przeczesywała akapity w gazecie. Wiotkie ręce ledwo przewracały strony marszcząc je.
   Nagle jej uwagę przykuł artykuł pod tytułem: "Ministerstwo Magii uspokaja: Czarny Pan nie zagraża światu" . No tak, znowu ktoś zgłosił że rzekomo widział Tego- Którego- Imienia- Niewolno- Wymawiać. Szczerze mówiąc to Kate, mimo że mieszkała w mugolskim mieście, często czytała tego typu artykuły i zaczęły ją już trochę irytować. Jeżeli Ministerstwo naprawdę chce wszystkich uspokoić to niech pokaże dowody na to że Sami Wiecie Kto, nie żyje. Tymczasem oni tylko wzbudzają panikę publikując coraz więcej informacji na temat Voldemorta. Denerwujące.
   Ciemnowłosa odłożyła gazetę i zamknęła oczy. Nic nie pamiętała. Od kiedy tu jest? Dlaczego nic nie pamięta? Co się w ogóle stało? Dlaczego nie ma z nią jej rodziców? Tyle pytań i żadnej odpowiedzi... Zaraz! Rodzice!
   I nagle wszystko stało się jasne. Przypomniała sobie upadek ze schodów, wyprawę z Correm, pobojowisko w domu  i... Pokrwawioną, białą rękę zwisającą ze schodów.
   Dziewczynę ogarnęła panika. Wyskoczyła na równe nogi z łóżka. Zdała sobie sprawę że jest w samej koszuli nocnej. "Gdzie ja do cholery mam spodnie?!" myślała w popłochu. Po głębszym zastanowieniu postanowiła dowiedzieć się (bez spodni) co się właściwie stało, dlaczego potraktowali ją zaklęciem obezwładniającym, gdzie są jej rodzice i co się stało z Correm...
   Kate wyszła szybko z białego pomieszczenia i ujrzała równie biały korytarz. Gdzie ma biec? Korytarz wyglądał na zupełnie opuszczony. Nie było tu żywej duszy. Chwilę się rozglądała i postanowiła pójść w lewo.
   Dziewczyna doszła do końca korytarza i pchnęła ciężkie drzwi. Jakiś dziwny pisk rozległ się po całym piętrze, a Kate drgnęła z zaskoczenia tak mocno, że rąbnęła na ziemię, obijając sobie potylicę.
Nagle przez drzwi weszły dwie pielęgniarki. Ubrane na biało kobiety podeszły do ciemnowłosej i zaczęły ją dokładnie oglądać.
 - Jejku dziecko! Nic ci nie jest? - wrzasnęła ta brzydsza.
 - N-nie... - jąkała się  chcąc wyswobodzić się z zimnych i bardzo mocnych rąk kobiet. Jedna z nich (ta młodsza i ładniejsza) przytrzymała niebieskooką, a w tym samym czasie druga, wyciągnęła z za pazuchy różdżkę, machnęła nią i Kate była już uwięziona. Czuła się jakby ją oplotły niewidzialne liny, które ściskały niemiłosiernie.
 - Wingardium Leviosa - powiedziała znowu brzydka pielęgniarka i wtedy dziewczyna podniosła się z podłogi i lewitując poleciała znów do białego pokoju w którym się obudziła. Pielęgniarki ułożyły ją na łóżku i kazały zostać tam dopóki nie przyjdzie czarodziej który ją tutaj przyniósł.
   Kobiety wyszły i tym razem zamknęły drzwi na klucz. W sumie, Kate mogłaby otworzyć je zaklęciem, ale jej różdżka (jak zawsze) leżała w torbie obok biurka w jej domu.
   Więc Kate czekała... Czekała... I czekała... Aż w końcu z tego wyczekiwania zasnęła niespokojnym snem.

~*~

Obudził ją dźwięk przesuwanego krzesła. Kate otworzyła zaspane oczy i ujrzała przez sobą... Kobietę. Czarownica ubrana była w czarny płaszcz, a jej włosy były koloru różowej gumy do żucia.
 - Witaj, jestem Tonks. - przedstawiła się i wyciągnęła ku zaspanej dziewczynie dłoń. Ta uścisnęła ją i lekko uśmiechnęła.
 - Dzień dobry... Jest pani aurorem? - spytała ochryple.
 - Tak jestem.
 - Więc... Jak się tu dostałam? Gdzie moje rzeczy? Co z Correm? Gdzie są moi rodzice? - wydusiła z siebie  pokasłując.
 - Correm? Aaa, masz na myśli tego czerwonego kelpie! To było coś! Trochę trudno go było obezwładnić - Kate trochę się zaniepokoiła, wytrzeszczyła oczy - Ale teraz pewnie biega sobie po jakimś pastwisku. Nie martw się na razie o niego. Co do twoich rzeczy... Nie przynieśli ci ich?! Zaraz się tym zajmę.
 - Proszę pani... - ciemnowłosa weszła jej  pomiędzy zdania.
 - Jak się tu dostałaś... Hmm... Zacznijmy od tego że na wasz dom napadli śmierciożercy. Chyba nie muszę ci mówić kto to taki? - Kate pokręciła głową. Coraz bardziej się bała. - Więc, kiedy wróciłaś do domu musieliśmy się  stamtąd szybko zabrać, żeby czasami tam nie wrócili. Sama się tu przyniosłam. - teraz jej oczy posmutniały. Niebieskookiej zaczęły płowieć włosy. Łzy napływały jej do oczu.
 - A co z rodzicami?
Po chwili Tonks znowu się odezwała.
 - Kate, oni nie żyją...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

No i jest kolejny :P Ale nie wiem czy mam dalej pisać. Niby początki zawsze są trudne, ale mało was tu zagląda i nikt nie komentuje :/ No ale co poradzić, do puki się nie będzie jakiegoś koma typu "Skończ lepiej pisać" to dalej będę dodawać rozdziały :3 
No i pozostaje jeszcze kwestia rysunków. Chcecie żebym dodawała je do postów? 
Aha, no i przepraszam za wygląd bloga, jak na razie nie mogę się tu odnaleźć xD

CZEKAM NA KOMY ;)

1 komentarz: