II
"Tyle pytań i żadnej odpowiedzi..."
Kate obudziła się
się w białym, pustym pomieszczeniu. Leżała na łóżku, obok którego stała szafka
nocna a na niej gazeta. Dziewczyna wyciągnęła w jej stronę rękę i chwyciła za
szeleszczący papier. To był "Prolog
Codzienny". Otworzyła na pierwszych stronach i zaczęła przeglądać,
zastanawiając co się stało za nim zasnęła... A może zemdlała?
Była senna i
czuła w środku jakiś dziwny spokój. Ciężkimi powiekami przeczesywała akapity w
gazecie. Wiotkie ręce ledwo przewracały strony marszcząc je.
Nagle jej uwagę
przykuł artykuł pod tytułem: "Ministerstwo
Magii uspokaja: Czarny Pan nie zagraża światu" . No tak, znowu ktoś
zgłosił że rzekomo widział Tego- Którego- Imienia- Niewolno- Wymawiać. Szczerze
mówiąc to Kate, mimo że mieszkała w mugolskim mieście, często czytała tego typu
artykuły i zaczęły ją już trochę irytować. Jeżeli Ministerstwo naprawdę chce
wszystkich uspokoić to niech pokaże dowody na to że Sami Wiecie Kto, nie żyje.
Tymczasem oni tylko wzbudzają panikę publikując coraz więcej informacji na
temat Voldemorta. Denerwujące.
Ciemnowłosa
odłożyła gazetę i zamknęła oczy. Nic nie pamiętała. Od kiedy tu jest? Dlaczego
nic nie pamięta? Co się w ogóle stało? Dlaczego nie ma z nią jej rodziców? Tyle
pytań i żadnej odpowiedzi... Zaraz! Rodzice!
I nagle wszystko
stało się jasne. Przypomniała sobie upadek ze schodów, wyprawę z Correm,
pobojowisko w domu i... Pokrwawioną,
białą rękę zwisającą ze schodów.
Dziewczynę
ogarnęła panika. Wyskoczyła na równe nogi z łóżka. Zdała sobie sprawę że jest w
samej koszuli nocnej. "Gdzie ja do cholery mam spodnie?!" myślała w
popłochu. Po głębszym zastanowieniu postanowiła dowiedzieć się (bez spodni) co
się właściwie stało, dlaczego potraktowali ją zaklęciem obezwładniającym, gdzie
są jej rodzice i co się stało z Correm...
Kate wyszła
szybko z białego pomieszczenia i ujrzała równie biały korytarz. Gdzie ma biec?
Korytarz wyglądał na zupełnie opuszczony. Nie było tu żywej duszy. Chwilę się
rozglądała i postanowiła pójść w lewo.
Dziewczyna
doszła do końca korytarza i pchnęła ciężkie drzwi. Jakiś dziwny pisk rozległ
się po całym piętrze, a Kate drgnęła z zaskoczenia tak mocno, że rąbnęła na
ziemię, obijając sobie potylicę.
Nagle przez drzwi weszły dwie pielęgniarki. Ubrane na
biało kobiety podeszły do ciemnowłosej i zaczęły ją dokładnie oglądać.
- Jejku dziecko!
Nic ci nie jest? - wrzasnęła ta brzydsza.
- N-nie... -
jąkała się chcąc wyswobodzić się z
zimnych i bardzo mocnych rąk kobiet. Jedna z nich (ta młodsza i ładniejsza)
przytrzymała niebieskooką, a w tym samym czasie druga, wyciągnęła z za pazuchy
różdżkę, machnęła nią i Kate była już uwięziona. Czuła się jakby ją oplotły
niewidzialne liny, które ściskały niemiłosiernie.
- Wingardium Leviosa - powiedziała znowu
brzydka pielęgniarka i wtedy dziewczyna podniosła się z podłogi i lewitując
poleciała znów do białego pokoju w którym się obudziła. Pielęgniarki ułożyły ją
na łóżku i kazały zostać tam dopóki nie przyjdzie czarodziej który ją tutaj
przyniósł.
Kobiety wyszły i
tym razem zamknęły drzwi na klucz. W sumie, Kate mogłaby otworzyć je zaklęciem,
ale jej różdżka (jak zawsze) leżała w torbie obok biurka w jej domu.
Więc Kate
czekała... Czekała... I czekała... Aż w końcu z tego wyczekiwania zasnęła
niespokojnym snem.
~*~
Obudził ją dźwięk przesuwanego krzesła. Kate otworzyła
zaspane oczy i ujrzała przez sobą... Kobietę. Czarownica ubrana była w czarny
płaszcz, a jej włosy były koloru różowej gumy do żucia.
- Witaj, jestem
Tonks. - przedstawiła się i wyciągnęła ku zaspanej dziewczynie dłoń. Ta
uścisnęła ją i lekko uśmiechnęła.
- Dzień dobry...
Jest pani aurorem? - spytała ochryple.
- Tak jestem.
- Więc... Jak się
tu dostałam? Gdzie moje rzeczy? Co z Correm? Gdzie są moi rodzice? - wydusiła z
siebie pokasłując.
- Correm? Aaa,
masz na myśli tego czerwonego kelpie! To było coś! Trochę trudno go było
obezwładnić - Kate trochę się zaniepokoiła, wytrzeszczyła oczy - Ale teraz
pewnie biega sobie po jakimś pastwisku. Nie martw się na razie o niego. Co do
twoich rzeczy... Nie przynieśli ci ich?! Zaraz się tym zajmę.
- Proszę pani... -
ciemnowłosa weszła jej pomiędzy zdania.
- Jak się tu
dostałaś... Hmm... Zacznijmy od tego że na wasz dom napadli śmierciożercy.
Chyba nie muszę ci mówić kto to taki? - Kate pokręciła głową. Coraz bardziej
się bała. - Więc, kiedy wróciłaś do domu musieliśmy się stamtąd szybko zabrać, żeby czasami tam nie
wrócili. Sama się tu przyniosłam. - teraz jej oczy posmutniały. Niebieskookiej
zaczęły płowieć włosy. Łzy napływały jej do oczu.
- A co z
rodzicami?
Po chwili Tonks znowu się odezwała.
- Kate, oni nie
żyją...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No i jest kolejny :P Ale nie wiem czy mam dalej pisać. Niby początki zawsze są trudne, ale mało was tu zagląda i nikt nie komentuje :/ No ale co poradzić, do puki się nie będzie jakiegoś koma typu "Skończ lepiej pisać" to dalej będę dodawać rozdziały :3
No i pozostaje jeszcze kwestia rysunków. Chcecie żebym dodawała je do postów?
Aha, no i przepraszam za wygląd bloga, jak na razie nie mogę się tu odnaleźć xD
CZEKAM NA KOMY ;)
O boże świetny!
OdpowiedzUsuń