poniedziałek, 4 marca 2013

Rozdział I "Potem była już tylko ciemność"


I
"Potem, była już tylko ciemność"

    Ubrana już w jasno brązowe bryczesy, białą koszule i cieniutki bezrękawnik, ciemnowłosa dziewczyna wyszła na dwór. W półbiegu związała czarne włosy w wysoką kitkę i podeszła do boksu Corra, jej szkarłatno czerwonego konia. Ogromne, dwumetrowe zwierze wyciągnęło do niej głowę i prychnęło. Kate uśmiechnęła się do ogiera i pogłaskała czule w okolicach uszu. Koń odpowiedział głębokim wydechem.  
 - Dziś mamy dużo pracy, wiesz? - szepnęła zwierzęciu w ucho. Zwierze mrugnęło znacząco i postawiło uszy. Corr był bardzo rozumnym stworzeniem. Z resztą wszystkie kelpie są... No właśnie, co to są kelpie? No więc to mityczny demon morski żywiący się mięsem i przyjmujący postać narowistego konia. Kelpie, są większe, silniejsze i inteligentniejsze od zwykłych koni, a po za tym, bardzo wredne i pamiętliwe. Ale ich charakter wynika tylko i wyłącznie z dzikości. Corr od tak dawna mieszkający z ludźmi stał się wprost perfekcyjnym wierzchowcem. Oczywiście, Kate, nie zabiera go zbyt często nad wodę, bo kiedy kelpie usłyszy kuszący szept wody, pragnie tylko wbiec do zimnej toni i utopić w niej swojego jeźdźca.
Oczywiście istnieją rodzaje magii obłaskawiające w jeden dzień kelpie, ale to raczej stare zabobony których ani Kate ani jej rodzina nigdy nie używała. Corr był szkolony okrągłe sześć lat, i teraz widać dokładnie rezultaty ciężkiej pracy Kate i jej mamy. Niestety, na skutek nieszczęśliwego wypadku Izabell na trwałe uszkodziła sobie kostkę, co uniemożliwiło jej jazdę... Oraz w pewnej części chodzenie.
   Dziewczyna wyprowadziła konia na dwór i przywiązała do koniowiązu. Otworzyła starą skrzynkę ze szczotkami, wyjęła jedną i zaczęła dokładnie czyścić, czerwoną niczym krew sierść zwierzaka. Po kilku pociągnięciach zlepek sierści i błota już nie było, albo w każdym razie nie były zauważalne. Kate złapała za kolejną szczotkę i po raz drugi przeczesała włos ogiera.
   Przyszedł czas na kopyta, ciemnowłosa chwyciła za kopystkę i poprosiła konia o podanie nogi. Wyczyściła kopyta, poczym zabrała się za rozczesywanie grzywy i ogona. Nieco skudlone i posklejane włosy sprawiły jej dużo trudu, ale niebieskooka lubiła pracę przy koniach. Ich zapach, wygląd, charakter.
   Szybko osiodłała młodego kelpie i podprowadziła do wysokiego płotu. Wspięła się na szczeble i niebawem siedziała już wygodnie w swoim, nowym, wypastowanym i miękkim siodle. Ruszyła spokojnie stępem w stronę lasu i oddała się pięknym chwilom z jej podopiecznym.

~*~

   Po dwóch godzinach kluczenia po lesie i pobliskich polach, ciemnowłosa doszła do wniosku że czas już wracać. Była zmęczona i jakaś senna. Za to po Corrze w ogóle nie było widać zmęczenia, z wyjątkiem potu na ciele. No tak, nasz kochany czerwony źrebak (jak nazywała go mama Kate) trochę dzisiaj popracował.
   Wyszli na skraj lasu leniwym tempem. Zobaczyli przed sobą rozległe łąki i drogę prowadzącą prosto do domu. "Ostatni galop" pomyślała. Wcisnęła łydki w boki Corra i pchnęła siodło biodrem jak huśtawkę. I ruszyli. Jej ogier był nieoceniony w biegach. Gnał jakby chciały go liznąć piekielne języki ognia. Jak by dostał skrzydeł. Z pewnością byłby świetnym koniem wyścigowym, ale niestety Kate nie mogła go pokazywać mugolskim sąsiadom. Zawsze rzucała na niego zaklęcie maskujące, kiedy przyjaciółki mamy przychodziły z wizytą.
   Corr przebiegł całą łąkę w niecałe trzy minuty, ale niestety po tak ciężkiej pracy trzeba konia występować.
   Więc szli ślimaczym tempem wprost do domu, gdy nagle ogier zaczął się wahać. Postawił głowę, niczym maszt i zwrócił uszy w stronę bramy domu. Zastygł w bezruchu. Zaczął (jak to kelpie) powarkiwać i szczerzyć ostre jak brzytwa zęby. Co go tak zdenerwowało? Kate też to poczuła. Dreszcz ostrzegawczy.
   Dziewczyna zsiadła z konia. Zostawiła go i poszła szybko w stronę domu. Coś wyraźnie było nie tak. Drzwi otwarte na oścież i trzymające się ledwo na zawiasach. Ogier zaczął kłusować za dziewczyną.
  Kate wpadła do budynku jak burza, wszystko było potłuczone, porozwalane, zniszczone. Gdzieniegdzie w tym pobojowisku widać było ślady krwi, które prowadziły w górę schodów. Ciemnowłosa zaczęła drżeć, łzy zaczęły płynąć jej po policzkach, a włosy zaczęły płowieć. To chyba kolor smutku po stracie ukochanej osoby. Chciała się ruszyć, pobiec, sprawdzić! Jej nogi wiedziały chyba jednak lepiej, więc stała jak wryta.
   Co to było? Trzask? Czy tylko się przesłyszała? Kate była oszołomiona, nie wiedziała co zrobić. Co jest jawą a co snem. Była zszokowana widokiem krwi i śladami zniszczeń. Nerwowo oglądała się wokół siebie i wreszcie to zobaczyła. U góry schodów zwisała bezwładnie biała jak kreda ręka. Teraz dojrzała głębokie rany na nadgarstku, z pewnością po zaklęciu Sectumsempra. Osoba o tak rozległych ranach i takiej ilości straconej krwi nie mogła przeżyć.
   Znowu trzask, i tym razem ostrzegawcze rżenie Corra. Kate gwałtownie się obróciła. Zobaczyła tylko piątkę czarodziei próbujących obezwładnić czerwonego ogiera i jednego, stojącego w progu drzwi. Potem, była już tylko ciemność.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

I oto jest :P Pierwszy rozdział! Co sądzicie? Mi się osobiście spodoba. Mam pytanie, co sądzicie o tym żebym dodawała do niektórych postów własnoręczne ryzunki? :D Piszcie w komentarzach!
Jeżeli podobał ci się rozdział zostaw komentarz! :3

1 komentarz: