poniedziałek, 18 marca 2013

X "A ty co byś zrobił?"


X
"A ty co byś zrobił?"

   Dla Kate dzień rozpoczął się... Wcześnie, bo wstała przed szóstą. Cicho podniosła się z łóżka i podeszła do okna. Nie mogła go otworzyć, ale widać było że powietrze jest rześkie i lekkie. Na dworze panowała mgła, a maleńkie kropelki towarzyszące jej, spływały leniwie po szybie.
   Dziewczyna postanowiła się ubrać i wyjść zaczerpnąć tlenu. Sięgnęła do szafy i wybrała ciepły, kremowy sweter, jeansy i biały podkoszulek. Następnie związała włosy w wysoki kok i po cichu wyszła z dormitorium, a potem z pokoju wspólnego. Oczywiście nie zdążyła poznać wczorajszej nocy całego zamku więc trochę się pogubiła. Błądziła ciemnymi korytarzami gdy nagle...
   - Co wy tu robicie?! - krzyknęła leżąc (znowu) na Fredzie który z kolei leżał na Georgu, a Georg na podłodze bo zderzyli się wpadając na siebie kiedy wychodzili zza rogu.
 - Ciiii - syknęli chórem. - Chcieliśmy zrobić Snape'owi kawał z okazji rozpoczęcia roku szkolnego. - odpowiedział Fred nadal leżąc pod przygniatającą go Kate.
 - Fajnie, a pozwolisz mi wreszcie wstać? - próbowała się wyszarpnąć, ale Fred znowu złapał ją za nadgarstki.
 - Nie. - odpowiedział śmiejąc się.
 - To nie jest śmieszne! Muszę iść na dwór!
 - Po co? - odezwał się George.
 - Słabo mi. - odpowiedziała z irytacją w głosie.
 - No jakoś nie widzę! - Fred znowu się zaśmiał. Kiedy dziewczyna uwolniła ręce, złapał ją George, potem znowu Fred i tak dalej aż po chwili wszyscy zaczęli tarzać się po podłodze łaskocząc przy tym biedną dziewczynę. Z kolei ona kiedy nadarzyła się okazja, puszczała chłopcom sójki w brzuchy. Kilka razy oberwali też od niej z liścia.
   Nagle do ich uszu dobiegł dźwięk kroków. Momentalnie zamarli. To Filch.  Zerwali się na równe nogi, po czym George (samolub) sam teleportował się do dormitorium. Fred również chciał się teleportować ale Kate w ostatniej chwili złapała go za rękę i aportowali się razem.

~*~

   Kate rąbnęła warzą o ziemię. Gdzie była? Po turlała się kilka metrów z zamkniętymi oczami i natrafiła na coś ciepłego i dosyć dużego.
 - O! To ty! - uśmiechnęła się.
 - Jak widać.
 - Eeee, Fred... Gdzie my jesteśmy? - spytała rozglądając się. Leżeli gdzieś na chłodnej ziemi niedaleko jeziora.
 - Nad jeziorem... - powiedział układając się wygodnie by spojrzeć w niebo.
 - Dlaczego? O czym pomyślałeś?
 - O tym że miło by było pójść na spacer... Ty chyba miałaś to w planach?
 - Tak, ale nie chciałam iść tak daleko. Poza tym, po tej bijatyce nie chce mi się już chodzić.
 - Ok, co robimy? - spytał zwracając wzrok w jej stronę.
 - Nie wiem... Ja chyba poleżę... - usadowiła się na ziemi i zamknęła oczy. Po chwili przypomniało jej się że ma na sobie jasny sweter który po takim leżakowaniu na pewno się nie dopierze... A co tam! Teraz czas uczcić ostatnie chwile wolności.
   Minuty mijały, aż między Fredem a Kate nawiązała się rozmowa. Fred głównie pytał o czerwoną magię i o Corra. Czasem się przekomarzali, ale i tak miło im się rozmawiało.
 - I co wtedy czujesz? - spytał po chwili spoglądania nad jezioro.
 - Kiedy?
 - Jak jeździsz... Nie boisz się że Corrowi coś strzeli do głowy i wyrwie ci się i nie daj Boże kogoś zabije? Nie boisz się tej szybkości?
 - Nie. Nie boję się niczego. - odpowiedziała kiedy chłopak na nią spojrzał. Ona jednak nadal patrzyła w niebo. - Co czuję? - chwilę się zastanowiła, marszcząc czoło. - Szczęście. Tak. Szczęście. Wyobraź to sobie, jedziesz z nieograniczoną szybkością, przez nieograniczoną przestrzeń i tylko dodajesz gazu... To jest cudowne!
 - No nie wiem...
 - A ty co byś zrobił na moim miejscu? - spytała pioronując do wzrokiem.
 - Ratował bym swoją dupę przed zębiskami tego konia!
 - Hmmm... Może to dlatego że jesteś zbyt normalny  żeby pojąć jak zajmować się prawdziwym kelpie? - zadrwiła z niego. W jednej chwili Fred podparł się na łokciu i spojrzał ironicznie na Kate.
 - Ja? Normalny?!
 - Haha! No dobra! Żartowałam - i tak na  śmiechach minęła im godzina. Potem zebrali się i poszli na  śniadanie.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Hmmm... Jakiś taki nijaki :/ Ogólnie to ten rozdział miał być o całym dniu w Hogwarcie, ale chce go mieć już za sobą bo jestem już bardzo zmęczona :( 
KOMENTUJCIE!!!

piątek, 15 marca 2013

IX "Nie chciała zepsuć Corrowi reputacji jeszcze przed jego przyjazedem"


IX
"Nie chciała zepsuć Corrowi reputacji jeszcze przed jego przyjazedem"

   Fred, George, Harry, Ron, Ginny i Hermiona zaprowadzili Kate do pokoju wspólnego. W pomieszczeniu dominował kolor czerwony. Skórzane kanapy i położone na nich koce wyglądały bardzo przytulnie i leniwie, aż chciało się położyć i zasnąć w ciepłym świetle kominka.
   Było juz późno, lecz cała grupa siedziała teraz w pokoju i patrzyła się w ogień. Ciemnowłosa stwierdziła że zaczyna się robić nudno, więc odezwała się.
 - Może poróbmy coś? Troszkę nudno się zrobiło, a ja ostatni dzień wolności chce spędzić ciekawie.
 - Może w coś zagramy? Jakieś pomysły? - zapytała Ginny.
 - Najłatwiejsza gra na świecie...? Butelka. - powiedziała Hermiona. Kate dobrze znała tą grę, wymyślili ją mugole, a ponieważ dziewczyna mieszkała wśród mugoli, często w to grała, również z Rose.
 - Może być! - powiedziała podniecona niebieskooka. - Czy wszyscy wiedzą jak w to się gra?
 - Ja nie... - odpowiedziała większość Wesleyów.
 - No dobra, bierzesz butelkę i kręcisz nią, jak wypadnie na przykład na Harrego, to zadajesz mu pytanie albo zadanie, w zależności co wybierze. Jasne? - Kate chciała skończyć mówić ale coś sobie przypomniała - Aha, i to co tu usłyszycie lub zobaczycie zostaje między nami, ok? - przytaknęli. - Mogę pierwsza? - nie widząc sprzeciwu dziewczyna zakręciła szklaną butelką po jakimś gazowanym napoju. Przedmiot wskazał Hermionę.
 - Pytanie czy wyzwanie? - spytała.
 - Pytanie... - odpowiedziała siadając obok wszystkich na ziemi, obok kominka.
 - Hmmm... Lubisz mnie? - zaśmiała się.
 - Tak, bardzo. - odpowiedziała i zakręciła butelką. Wypadło na Georga, który od razu powiedział że bierze wyzwanie.
 - Więc... Przytul się moooocnooo do Gin. - na co oboje odpowiedzieli głośnym "NIE"
 - Hej! Jak grać to grać! - odezwał się Fred, na co rodzeństwo przytuliło się, ale nie tak moooocnooo jak tego chciała Hermiona. Niebawem George złapał za szklaną rzecz i zakręcił. Ku zdziwieniu wszystkich, los chciał żeby podło na Freda który siedział obok brata bliźniaka. Fred wybrał pytanie.
 - Dobra... - zastanawiał się chwilę po czym zrobił triumfalną minę i powiedział -Z którą z tu obecnych dziewczyn byś się przytulił?
 - Możeeee.... Hmmm... Z Ginny się już w życiu bardzo dużo naprzytulałem - Ginny nagle ożywiła się i powiedziała z ironią słynne "Dzięki" - ... Z Kate, albo Mionką.
 - Niech ci będzie. - powiedział brat bliźniak. Fred uśmiechną się i obdarzył Kate ciepłym spojrzeniam. Ta, odwróciła wzrok. "O co temu chłopakowi chodzi? Gapi się jak jakiś idiota" chodziło jej po głowe.
Rudowłosy chwycił za butelkę i zakręcił. Oczywiście padło na Kate.
 - Pytanie! - powiedziała.
 - Dobra, czy twój kelpie kiedyś kogoś zabił? - to pytanie uderzyło dziewczynę. Nie chciała zepsuć Corrowi reputacji jeszcze przed jego przyjazdem.
 - Zabił jednego człowieka... - spuściła wzrok - Ten mężczyzna, zrobił coś bardzo złego mojej rodzinie, a Corr... Sami wiecie. - zawstydziła się.
 - Może kończmy już? Jestem zmęczona... - powiedziała Hermiona wiedząc zmartwienie na twarzy niebieskookiej. Wszyscy przytaknęli, pożegnali się i rozeszli się do dormitoriów. Dziewczyny również.
   Przy przygotowaniach do spania, Ginny i Hermiona poprawiły ciemnowłosej humor i szybko zapomniała o niefortunnym pytaniu. Dziewczyny położyły się do łóżek, ale tylko dwie z nich zasnęły.
   Kate siedziała jeszcze i rozmyślała. Postanowiła przypomnieć sobie wszystkich których dzisiaj poznała. "Zacznijmy od dziewczyn. Hermiona... kujonica, i Ginny... psiapsiuła. Dobra, Ron, boi dupa (wnioskuje po reakcji na dementora w pociągu), Harry... A, tak! Wybraniec! Chłopiec który przeżył. George, jeden z bliźniaków żartownisiów no i Fred. Chłopak o szelmowskim uśmiechu i strasznie dziwnym spojrzeniu. Nie wiem w co gra ten chłopak ale to strasznie denerwujące."
   Reszty osób nie pamiętała, więc nie wszystkich dokładnie opisała w pamiętniku. Położyła go pod poduszką i zasnęła głębokim snem.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Jest...Nowy rozdział...

czwartek, 14 marca 2013

VIII "Hogwart wyglądał pięknie"


VIII
"Hogwart wyglądał pięknie"

   Łódki były dwuosobowe. Pierwsi uczniowie już wypływali trzymając w rękach jarzące się latarnie.
Kate weszła do pierwszej lepszej łódki i czekała aż ktoś usiądzie obok niej. Przybyszem okazała się jedenastoletnia dziewczynka, która wydawała się wystraszona... Lub smutna. Niebieskooka na początku nie zwracała na nią uwagi i spokojnie czekała, aż magiczna łódka zacznie płynąć w stronę zamku. W końcu łódka zaczęła rozdzierać taflę wody.
   Kate spojrzała na zamek. Hogwart wyglądał pięknie. W malutkich okienkach świeciło jasne światło, a blask księżyca oświetlał dachówki wież. Dziewczyna zaczęła się rozglądać. W końcu natrafiła wzrokiem na dziewczynkę która wpatrywała się wystraszonymi oczyma w blask latarni w łódce.
   Ciemnowłosa nie była człowiekiem ponurym i smutnym, lecz ostatnie wydarzenia bardzo ją zmieniły... Chwilę się nad tym zastanawiała i stwierdziła że owszem-zmieniła się ale nie na tyle, żeby nikogo już nigdy nie rozśmieszyć lub pocieszyć.
   Kate zaczęła trzeć dłoń o dłoń krzesząc drobne iskierki. Trochę to trwało, ale w końcu na jej dłoni pojawił się nienaturalnie czerwony płomień. Włosy dziewczyny przybrały czerwony kolor (tak zawsze działo się gdy Kate używała czerwonej magii), a mała dziewczynka spojrzała na nią z przerażeniem.
   Niebieskooka złapała jedenastolatkę za nadgarstek a ta próbowała ją cofnąć z przerażeniem. Kate posłała jej mordercze i trochę irytujące spojrzenie i przysunęła jej dłoń do swojej. Dziewczynka była przerażona, milczała ale bardzo ciężko oddychała. Kate położyła jej powoli płomyk na bladej rączce. Ku zdziwieniu jedenastolatki, ogień jej nie parzył, a nawet przyjemnie szczypał.
   Dziewczynka wzięła w obie dłonie czerwony płomyczek i zaczęła się w niego wpatrywać. Kate skrzywiła się a z płomyczka utworzyły się literki przedstawiające "Nie bój się magii" Jedenastolatka uśmiechnęła się i zachichotała.
   Dalsza podróż minęła w milczeniu, ale w takim miłym milczeniu...

~*~

   Kate brnęła już po kamiennych schodach co chwilę kogoś potrącając. Zabawnie wyglądała taka (dosyć) wysoka dziewczyna wśród małych jedenastolatków. Po chwili grupa zatrzymała się a u szczytu schodów stanęła profesor Mcgonagall. Zaczęła coś tłumaczyć ale Kate była tak zdenerwowana że nie słuchała jej zupełnie, tylko rozglądała się dookoła wypatrując znajomych. Jej oczy zatrzymały się na ogromnych drzwiach za gadającą psorką. Drzwi do Wielkiej Sali, już niedługo Kate wejdzie tam i zostanie wyczytana z listy by dołączyć do jednego z czterech domów.
   Kobieta w szpiczastym kapeluszu przestała mówić i wielkie drzwi otworzyły się po czym cała grupa weszła za profesorką do środka sali. Piękne pomieszczenie wyglądało jak z bajki. Z lewej i z prawej strony znajdowały się ogromne  stoły przy których siedzieli starsi uczniowie, a nad nimi świeciło wyczarowane gwieździste niebo.
 Na przeciw idących, znajdował się stół nauczycieli. Niebieskooka rozpoznała tylko jednego - Hagrida. Brodaty półolbrzym siedział uśmiechnięty patrząc prosto na Kate. Dziewczyna się trochę speszyła, chyba już wszyscy zauważyli że jest najwyższa z towarzystwa i na pewno nie ma jedenastu lat.
   Mcgonagall weszła na stopień i wskazała na stołek stojący obok niej... A na nim, jak to ją Kate nazwała Tara Przydziału. Dziewczyna zaśmiała się w duchu.
 - Kiedy kogoś wyczytam - odezwała się psorka - podchodzi tutaj. Wtedy włożę mu na głowę Tiarę Przydziału... Która wskaże wam wasze domy. - wyczytała pierwsze nazwisko.
   Dzieci kolejno podchodziły do stołka, a Tiara odzywała się ludzkim głosem i wykrzykiwała domy nowych uczniów.
 - Kate Follow. - odezwała się pani profesor.
   Kate nagle się ocknęła. Czym prędzej ruszyła w stronę stołka i usiadła na nim. Mcgonagall włożyła jej na głowę Tiarę, a ta odezwała się:
 - Hmm, kogo my tu mamy! - czapka zaczęła się zastanawiać. - Hmm... Mądra, odważna... Lojalna! - wykrzykiwała - Gdzie by cię tu przydzielić...? - Kate zaczęła coś bąkać że chciałaby być ze znajomymi w jednym domu. - Do Gryffindoru?! Hmm... A mi bardziej pasujesz do Slytherinu - dziewczyna zaczęła się sprzeciwiać, nikogo z tamtych nie znała. - Nie?! No dobrze, niech będzie Gryffindor!
   Rozległy się gromkie brawa. Kate zeszła ze stołka i pognała do stolika znajomych. Usiadła obok Freda (tak jej się przynajmniej wydawało, bo równie dobrze to mógł być George), a wszyscy zaczęli jej gratulować. W końcu przemówił dyrektor szkoły. Mówił coś o nowym roku szkolnym, o ocenach, o obronie przed czarną magią, no i... Aha! O jedzeniu! Stół pokrył się różnymi smakołykami, kurczakiem, kremem z dyni, żelkami, lizakami, pure, sosami, pieczeniami, jabłkami i innymi pysznościami. Kate, głodna jak wilk zabrała się do jedzenia i jednocześnie poznawała już nowych znajomych ze swojego domu.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

No, no widzę że się wam podoba, bo odwiedzin mam dużo... Ale czemu nie komentujecie? :(

No nic, macie tu ósemkę :3 

środa, 13 marca 2013

Nie ma komentarzy, nie ma notek :(

Przepraszam, ale muszę to zrobić. Jeżeli pod ostatnim rozdziałem nie będzie chociaż jednego komentarza, nie dodaje nowej notki :( Niestety, nie mam motywacji do pisania, bo nie wiem co sądzicie o moim blogu. Jak nie będzie nawet jednego komentarza, zawieszam bloga.

wtorek, 12 marca 2013

VII "Tara Przydziału?"


VII
"Tara Przydziału?"

   Kiedy przyjaciele skończyli rozmawiać o nauczycielach, gryfoni postanowili opowiedzieć Kate o zwyczaju przydzielania uczniów do domów przez Tiarę Przydziału.
 - Tara Przydziału? Będą mi skrobać głowę? - spytała zdziwiona Kate, kiedy Ron (akurat zajadający się jakimiś dziwnymi żelkami) tłumaczył jej jak to profesor Maggonagal wywołała go do przydzielenia.
 - Nie Tara Przydziału, tylko Tiara Przydziału - powiedziała Hermiona a wszyscy wybuchneli śmiechem. - To taka czapka, która czyta ci w głowie i mówi do którego domu się nadajesz - dokończyła szatynka.
 - Hmm... To wszystko wyjaśnia...  - powiedziała i nagle drzwi do przedziału otworzyły się.
 - O, cześć Neville! - powitał go Harry. Dziewczyna przyjrzała się chłopakowi i stwierdziła że to ciamajda jakich mało. Rozczochrane włosy, zamulony wyraz twarzy, to wszystko wskazywało na człowieka bojaźliwego i nieśmiałego, co po części wiązało się z ciamajdostwem.
 - Nie widzieliście tu Teodory? Znowu mi uciekła! - powiedział zawiedziony.
 - Nie, nie widziałam twojej ropuchy. - odpowiedziała Hermiona, a wszyscy przytaknęli. Neville wyszedł i w pomieszczeniu zrobiło się cicho. Nagle Harry podjął rozmowę:
 - Kate, a ty masz jakieś zwierze? - spytał. Kate była trochę zmieszana. Co miała powiedzieć? Że ma czerwonego konia wodnego zżerającego obcych ludzi i przy okazji służącego w domu jako stróż nocny? Już chciała powiedzieć że ma konia, ale jej  mózg widocznie wiedział lepiej.
 - Mam kelpie. - powiedziała i zaraz tego pożałowała bo Hermiona zrobiła wielkie oczy, a pozostali skrzywili głowy w zdziwieniu. - To... Taki koń wodny... - bąknęła.
 - Koń Wodny? Czy ty wiesz co kelpie może w ogóle może zrobić człowiekowi?!
 - Tak, ale spokojnie! Corr jest ułożony... Nie zjadł nikogo od ponad trzech lat. - spuściła głowę. Hermiona już miała się odezwać, ale Fred i George wstali i krzyknęli wesoło:
 - Ale czad! - i przybili sobie piątkę - Ron, ty się boisz egzaminów a ta dziewczyna całe życie zajmuje się krwiożerczymi końmi wodnymi! - chłopcy byli zachwyceni.
 - Eee... Jednym koniem wodnym... - powiedziała cicho.
 - Ale co się z nim teraz dzieje? No wiesz, kiedy jesteś w szkole. - spytała Ginny.
 - No więc... Corr przyjedzie tu za dwa dni.
 - Jak to?! - krzyknęli chórem.
 - Będzie mieszkał przy chatce gajowego, ale o mało co, dyrektor by się nie zgodził, zważając na gatunek Corra, ale obiecałam że nic nikomu nie zrobi... No chyba że ten ktoś zrobi coś mi... Wtedy Corr już się nie opanuje...
 - No ładnie... - bąknęli.

~*~

   Po chwili jakiś prefekt zaczął chodzić po przedziałach pouczając żeby uczniowie włożyli czarne szaty. W końcu wysiedli z pociągu i zaczęli się rozchodzić. Przyjaciele poradzili ciemnowłosej żeby poszukała w tłumie wysokiego, brodatego mężczyzny, który przeprowadza pierwszorocznych do zamku. Kate chwilę kręciła się bez celu po zatłoczonym peronie, ale usłyszała lekko ochrypły głos za sobą, który wołał:
 - Pierwszoroczni i Kate Follow! Pierwszoroczni! Kate Follow!
   "Kate Follow? Kto to? A! Ja!" ciemnowłosa była zmęczona i zakłopotana po kilku godzinach jazdy więc już nie kontaktowała. Podeszła do brodatego mężczyzny który potem ustawił przed sobą dosyć grupę pierwszoroczniaków. Oczywiście, Kate, jako najwyższa z towarzystwa szła na końcu.
   Ruszyli za półolbrzymem i po chwili znajdowali się już przy jeziorze przy którego brzegu kołysały się leniwie łudki.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

No jest :) Ten rozdział miał się ciągnąć aż do przydzielania do domów, ale już nie dałam rady :/ Może jutro jeszcze coś wstawie, zobaczy się :P

Jeszcze raz proszę o komy, nie rozumiem tego że tylu ludzi tutaj zagląda, a nie komentuje...

Aha, tak, przepraszam za wgląd bloga :( nie mogę się tutaj ogarnąć no i nie mam czasu bawić się w takie rzeczy, ledwo zdążę napisać rozdział i lecę się uczyć więc to nie zmieni się przynajmniej aż do weekendu.

niedziela, 10 marca 2013

Nie ma notki :(

Niestety dziś nie będzie notki na blogu :( Wybaczcie, siła wyższa (matematyka). Jutro postaram się coś napisać :D Pozdrawiam.

sobota, 9 marca 2013

Rozdział VI "...Dementorzy"


VI
"...Dementorzy"

   Podróż powoli zbliżała się ku końcowi. Cały przedział w którym siedziała Kate pękał od śmiechów i dowcipów. Całą grupę od śmiechu bolały brzuchy. Kate kochała ten stan kiedy śmiała się tak mocno aż nie mogła złapać tchu. Pierwszy raz od kilku dni nie czuła się przygnębiona. Było jej dobrze w nowym towarzystwie, ale najbardziej cieszyło ją to że poznała dwie koleżanki. Ginny i Hermionę. Dziewczyny były bardzo sympatyczne i poprosiły ją żeby była z nimi w dormitorium.
   Kiedy napad śmiechu się skończył, Fred zadał pytanie którego ciemnowłosa się nie spodziewała.
 A brzmiało ono tak:
 - No Kate, może pokażesz nam jakieś czary? - chłopak spojrzał na nią z łobuzerskim uśmiechem, a wszyscy w przedziale zaczęli pokrzykiwać domagając się przedstawienia. Kate trochę obawiała się pokazania znajomym swojej mocy, ale wiwaty nie ustawały więc dziewczyna wreszcie uległa.
 - No dobra! - powiedziała. - Ale musicie być cicho, jeżeli chcecie zobaczyć co naprawdę umiem.
 - Ok, zaczynaj - odparł George.
   Wszyscy ucichli, a Kate zdawała się medytować. Szukała w sobie zdeterminowania, żeby zaczęła działać czerwona magia. Jej krew zabulgotała. Włosy zaczęły czerwienieć od cebulek aż po końcówki. Dziewczyna słyszała wokół siebie różne "Oh!" i "Ach!". Po części jej to pochlebiało, a po części rozpraszało, lecz nie na tyle żeby magia nagle zaprzestała ataku.
W końcu czerwone włosy uniosły się z ramion dziewczyny i zaczęły lewitować, jakby ponoszone niewidzialną falą. Kiedy Kate otworzyła oczy, jej tęczówki również były czerwone. Dziewczyna wyciągnęła dłonie do przodu, a potem w teatralnym ruchu zacisnęła pięści i przyciągnęła do siebie, uwalniając moc. Pomieszczenie spłonęło czerwonymi płomieniami, a cała grupa (oprócz Kate) wyskoczyła ze swoich miejsc bojąc się poparzenia. Ale to nie był ogień który parzy, to było coś w rodzaju spektaklu, przedstawienia. Płomienie nie były groźnie ale robiły wrażenie. Kiedy przyjaciele zrozumieli że płomienie Kate nie zrobią im krzywdy, niebieskooka uznała że czas uświetnić sztukę. Podniosła się z siedzenia, a wszystkich pozostałych poderwała pod sam sufit. Lewitowali w zachwycie gdy nagle w Kate coś drgnęło. Moc momentalnie zgasła i wszyscy runęli na ziemie. Czerwone włosy oraz oczy dziewczyny zgasły momentalnie.
Pomimo że wszyscy znowu się śmiali, Kate czuła się nieswojo. Ta moc nie odchodzi tak łatwo. To musiało być ostrzeżenie.
 - Jak ty to zrobiłaś?! - spytali wszyscy chórem wytrzeszczając oczy.
 - Tak po prostu. - gramoliła się, próbując wstać ale coś ją trzymało. Teraz zauważyła że leży na klatce piersiowej Freda a on trzyma ją za nadgarstek przyglądając jej się z szelmowskim uśmiechem. Cofnęła rękę, zupełnie nie wiedziała co to miało znaczyć. Podniosła się i usiadła na swoim miejscu. - Potrafię to odkąd byłam mała, tyle że wtedy miałam częste niekontrolowane ataki. Teraz to się już nie zdarza, ale nadal nie wykorzystuje całej swojej mocy... Aha, i nie chwalcie się zbytnio tym co tu widzieliście, czerwona magia jest niezbadana i... No sami rozumiecie, trzymam ją w tajemnicy, ale uznałam że wam mogę pokazać. - uśmiechnęła się.
 - Trzymasz w tajemnicy?! Ty myślisz że nikt tego nie widział?! - wybuchną Ron.
 - Tylko wy to widzieliście, zamaskowałam zaklęcie.
 - A możesz mi wyjaśnić jak działa ta magia? - spytała z zaciekawieniem Hermiona.
 - Na początku trzeba ją wzniecić, najlepiej złością albo determinacją. Potem trzeba tylko wykrzesać iskrę, o tak... - pocierała jedną dłonią o drugą, jak krzemieniami, aż w końcu zaczęły z nich błyskać złote iskierki. - Następnie? Pilnować żeby kogoś nie zabić. - uśmiechnęła się łobuzersko i spojrzała na przerażone miny kolegów.
 - Wow... - wszyscy byli zszokowani.
   Nagle w pociągu coś szczęknęło i maszyna się zatrzymała. Momentalnie można było wyczuć narastający chłód. Zgasło światło.
Ron wyglądał na przerażonego i zaczynał gorączkowo pytać co się dzieje. Kate spojrzała na szybę, na której pojawiał się szron tworząc różnorakie kształty. Było wyraźnie zimno, temperatura spadła poniżej zera, a to mogło oznaczać tylko jedno... Dementorzy.
   Drzwi do przedziału otwierały się powoli, a zza szyby widać było zakapturzoną, czarną sylwetkę. W końcu drzwi uchyliły się na tyle by dementor mógł wsadzić do pomieszczenia swoją kościstą łapę.
Roń cały blady trząsł się jak galaretka (taka świeża, dopiero co wyjęta z lodówki), zaś cała reszta siedziała wbita w fotele jak posągi.
Czarna postać weszła do pomieszczenia i zwróciła się w stronę Harrego. Kate chciała jakoś zareagować, ale jeszcze nigdy nie udało jej się wyczarować patronusa.
Nagle w drzwiach pojawił się jakiś mężczyzna który krzykną donośnie:
 - Expecto Patronum! - niebieskooką oślepiło ostre światło.
   Przez chwilę dziewczyna była oszołomiona, ale zauważyła że dementor znikną, lecz niestety zdążył dobrać  się do Harrego. Chłopak leżał teraz nieprzytomny na siedzeniu, a mężczyzna który wyczarował patronusa zbliżył się do niego szybko. Powiedział że Potter zaraz się obudzi.

~*~

   Harry obudził się dosyć szybko, profesor Lupin wytłumaczył mu co się stało i czym prędzej wcisną blademu chłopakowi czekoladę w rękę. Usiadł potem koło Kate a ta spytała:
 - Panie profesorze, czemu dementor się tu zjawił?
 - Sądzę że, szukał tu zbiegłego z Azkabanu, Syriusza Blacka. - odpowiedział Lupin.
 - Blacka? On zbiegł...?
 - Tak, kilka dni temu. - odezwał się Ron.
  - No, dobrze dzieci, ja pójdę już sprawdzić czy w innych przedziałach nic się nie stało. Do zobaczenia - odparł szybko i wyszedł pośpiesznie.
 - Czego on uczy?! - spytała Kate robiąc dziwną minę, na którą Fred i George zareagowali śmiechem.
 - Nie jestem pewna... - odparła Hermiona. - Ale chyba będzie nowym nauczycielem Obrony Przed Czarną Magią...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

No następny rozdzial! :P Pierwszy prawdziwy pokaz mocy Kate! :D
 Kurcze, ludzie widzę że sporo was tu zagląda, więc czemu nie komentujecie? Mogą być nawet hejty, trochę krytyki mi się przyda xD 

piątek, 8 marca 2013

Rozdział V "Złota fajerwereka rozbłysną w przedziale"


V
"Złota fajerwereka rozbłysną w przedziale"

   Kate nie spała prawie całą noc. Kiedy jednak udało jej się zasnąć, dręczyły ją koszmary. W strasznych snach błądziła gdzieś w pustej przestrzeni i słyszała głośne, wyraźne rżenie Corra. To było wołanie o pomoc, które przez chwilę było donośne i wrzaskliwe a potem przeradzało się w smutne zawodzenie.
   Ciemnowłosa obudziła się oblana zimnym potem. Ciężko dyszała i bardzo chciało jej się pić. Spojrzała na zegar który stał na biurku. Była szósta. Podczas gdy Rose smacznie spała, Kate ostrożnie wygramoliła się z łóżka i wyjęła z komody różdżkę. Zamyśliła się chwile. "Jedno Accio nie zaszkodzi" pomyślała. Więc szepnęła:
 - Accio woda!
   Czekała chwilę po czym do pomieszczenie wpadł dosyć duży, lewitujący bąbelek wody. Dziewczyna otworzyła usta i pochłonęła obłoczek. Zrobiło jej się o wiele lepiej.
   Niebieskooka położyła się i rozmyślała o pogrzebie rodziców, który odbył się dwa dni temu. Piękna i łzawa uroczystość przyprawiła ją o kolejne nie przespane noce i ból.
To niewiarygodne jak to wszystko działo się szybko. Najpierw zginęli jej rodzice, potem kilka dni nie miała domu, a gdy trafiła już do nowej rodziny, nie opłacało jej się już nawet rozpakowywać ponieważ niedługo zaczynał się rok szkolny.
Tak, to już dzisiaj. Dzisiaj równo o jedenastej, odjedzie Ekspresem Hogwart do nowej szkoły.
Wszystko było już przygotowane, Tonks przysłała książki, załatwiła też z dyrektorem Hogwartu sprawę Corra. Postanowili że czerwony kelpie zamieszka w specjalnie wybudowanej stajni, na skraju Zakazanego Lasu, niedaleko chatki gajowego. I dobrze, przynajmniej nikt niechciany nie będzie się kręcił obok krwiożerczego zwierzaka.
   Kate leżała rozmyślając, gdy nagle zadzwonił budzik i obudził Rose. Dziewczyny zwlekły się z łóżek i zeszły w piżamach przygotować śniadanie. Ciocia i wujek wyjechali o piątej rano w jakiejś biznesowej sprawie.
Niebieskooka wyjęła z szafki płatki zbożowe i postawiła je na stole. W tym czasie Rose postawiła na stole mleko i talerze. Dziewczyny zaczęły jeść.

~*~

   Wuj i ciotka przyjechali około dziesiątej.
   Rose i Kate krzątały się na piętrze co chwila znosząc coś na dół. Ciemnowłosa była juz całkowicie spakowana, odświeżona i gotowa do drogi.
Kiedy zniosły wszystkie kufry i torby do samochodu mogli wyruszyć na King's Cross. Jechali jakieś półgodziny potem zostawili Kate samą na stacji. Oczywiście wujek, ciocia oraz Rose pożegnali się z nią serdecznie, obiecali sobie że będą odpisywać na listy i odjechali.

   "Peron 9 i 3/4? Peron... dziewiąty! Ale gdzie 3/4?" myślała spanikowana Kate. Rozglądała się dookoła wypatrując jakiś ludzi podobnych do czarodziei, na przykład takich jak ci, wszystkie głowy rude, sowy w wózkach... To czarodzieje! Kate pobiegła w ich stronę.
Patrzyła chwilę na nich z ukrycia, i nie chcący podsłuchała rozmowę.
 - Ron, szybko! Pewnie Harry już czeka! - mówiła pulchna kobieta. Potem zwróciła się do dwóch, bardzo wysokich braci. Kiedy się odwrócili dziewczyna zauważyła że to bliźniacy. Byli identyczni. Identyczny kolor włosów, oczu, takie same fryzury, nawet urania.
Niejaki Ron, trochę pulchniejszy i niższy od bliźniaków złapał za wózek i wbiegł w ścianę z napisem "Peron 9". Zaraz... Wbiegł w ścianę? Tak, teraz widziała wyraźnie, młodsza dziewczynka wbiegła w ścianę w ślad za swoim bratem.
 - Fred, może przestaniesz grzebać w kieszeniach i wreszcie się ruszysz?! - mówiła coraz bardziej zdenerwowana kobieta, patrząc na chłopaka który wyraźnie zdeterminowany szukał czegoś w kieszeniach.
 - To nie Fred, tylko ja George! - zaprotestował chłopak.
 - Kogo jak kogo, ale nas nie odróżniać? Przecież bardzo się różnimy! - odparł drugi. Kate zaśmiała się lekko.
 - Dobrze nie gniewajcie się już...- powiedziała i weszła za synami przez ścianę.
   Kate również to zrobiła. Na początki trochę się bała że to jakiś głupi żart, ale mur który wpuścił ją łaskawie rozwiał jej wątpliwości.
Niestety, nigdzie nie było już widać rudych czupryn i dziewczyna poczuła się trochę nieswojo, ale postanowiła że spróbuje znaleźć wolny przedział w pociągu, a potem poszuka rudowłosego rodzeństwa.
   Weszła do pociągu i poszła dalej korytarzem. Wszystkie przedziały były zajęte. Ciemnowłosa dłuższą chwilę przechodziła przez korytarz mijając uczniów.
Kate drgnęła. Wolny przedział! Można śmiało powiedzieć że rzuciła się na drzwi niemal nie wyrywając ich z ramy. Zamknęła je nieporadnie i usiadła przy oknie, ciężko wzdychając.
Spokój nie trwał jednak długo ponieważ do drzwi dopijała się grupka przyjaciół. Jedna z dwóch dziewczyn otworzyła drzwi przedziału i cała kupa ludzi wpadła do środka tworząc ogromnego, jak to się mówi, kotleta. Przyjaciele śmiali się i krzyczeli na siebie coś w stylu "Ała", "Złaź ze mnie", "Puść moją nogę".
Kate była niezwykle ubawiona tą sytuacją, ale nie wydała z siebie żadnego dźwięku. Śmiała się tylko w duchu i miała nadzieje że zaprzyjaźni się z tymi ludźmi.
   Po chwili cała grupka usiadła na swoich miejscach. Nawet nie zauważyli ciemnowłosej siedzącej cichutko przy oknie. Przyjaciele dalej śmiali się i dokazywali, aż tu nagle... Do przedziału wleciało coś podobnego do dwóch dużych, złotych iskierek. Złote fajerwerki rozbłysły w przedziale tworząc obłoki dymu i dwie świecące litery "G" i "F". Po chwili do pomieszczenia wpadli ci sami bliźniacy którzy wcześniej kłócili się ze swoją matką na peronie. Rozległy się wiwaty i brawa na cześć dwóch chłopaków którzy zaczęli się kłaniać i dziękować za uwagę. Potem podnieśli głowy i rzucili na przedział zawadiackie spojrzenia.
 - A kogo my tu mamy? - powiedział jeden z nich i unosząc jedną brew. Bliźniacy usiedli, a raczej wepchali się między Kate a rudowłosą dziewczynkę i przyglądając jej się przedstawili się, cały czas mając na twarzy dowcipny uśmiech a w oczach wesołe ogniki. Po chwili przedstawili się juz wszyscy. Była tam szatynka Hermiona Granger, niski Ron Wesley, młoda Ginny Wesley, czarnoełosy chłopak Harry Potter oraz Fred i George Wesley.
 - A ty jesteś? - spytała Hermiona.
 - Nazywam się Kate Follow. - odparła czarnowłosa.
 - Yhyyy... Skąd jesteś? - spytał jeden z bliźniaków (chyba Fred).
 - Teraz mieszkam w Londynie - dziewczyna nie chciała wyjawiać całego swojego życiorysu. Czuła się nieswojo w takich przypadkach, a skoro znajomi wyznają chęć do rozmowy to po co ich zanudzać?
 - A dlaczego cię tu wcześniej nie widzieliśmy? - spytał szybko drugi bliźniak.
 - Wcześniej uczęszczałam do Deumstrangu, ale rodzice przepisali mnie tutaj.
 - Cieszysz się że idziesz do naszej szkoły co? - spytali obydwoje.
 - Tak, bardzo! - roześmiała się.
   Po jeszcze kilku pytaniach i zapoznaniu się Kate i cała paczka byli już ze sobą bardzo zżyci. Rozmawiali, jedli słodkości wygłupiali się i opowiadali ciemnowłosej o Hogwarcie i nauczycielach. Nie mogła sobie wyobrazić lepszej podróży do szkoły!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Uf, nareszcie się z tym uporała m :P ciężko było ale się udało. Oto jest! Następny rozdział! Ale nadal nikt nie komentuje, ale ja widzę że jednak ktoś tu zagląda więc piszę dalej :3 

Proszę o komentarze :)

czwartek, 7 marca 2013

Rozdział IV "Wreszcie mogła nacieszyć się słońcem"


IV
"Wreszcie mogła nacieszyć się słońcem"

   Dzień zaczął się zwyczajnie. Kate obudziła się jak zwykle w białym pomieszczeniu. Poszła szybko się wykąpać i wróciła do pokoju w którym już czekało na nią śniadanie. Kiepskie śniadanie. Bułka z białym serkiem i szklanka mleka. Jak miała być spokojniejsza kiedy cały dzień (a czasem i całą noc) burczało jej w brzuchu?
   Wyobrażając sobie pierwszy dzień w nowym domu zabrała się do jedzenia.

~*~
   Około godziny dwunastej przyjechał wujek Bob. Spakował rzeczy Kate do swojego obszernego Jeepa i porozmawiał chwilę z Tonks. Po jakimś czasie wsiedli do samochodu i odjechali w stronę Londynu.
Kate przespała całą drogę. Słodko spała gdy nagle coś oplotło jej szyję. Gdy tylko otworzyła oczy, stało się jasne że to Rose, przytula ją bez słowa wywlekając z samochodu. Chwilę tak stały przed domem przytulając się gdy nagle podeszła ciocia Bell i zaprosiła wszystkich do środka.
   Dom był bardzo przytulny. Kate znała go już jak własną kieszeń, ponieważ co roku spędzała w nim przynajmniej dwa tygodnie (a czasem nawet i dwa miesiące). Zdążyła więc poznać też całą okolicę. Dobrze pamiętała że dwie ulice dalej znajduje się plac zabaw a niedaleko niego ogromna fontanna w której dziewczyny (w młodości) lubiły się pluskać. Z kolei zupełnie w drugą stronę od placu zabaw znajdowała się łąka i dosyć duży las.
   Ciotka szybko wystawiła kolację na stół i wszyscy zaczęli pałaszować. Kate objadła się jak bąk i już po kilku kawałkach kurczaka miała  dość. Jedzenia było pyszne, poza tym było go pod dostatkiem i szkoda by było gdyby się zmarnowało.
   Kiedy Rose zauważyła że Kate jest już pełna, wstała od stołu i oznajmiła że obie dziewczyny pójdą do swojego pokoju żeby ciemnowłosa się rozpakowała. Kate szybko się uwinęła ponieważ blondynka pomogła jej w składaniu ubrań które przez całą drogę leżały zmięte w podróżnej torbie.
Potem na półce nad łóżkiem niebieskooka położyła swoje książki i wyciągnęła z kieszeni torby różdżkę. Przyglądała się jej bardzo uważnie. Obracała ją w rękach i oglądała jej każdy cal. Tak dawno jej nie używala...
  
   Kiedy dziewczyny ogarnęły swój pokój  Kate poprosiła Rose żeby przeszły się drogą w stronę lasu.
 - Czemu  nie. - odpowiedziała jasnowłosa i ruszyły ulicą przedmieść.
   Krajobraz był przepiękny. Letnie słońce zachodziło za lasem i rzucało jasne promienie na rozgrzany jeszcze asfalt. Oświetlały twarze dziewczyn, a Kate czuła się rewelacyjnie. Wreszcie mogła nacieszyć się słońcem. Przez te kilka dni kiedy przebywała w białym pokoju, prawie w ogóle nie wyglądała za okno. Teraz kiedy było jej tak ciepło czuła się jak nowo narodzona. Słońce w pewnym sensie podnosiło ją na duchu i tak było też teraz.
 - To, kiedy jedziesz do Hogwartu? - odezwała się nagle Rose.
 - Za pięć dni, nie opłacało mi się nawet rozpakowywać. - rzuciła ponuro.
   Przyjaciółki szły dalej w stronę słońca a piękne, leniwe promienie oświetlały im drogę.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Znowu taki krótki i jakiś taki nieciekawy... No ale niestety, musiałam jakoś opisać ten przyjazd do wujostwa, chociaż nie miałam jakoś do tego głowy. Chcę skończyć już tą część kiedy Kate jeszcze jest w Londynie i w ogóle nie używa magii ;D 

Czekam na komentarze ;) (choć już straciłam nadzieje że ktoś w ogóle zacznie komentować -_-)

środa, 6 marca 2013

Rozdział III "Nie zapomnij kochać"



III
"Nie zapomnij kochać"
   Kate chciała krzyczeć.
   Jak to się mówi nadzieja umiera ostatnia, w niej umarło dziś wszystko. Głos wołający o pomoc w jej głowie powoli przeradzał się w krzyk złości i bezradności. Chciała bić, wrzeszczeć, kopać i płakać. Płakać aż zaryczy się na śmierć. Teraz nie miała już żadnych pytań. Wiedziała że oni już nie wrócą, wiedziała że chce być z nimi, że chce umrzeć.

~*~

   Kilka dni potem Tonks znowu pojawiła się w białym pokoju, w którym dziewczyna miała pozostać aż do czasu kiedy znajdą jej opiekunów. Tym razem pani auror miała włosy koloru zielonej wody w stawie. Płowowłosa jednak nie chciała odwrócić  głowy w jej stronę. Od pięciu dni osamotniona dziewczyna wpatrywała się tylko w białą ścianę i z nikim nie rozmawiała. Straciła też apetyt. Pielęgniarki poiły ją litrami wody, ale nie mogły wmusić w nią jedzenia.
 - Cześć - odezwała się Tonks - Trzymaj.
 - Co to jest? - pierwszy raz Kate odwróciła wzrok od białej ściany i wzięła w ręce zawiniątko obwiązane rzemykiem.
 - Otwórz. - powiedziała kobieta i uśmiechnęła się lekko. Niebieskooka rozwiązała rzemyk i rozwinęła papier. To był notes, oprawiony w ciemną, gładką skórę.
 - Co to? - spytała ponownie.
 - Pamiętnik. Zacznij zapisywać w nim swoje smutki. Naprawdę pomaga, wiem co to znaczy stracić kogoś bliskiego... - spuściła wzrok.
 - Dziękuję - powiedziała i otworzyła na pierwszej stronie, na której widniał napis: "Nie zapomnij kochać" . Niby kogo? Do kochania został jej tylko Corr. - Masz może pióro?
 - Poczekaj, przyniosę.
   Po chwili na szafce nocnej obok łóżka leżał już kałamarz z czarnym atramentem i pióro. Kate otworzyła pamiętnik i zaczęła pisać. Od razu jej ulżyło.
  
   Tonks wyszła, a niebieskooka zmęczona już pisaniem, zasnęła.

~*~
   - Kate... Kate! Obudź się! - kobieta o zielonych włosach szturchała lekko płowowłosą.
 - Hmmm... Już nie śpię...
 - Posłuchaj, mam dla ciebie dobrą wiadomość. Za dwa dni jedziesz do swojego wujka i cioci do Londynu. Będziesz tam mieszkać, razem z twoją kuzynką Rose. A! I nie martw się o Corra, zostanie teraz w Centrum Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami. Nic mu tam nie grozi.
 - A co z książkami do szkoły? Nie zdążyłam ich kupić...
 - O to się nie martw, załatwię to. Wyślę ci je.
   Tonks zostawiła dziewczynę samą z galopującymi po jej głowie myślami. Czy zaaklimatyzuje się u wujka i cioci? Raczej tak, Kate była z nimi bardzo związania. Jeździła do nich na wakacje i co roku spotykała sie z Rose. Właściwie to Rose była jej jedyną przyjaciółką, ponad to, Rose podziwiała niebieskooką za jej  magię i zawsze widziała w niej autorytet.
Kate złapała za swój pamiętnik i zaczęła notować.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

No i jest :P Taki króciutki, ale to dlatego że całą wenę zużyłam do wypracowania z polskiego ;D
Zapraszam do komentowanie ;3


wtorek, 5 marca 2013

Rozdział II "Tyle pytań i żadnej odpowiedzi..."


II

"Tyle pytań i żadnej odpowiedzi..."
 
 Kate obudziła się się w białym, pustym pomieszczeniu. Leżała na łóżku, obok którego stała szafka nocna a na niej gazeta. Dziewczyna wyciągnęła w jej stronę rękę i chwyciła za szeleszczący papier. To był "Prolog Codzienny". Otworzyła na pierwszych stronach i zaczęła przeglądać, zastanawiając co się stało za nim zasnęła... A może zemdlała?
   Była senna i czuła w środku jakiś dziwny spokój. Ciężkimi powiekami przeczesywała akapity w gazecie. Wiotkie ręce ledwo przewracały strony marszcząc je.
   Nagle jej uwagę przykuł artykuł pod tytułem: "Ministerstwo Magii uspokaja: Czarny Pan nie zagraża światu" . No tak, znowu ktoś zgłosił że rzekomo widział Tego- Którego- Imienia- Niewolno- Wymawiać. Szczerze mówiąc to Kate, mimo że mieszkała w mugolskim mieście, często czytała tego typu artykuły i zaczęły ją już trochę irytować. Jeżeli Ministerstwo naprawdę chce wszystkich uspokoić to niech pokaże dowody na to że Sami Wiecie Kto, nie żyje. Tymczasem oni tylko wzbudzają panikę publikując coraz więcej informacji na temat Voldemorta. Denerwujące.
   Ciemnowłosa odłożyła gazetę i zamknęła oczy. Nic nie pamiętała. Od kiedy tu jest? Dlaczego nic nie pamięta? Co się w ogóle stało? Dlaczego nie ma z nią jej rodziców? Tyle pytań i żadnej odpowiedzi... Zaraz! Rodzice!
   I nagle wszystko stało się jasne. Przypomniała sobie upadek ze schodów, wyprawę z Correm, pobojowisko w domu  i... Pokrwawioną, białą rękę zwisającą ze schodów.
   Dziewczynę ogarnęła panika. Wyskoczyła na równe nogi z łóżka. Zdała sobie sprawę że jest w samej koszuli nocnej. "Gdzie ja do cholery mam spodnie?!" myślała w popłochu. Po głębszym zastanowieniu postanowiła dowiedzieć się (bez spodni) co się właściwie stało, dlaczego potraktowali ją zaklęciem obezwładniającym, gdzie są jej rodzice i co się stało z Correm...
   Kate wyszła szybko z białego pomieszczenia i ujrzała równie biały korytarz. Gdzie ma biec? Korytarz wyglądał na zupełnie opuszczony. Nie było tu żywej duszy. Chwilę się rozglądała i postanowiła pójść w lewo.
   Dziewczyna doszła do końca korytarza i pchnęła ciężkie drzwi. Jakiś dziwny pisk rozległ się po całym piętrze, a Kate drgnęła z zaskoczenia tak mocno, że rąbnęła na ziemię, obijając sobie potylicę.
Nagle przez drzwi weszły dwie pielęgniarki. Ubrane na biało kobiety podeszły do ciemnowłosej i zaczęły ją dokładnie oglądać.
 - Jejku dziecko! Nic ci nie jest? - wrzasnęła ta brzydsza.
 - N-nie... - jąkała się  chcąc wyswobodzić się z zimnych i bardzo mocnych rąk kobiet. Jedna z nich (ta młodsza i ładniejsza) przytrzymała niebieskooką, a w tym samym czasie druga, wyciągnęła z za pazuchy różdżkę, machnęła nią i Kate była już uwięziona. Czuła się jakby ją oplotły niewidzialne liny, które ściskały niemiłosiernie.
 - Wingardium Leviosa - powiedziała znowu brzydka pielęgniarka i wtedy dziewczyna podniosła się z podłogi i lewitując poleciała znów do białego pokoju w którym się obudziła. Pielęgniarki ułożyły ją na łóżku i kazały zostać tam dopóki nie przyjdzie czarodziej który ją tutaj przyniósł.
   Kobiety wyszły i tym razem zamknęły drzwi na klucz. W sumie, Kate mogłaby otworzyć je zaklęciem, ale jej różdżka (jak zawsze) leżała w torbie obok biurka w jej domu.
   Więc Kate czekała... Czekała... I czekała... Aż w końcu z tego wyczekiwania zasnęła niespokojnym snem.

~*~

Obudził ją dźwięk przesuwanego krzesła. Kate otworzyła zaspane oczy i ujrzała przez sobą... Kobietę. Czarownica ubrana była w czarny płaszcz, a jej włosy były koloru różowej gumy do żucia.
 - Witaj, jestem Tonks. - przedstawiła się i wyciągnęła ku zaspanej dziewczynie dłoń. Ta uścisnęła ją i lekko uśmiechnęła.
 - Dzień dobry... Jest pani aurorem? - spytała ochryple.
 - Tak jestem.
 - Więc... Jak się tu dostałam? Gdzie moje rzeczy? Co z Correm? Gdzie są moi rodzice? - wydusiła z siebie  pokasłując.
 - Correm? Aaa, masz na myśli tego czerwonego kelpie! To było coś! Trochę trudno go było obezwładnić - Kate trochę się zaniepokoiła, wytrzeszczyła oczy - Ale teraz pewnie biega sobie po jakimś pastwisku. Nie martw się na razie o niego. Co do twoich rzeczy... Nie przynieśli ci ich?! Zaraz się tym zajmę.
 - Proszę pani... - ciemnowłosa weszła jej  pomiędzy zdania.
 - Jak się tu dostałaś... Hmm... Zacznijmy od tego że na wasz dom napadli śmierciożercy. Chyba nie muszę ci mówić kto to taki? - Kate pokręciła głową. Coraz bardziej się bała. - Więc, kiedy wróciłaś do domu musieliśmy się  stamtąd szybko zabrać, żeby czasami tam nie wrócili. Sama się tu przyniosłam. - teraz jej oczy posmutniały. Niebieskookiej zaczęły płowieć włosy. Łzy napływały jej do oczu.
 - A co z rodzicami?
Po chwili Tonks znowu się odezwała.
 - Kate, oni nie żyją...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

No i jest kolejny :P Ale nie wiem czy mam dalej pisać. Niby początki zawsze są trudne, ale mało was tu zagląda i nikt nie komentuje :/ No ale co poradzić, do puki się nie będzie jakiegoś koma typu "Skończ lepiej pisać" to dalej będę dodawać rozdziały :3 
No i pozostaje jeszcze kwestia rysunków. Chcecie żebym dodawała je do postów? 
Aha, no i przepraszam za wygląd bloga, jak na razie nie mogę się tu odnaleźć xD

CZEKAM NA KOMY ;)

poniedziałek, 4 marca 2013

Rozdział I "Potem była już tylko ciemność"


I
"Potem, była już tylko ciemność"

    Ubrana już w jasno brązowe bryczesy, białą koszule i cieniutki bezrękawnik, ciemnowłosa dziewczyna wyszła na dwór. W półbiegu związała czarne włosy w wysoką kitkę i podeszła do boksu Corra, jej szkarłatno czerwonego konia. Ogromne, dwumetrowe zwierze wyciągnęło do niej głowę i prychnęło. Kate uśmiechnęła się do ogiera i pogłaskała czule w okolicach uszu. Koń odpowiedział głębokim wydechem.  
 - Dziś mamy dużo pracy, wiesz? - szepnęła zwierzęciu w ucho. Zwierze mrugnęło znacząco i postawiło uszy. Corr był bardzo rozumnym stworzeniem. Z resztą wszystkie kelpie są... No właśnie, co to są kelpie? No więc to mityczny demon morski żywiący się mięsem i przyjmujący postać narowistego konia. Kelpie, są większe, silniejsze i inteligentniejsze od zwykłych koni, a po za tym, bardzo wredne i pamiętliwe. Ale ich charakter wynika tylko i wyłącznie z dzikości. Corr od tak dawna mieszkający z ludźmi stał się wprost perfekcyjnym wierzchowcem. Oczywiście, Kate, nie zabiera go zbyt często nad wodę, bo kiedy kelpie usłyszy kuszący szept wody, pragnie tylko wbiec do zimnej toni i utopić w niej swojego jeźdźca.
Oczywiście istnieją rodzaje magii obłaskawiające w jeden dzień kelpie, ale to raczej stare zabobony których ani Kate ani jej rodzina nigdy nie używała. Corr był szkolony okrągłe sześć lat, i teraz widać dokładnie rezultaty ciężkiej pracy Kate i jej mamy. Niestety, na skutek nieszczęśliwego wypadku Izabell na trwałe uszkodziła sobie kostkę, co uniemożliwiło jej jazdę... Oraz w pewnej części chodzenie.
   Dziewczyna wyprowadziła konia na dwór i przywiązała do koniowiązu. Otworzyła starą skrzynkę ze szczotkami, wyjęła jedną i zaczęła dokładnie czyścić, czerwoną niczym krew sierść zwierzaka. Po kilku pociągnięciach zlepek sierści i błota już nie było, albo w każdym razie nie były zauważalne. Kate złapała za kolejną szczotkę i po raz drugi przeczesała włos ogiera.
   Przyszedł czas na kopyta, ciemnowłosa chwyciła za kopystkę i poprosiła konia o podanie nogi. Wyczyściła kopyta, poczym zabrała się za rozczesywanie grzywy i ogona. Nieco skudlone i posklejane włosy sprawiły jej dużo trudu, ale niebieskooka lubiła pracę przy koniach. Ich zapach, wygląd, charakter.
   Szybko osiodłała młodego kelpie i podprowadziła do wysokiego płotu. Wspięła się na szczeble i niebawem siedziała już wygodnie w swoim, nowym, wypastowanym i miękkim siodle. Ruszyła spokojnie stępem w stronę lasu i oddała się pięknym chwilom z jej podopiecznym.

~*~

   Po dwóch godzinach kluczenia po lesie i pobliskich polach, ciemnowłosa doszła do wniosku że czas już wracać. Była zmęczona i jakaś senna. Za to po Corrze w ogóle nie było widać zmęczenia, z wyjątkiem potu na ciele. No tak, nasz kochany czerwony źrebak (jak nazywała go mama Kate) trochę dzisiaj popracował.
   Wyszli na skraj lasu leniwym tempem. Zobaczyli przed sobą rozległe łąki i drogę prowadzącą prosto do domu. "Ostatni galop" pomyślała. Wcisnęła łydki w boki Corra i pchnęła siodło biodrem jak huśtawkę. I ruszyli. Jej ogier był nieoceniony w biegach. Gnał jakby chciały go liznąć piekielne języki ognia. Jak by dostał skrzydeł. Z pewnością byłby świetnym koniem wyścigowym, ale niestety Kate nie mogła go pokazywać mugolskim sąsiadom. Zawsze rzucała na niego zaklęcie maskujące, kiedy przyjaciółki mamy przychodziły z wizytą.
   Corr przebiegł całą łąkę w niecałe trzy minuty, ale niestety po tak ciężkiej pracy trzeba konia występować.
   Więc szli ślimaczym tempem wprost do domu, gdy nagle ogier zaczął się wahać. Postawił głowę, niczym maszt i zwrócił uszy w stronę bramy domu. Zastygł w bezruchu. Zaczął (jak to kelpie) powarkiwać i szczerzyć ostre jak brzytwa zęby. Co go tak zdenerwowało? Kate też to poczuła. Dreszcz ostrzegawczy.
   Dziewczyna zsiadła z konia. Zostawiła go i poszła szybko w stronę domu. Coś wyraźnie było nie tak. Drzwi otwarte na oścież i trzymające się ledwo na zawiasach. Ogier zaczął kłusować za dziewczyną.
  Kate wpadła do budynku jak burza, wszystko było potłuczone, porozwalane, zniszczone. Gdzieniegdzie w tym pobojowisku widać było ślady krwi, które prowadziły w górę schodów. Ciemnowłosa zaczęła drżeć, łzy zaczęły płynąć jej po policzkach, a włosy zaczęły płowieć. To chyba kolor smutku po stracie ukochanej osoby. Chciała się ruszyć, pobiec, sprawdzić! Jej nogi wiedziały chyba jednak lepiej, więc stała jak wryta.
   Co to było? Trzask? Czy tylko się przesłyszała? Kate była oszołomiona, nie wiedziała co zrobić. Co jest jawą a co snem. Była zszokowana widokiem krwi i śladami zniszczeń. Nerwowo oglądała się wokół siebie i wreszcie to zobaczyła. U góry schodów zwisała bezwładnie biała jak kreda ręka. Teraz dojrzała głębokie rany na nadgarstku, z pewnością po zaklęciu Sectumsempra. Osoba o tak rozległych ranach i takiej ilości straconej krwi nie mogła przeżyć.
   Znowu trzask, i tym razem ostrzegawcze rżenie Corra. Kate gwałtownie się obróciła. Zobaczyła tylko piątkę czarodziei próbujących obezwładnić czerwonego ogiera i jednego, stojącego w progu drzwi. Potem, była już tylko ciemność.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

I oto jest :P Pierwszy rozdział! Co sądzicie? Mi się osobiście spodoba. Mam pytanie, co sądzicie o tym żebym dodawała do niektórych postów własnoręczne ryzunki? :D Piszcie w komentarzach!
Jeżeli podobał ci się rozdział zostaw komentarz! :3

niedziela, 3 marca 2013

Prolog "Początek..."


Prolog

   Czarnowłosa dziewczyna spała smacznie gdy nagle do pokoju wpadły rażące promienie słońca. Otworzyła lekko powieki i zauważyła nie zasłonięte okno. Spojrzała na żółty budzik stojący na szafce nocnej. Była szósta. "Czas wstawać" - pomyślała - "I tak już nie zasnę" . Wstała i podeszła do lustra, ukradkiem spoglądając na kalendarz powieszony pomiędzy oknami. Dziś jest dwudziesty sierpnia, za dokładnie jedenaście dni odjedzie Expresem Hogwart do nowej szkoły. Pozna nowych przyjaciół, nowych nauczycieli... Z jednej strony cieszyła się na nowy rok szkolny, a z drugiej wiedziała że będzie tęsknić za kolegami z Deumstrangu. Dlaczego będzie tęsknić za "kolegami" a nie "koleżankami"? Właśnie dlatego że słynna Kate Follow jest raczej chłopczycą niż lubiącą się malować , grzeczną dziewczynką. Zawsze trzymała z chłopakami, rozmowy z dziewczynami po prostu ją nudziły. Chłopcy za to, lubili nabroić i pożartować albo pograć w quiddicha, podczas gdy ich dziewczyny tylko się przyglądały. Jak będzie w tym roku? Czy trafi do drużyny i zajmie miejsce pałkarza? Tego nie mógł widzieć nikt, dlatego tak bardzo się bała. W Deumstrangu, znana była jako odważna i śmieła żartownisia, bo takie wrażenie sprawiła w pierwszym dniu w szkole, kiedy rzuciła mini fajerwerką w nauczyciela zaklęć. Ale jeśli w tym roku zrobi złe wrażenie, z pewnością nie będzie się czuła w Hogwarcie dobrze.
   Nie martwiąc się na zapas, dziewczyna spojrzała w lustro. Była dosyć wysoką, szczupłą, czarnowłosą trzynastolatką. Chociaż... Nie do końca "czarnowłosą" trzynastolatką. Kiedy robiła się zła lub zdeterminowana budziła się w niej legendarna czerwona magia. Włosy płonęły nienaturalną czerwienią, i zaczynały falować (lecz nie zawsze) niczym ponoszone niewidzialnymi prądami morskimi. Można by powiedzieć że jest niedoszłym metamorfomagiem. Lecz owych czerwonych włosów nie mogła wywołać na zawołanie. Kolor, zależał od jej nastroju. Jak dotąd w jej życiu pojawiły się dwa kolory. Czerwony i niebieski. Niebieski kolor, o ile się nie mylę, oznaczał smutek po stracie przyjaciela. Pamiętała jak to się stało, to było na pierwszym roku w Deumstrangu, kiedy, wraz z chłopcem (którego imienia nie chce sobie przypominać) poszli do nawiedzonego domu za szkołą. Wchodząc tam rozwścieczyli duchy. Oczywiście, chłopiec nie widział duchów, ale Kate nie musiała nawet wytężać wzroku. Duchy zamknęły chłopca w szafie, ale  nie mogły dotknąć Kate bo dostała dużego "ataku" czerwonej magii. Jej włosy zaczęły się palić! Powoli przeobrażały się w czerwony płomień, a za raz po tym Kate stała w czerwonej mgle która owijała ją ciepłym obłokiem. Duchy uciekły, a dziewczynka znalazła chłopca martwego w szafie. Potem przez kilka dni miała niebieskie włosy. Potem już nigdy tam nie poszła.
 - Kate śniadanie! - krzyczała mama dziewczyny wyrywając ją z rozmyśleń.
 - Już idę! - krzyknęła w odpowiedzi. I zerwała się do biegu. Pokonywała schody trzymając się ścian i szybko przebierając nogami, aż tu nagle... Łup! I leży jak kłoda przodem na podłodze, tyłem na schodach.  "Hihi Hihi" usłyszała i kątem oka zobaczyła szary obłoczek za sobą. "Przeklęty duch!" pomyślała. Tak, tak duch. Od jakiegoś czasu ma z jednym z nich na pieńku, chyba za to że ostatnio że wstawiła do wazonu nie te kwiaty co trzeba.
  - Ojej! Nic ci się nie stało? - powiedziała mama czarnowłosej odstawiając kubek z kawą i pomagając wstać córce. - Czemu ty jesteś jeszcze w piżamie? - zapytała zdziwiona.
 -  Myślałam że wstałam pierwsza.
 - Dobrze, teraz pokaż wargę - mówi Izabell biorąc w ręce twarz nastolatki i oglądając dokładnie.
 - Mamooo... Nic mi nie jest! - dziewczyna z trudem wyrwała się matce i wytarła rękawem piżamy krew w kąciku ust. No tak, taka chłopczyca jak ona nie może sobie pozwolić na za dużą troskliwość ze strony matki.
 - No to idź zjedz śniadanie, i do Corra, bo już się chłopak niecierpliwi.
 - Już idę. - odpowiedziała niebieskooka.
   Poszła do kuchni i nalała mleka do miski. Wzięła do ręki paczkę mugolskich płatków owsianych i nasypała do naczynia z mlekiem. Usiadła do stołu i zaczęła jeść. Potem złapała za zielone jabłko i poszła na górę ubrać się i odświerzyć.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Oto prolog mam nadzieje że się podoba :D Właściwie to mogłam zacząć od pierwszego rozdziału, ale chciałam żebyście poznali naszą bohaterkę :P Komentujcie, nawet z anonima, chcę wiedzieć ilu z was podoba się moje opowiadanie, i czy powinnam dalej pisać. Więc jeśli podobał ci się rozdział, zostaw komentarz :)

Niestety nie wiem kiedy pojawi się pierwszy rozdział. Może jutro, może pojutrze? To zależy od szkoły i nauki. :P