środa, 1 maja 2013

XV "Cholera, rumieni się"


XV
"Cholera, rumieni się"


   W dniu balu Kate obudziła się z potwornym poczuciem winy. Chodziło o Corra. Kelpie nie chodził pod siodłem od wypadku rodziców, a dziewczynę bardzo to nurtowało. Pewnie już dawno wsiadłaby na swojego wierzchowca, gdyby nie złamana ręka. I tak miała iść też na bal. Z ręką w gipsie, i to na dodatek tak wymazanym podpisami że lepiej nie patrzeć.
   Była już szósta kiedy ciemnowłosa zwlekła się z łóżka. Dzień przed balem jest dniem wolnym, więc Kate czym prędzej ubrała się i wyszła do Corra.
    Przeszła cały zamek, aż do chatki gajowego i wyciągnęła z kieszeni swojego grubego, wełnianego swetra, kluczyk do kłódki która strzegła wybiegu czerwonego kelpie. Otworzyła bramę i weszła na wybieg. Corr drzemał jeszcze w środku swojego boksu, odwrócony tyłem do drzwi.
 - Pssssst! - syknęła by koń się odwrócił. Zwierze zwróciło najpierw jedno ucho w stronę dziewczyny, po czym, zaskoczone odwróciło się i jednym ruchem przywarło do drzwi. Kate odskoczyła a kelpie wyciągną ku niej głowę i jeszcze bardziej oparł się o drzwi.
Ciemnowłosa czym prędzej zbliżyła się do zasuwy boksu i odsunęła ją, wypuszczając Corra na wybieg. Koń przebiegł kilka kółek kłusem, nerwowo stawiając kopyta i zarzucając łbem.
 - Spokojnie, spokojnie... - powiedziała łagodnie, wyciągając z kieszeni dwa ząbki czosnku. Czosnek, to doskonałe źródło witamin i urozmaicanie diety, zważając również na to że koń nie dostaje teraz takiej ilości ziół i witamin jaką dostawałby w domu. Corr zatrzymał się i powąchał rękę dziewczyny. Po chwili przyjął smakołyk. Teraz Kate pogłaskała go po szyi, i przyjrzała się dokładnie sierści konia. Corr, wyglądał jak jeden wielki zlepek błota, a z jego ogona i grzywy wystawała słoma. Jednym słowem przydało by mu się czyszczenie. Nie zwlekając dłużej dziewczyna zaczęła czyścić czerwonego kelpie. Zajęło jej to sporo czasu, bo Corr był brudny, a ona czyściła go tylko jedną ręką. Potwornie się przy tym zmęczyła i już miała odnosić koszyk ze szczotkami do składziku gdy za plecami usłyszała znajomy głos.
 - Cześć. -odezwał się Fred. Kate odwróciła się ze zdziwieniem w oczach.
 - Cześć, co tak wcześnie? - spytała wchodząc do składziku.
 - Nie mogłem spać, po za tym strasznie hałasujesz - uśmiechną się, a Kate odwzajemniła to wpuszczając Corra do boksu i wychodząc z wybiegu.
 - Przepraszam, śpieszyło mi się. - odpowiedziała i ruszyli w stronę zamku. - Gdzie się podziała twoja kopia? - spytała ciemnowłosa wkładając ręce do kieszeni swetra.
 - Śpi jak borsuk - uśmiechną się.
 - Hmmm... Naszła mnie dzika myśl... - powiedziała niebieskooka tajemniczo.
 - O matko! Jaka?
 - Zróbmy twojemu bratu kawał, jakoś tak nudno od jakiegoś czasu. Nic szczególnego się nie wydarzyło od kąt zatopiłam starą salę do transmutacji.
 - Masz rację. Chodź szybko. - powiedział biegnąc w stronę zamku.

~*~

   Po godzinie Georg był już cały wymalowany na twarzy. Niestety mało orginalny pomysł, ale to dlatego że Kate i Fred chcieli uśpić na jakiś czas Georga, włożyć mu w buty dwie oślizgłe ryby i jeszcze włożyć mu do nosa proszek natychmiastowej ciemności, żeby mógł nim potem kichać. Skończyło się jednak na malowaniu wąsów i kwiatków na twarzy, bo Kate zgubiła swoją saszetkę z proszkiem, no i nie mieli jak załatwić oślizgłej ryby z samego rana.
   Fred i Kate schowali narzędzia zbrodni i zostawili bliźniaka chrapiącego w łóżku, po chwili namysłu rudowłosy przeszedł się jeszcze do łazienki chłopaków i zdjął lustro ze ściany żeby Georg nie mógł się przejrzeć. Potem poinformowali o tym większość gryfonów którzy mieli roznieść tę wiadomość po całej szkole.
   Georg obudził się o w pół do dziesiątej. Kiedy chciał wyszykować się na śniadanie Fred zaproponował mu że będzie jego odbiciem w lustrze. Chłopak wykonywał takie same ruchy jak brat  i po chwili Georg uznał że jest dobrze i może wyjść na śniadanie. Na korytarzach i w Wielkiej Sali spotkał się z chichotami uczniów i zdziwionymi spojrzeniami nauczycieli. Nikt jednak nie odezwał się ani słowem i kopia Freda chodziła po szkole z dziarami na twarzy.

~*~

   Georg dowiedział się o swoich pięknych tatuażach dopiero dwie godziny przed rozpoczęciem balu. Zrobił Fredowi awanturę i poprzysiągł zemstę, przybierając poważny ton głosu, a w myślach śmiejąc się ze swoich pomysłów na odegranie się na bracie.
   Tym czasem, Kate siedziała w Pokoju Wspólnym i czytała książkę. Lekturę przerwała jej Hermiona.
 - Chodź musimy się wyszykować, Ginny już czeka! - powiedziała chwytając czarnowłosą za rękę i pociągając by wstała z kanapy.
 - Hej! Zaraz, zaraz. Jeszcze dwie godziny do wyjścia! - wykrzyknęła patrząc na zegarek.
 - Tak, ale musimy jeszcze wziąć kąpiel, dobrać perfumy, upiąć włosy i pomalować paznokcie!
 - Ale... - Kate chciała zaprotestować ale szatynka pociągnęła ją za rękę, wprowadziła do dormitorium i razem wrzuciły ją do wanny pełnej pachnącej lawendą wody. Dziewczyny kazały niebieskookiej moczyć się dwadzieścia minut, i dopiero po tym czasie wypuściły ją z łazienki.
Kate zabrała z łazienki ręcznik, usiadła na łóżku i zaczęła wycierać włosy przyglądając się jak Hermiona i Ginny malują sobie paznokcie.
 - A wy z kim tak właściwie idziecie? - odezwała się nagle. Dziewczyny spojrzały po sobie i zwróciły się do ciemnowłosej.
 - Ja z...eee... - zająknęła się Hermiona. - Ron mnie zaprosił...
 - Ja idę z...Eh, to niespodzianka. - odezwała się Ginny. Kate wzruszyła ramionami i wróciła do suszenia włosów.
   Kiedy czarne włosy dziewczyny były już suche, wciągnęła na siebie sukienkę. Trochę dziwnie się czuła. Nigdy nie miała na sobie sukienki a już na pewno nigdzie w niej nie wychodziła. Stanęła przed lustrem i pogładziła czarny materiał. Westchnęła. Czuła się głupio, za bardzo kobieco.
 - Kate jak chcesz upiąć włosy? - spytała Ginny.
 - Pójdę w rozpuszczonych. - odparła niebieskooka.
 - Aaa, makijaż? - odezwała się Hermiona.
 - Chyba tak jest dobrze.
 - Paznokcie?
 - Nie.
  - Biżuteria?
 - Nie.
 - Szminka?
 - Nie! - wrzasnęła wreszcie Kate - Nie chcę wyglądać tak... Wyjściowo! Nigdy tak nie wyglądałam! - mówiąc to usiadła na łóżku i ukryła twarz w dłoniach, zasłaniając ją przy tym włosami.
 - Czy mi się wydaje czy ty się wstydzisz? - zaczęła Ginny. Kate nie odpowiedziała. - Kate, naprawdę wyglądasz pięknie. Pozwól tylko podkreślić swoje atuty. Nałóż chociaż cień na powieki.
 - Po za tym, czym ty się przejmujesz? Wszyscy będą tak wyglądać. - wtrąciła Hermiona. Ciemnowłosa chwilę jeszcze się zastanawiała po czym zgodziła się na delikatny cień na powiekach. Żeczywiście, czarny kolor dodał mocno niebieskim oczom wyrazu i podkreślał długość rzęs dziewczyny.
Potem Hermiona zabrała się za fryzurę Kate. Zrobiła jej żmijkę, którą zaplotła od lewej do prawej strony, tak, że plecy dziewczyny były całkiem widoczne. A z przodu włosy wyglądały jak rozpuszczone tylko przerzucone na jedną stronę. Kate włożyła buty i przejrzała się w lustrze. Mimo że sukienka była czarna, nie zlewała się z włosami nastolatki. Przeźroczyste diamenciki odróżniały górę, od reszty sukienki.
 - Czas wychodzić - powiedziała Hermiona ubrana w błękitną sukienkę z falbankami. - Pośpiesz się Ginny! - krzyknęła, i niebawem rudowłosa pojawiła się w drzwiach w swojej pięknej szarej, błyszczącej sukience.
   Ginny i Hermiona wyszły z dormitorium a Kate stała jeszcze przy wyjściu i zbierała się na odwagę żeby postawić pierwszy krok w wysokich obcasach i na dodatek pokazać się w nich przed całą szkołą.
Dziewczyny wróciły do dormitorium kiedy zobaczyły że nie ma z nimi niebieskookiej.
 - Wyglądam głupio... - powiedziała Kate stojąca na przeciwko dziewczyn.
 - Ile mamy powtarzać że nie! - powiedziały obie i przytuliły ciemnowłosą. Po chwili Kate już była zmobilizowana i gotowa do wyjścia. Co za tym szło? Głowa dziewczyny zalśniła czerwoną czupryną i tak wyszła na spotkanie z Fredem.
   Pary miały się spotkać przed wejściem do Wielkiej Sali, a kiedy dziewczyny odprowadziły tam Kate Fred już czekał. Rudowłosa i szatynka poszły szukać swoich partnerów, a czerwonowłosa została z chłopakiem sam na sam.
 - Cześć. - odezwał się - Ładnie wyglądasz. - dodał. Kate poczuła dziwne ciepło na policzkach. Cholera, rumieni się!
 - Dziękuję, ty też. - powiedziała i obdarzyła chłopaka ciepłym uśmiechem. Fred wziął Kate pod rękę i wprowadził do Wielkiej Sali.
   Pomieszczenie wyglądało pięknie. Było dobrze oświetlone. U sufitu latały raz po raz czarne nietoperze, a na stołach i przy wejściu stały wycięte dynie, szczerzące się w groteskowych uśmiechach. Od czasu do czasu do Sali wlatywały również wszystkie duchy i zjawy zamieszkujące Hogwart.
   Niebawem już wszystkie pary zebrały się przy stolikach i dyrektor obrał głos. Kate jednak wcale go nie słuchała. Całkowicie pogrążona była w strachu przed niechybnym zawałem z powodu jakiejś strasznej obelgi na temat sukienki, lub niedokładnie ogolonych nóg, czy też czegoś w stylu "Paczcie państwo! Twarda chłopczyca stroi się w kieckę i na dodatek chodzi na szpilkach!". Strach paraliżował ją, ale jednak też mobilizował dzięki czemu z jej głowy nie znikała czerwień, co po części pocieszało dziewczynę. Przynajmniej nikt nie dowie się o jej strachu, bo chyba nie ma w szkole takiej osoby która by nie wiedziała co znaczy czerwona czupryna Kate.
   Niebieskooka zaczęła rozglądać się do okoła. Po chwili jej wzrok natrafił na zamyślonego Freda uśmiechającego się do przemowy dyrektora. Zlustrowała go wzrokiem od stóp do głów i przyznała że naprawdę ładnie wygląda. Szata wyjściowa była dobrze dopasowana i ładnie leżała, ponadto nie była zupełnie staroświecka i dziewczyna przyznałaby nawet że zbliża się do nowoczesności.
   Dyrektor skończył przemowę i zachęcił wszystkich do tańca po czym zszedł z mównicy. Na początku zagrali piosenkę do walca. Kate plątały się nogi, ale Fred prowadził ją delikatnie ale stanowczo. Zdecydowanie uratował jej tyłek. Kręcił z nią piruety pomagał w zmianach kierunku i pilnował by nie potrąciła pary tańczącej obok. Potem na scenę wkroczyła jakaś kapela (której Kate nie znała) i zaczęła grać szybsze piosenki.

~*~

   Fred przestał tańczyć z Kate pod pretekstem spotkania się ze starszymi przyjaciółmi. Kate również oddaliła się w poszukiwaniu swoich znajomych. Nikogo jednak nie widziała. Jakby wsiąknęli w ziemię. Trochę głupio tak samemu spacerować wokół ludzi którzy się bawią. Kate podeszła niebezpiecznie blisko nauczycieli i przypadkiem podsłuchała rozmowę profesor Mcgonagall z wokalistą zespołu.
 - Naprawdę nie może pan nic zrobić? - spytała profesorka.
 - Nie sądzę boli mnie gardło i bardzo źle się czuję. Marzę o powrocie do domu. Szczerze mówiąc miałem już wcześniej odwołać przyjazd tutaj. - odpowiedział bardzo ochrypłym głosem mężczyzna.
 - No dobrze. - uległa nauczycielka. Na scenie została tylko kapela, bez wokalisty. Na pewno ktoś będzie musiał go zastąpić. I wtedy niespodziewanie profesorka chwyciła Kate za łokieć i pociągnęła w swoją stronę.
 - Kate, pomożesz mi? - spytała bez powitania.
 - Tak... Myślę że tak. A w czym problem?
 - Więc, wokalista musiał zejść ze sceny... Może zechciałabyś go zastąpić? -  Kate wydaje się być oszołomiona. I tak jest.
 - Ja... Eee... Ten no, nie umiem śpiewać... - wydukała.
 - Nie musisz umieć. Dalej! Na scene. - i dosłownie wrzuciła dziewczynę na scenę. Kate, ze strachem w oczach podeszła do mikrofonu. Jakiś mężczyzna zaszedł ją od tyłu i podał jej kartkę z tekstem piosenki. "Znam ją" przeszło jej przez myśl (http://www.youtube.com/watch?v=OMHHUsQRmvo). Kapela zaczęła grać a Kate zaczęła nieśmiało wypowiadać słowa. Jąkała się trochę, lecz potem, widząc zachwyt uczniów i nauczycieli, wypaliła całą siłą głosu. Zaczęła tańczyć na scenie i wymachiwać włosami które momentalnie stały się czerwone. Zagrała jeszcze parę szybszych kawałków po czym przyszedł czas na coś łagodniejszego (http://www.youtube.com/watch?v=oYDDiqhhzbQ). Powoli zaczęła śpiewać. Stała spokojnie z zamkniętymi oczami i wsłuchała się w podkład do piosenki. Co chwilę otwierała oczy żeby rzucić okiem na tańczące pary. W pewnym momencie dostrzegła w tłumie Freda który stał niedaleko stołów z przekąskami z kwaśną miną. Nie wiedziała czy skrzywił się z powodu niesmacznej potrawy czy dlatego że nie ma z kim zatańczyć. Kate poczuła się głupio. Czemu nie stoi tam razem z nim? Czemu ktoś inny nie może śpiewać? Zerknęła tam jeszcze raz i zobaczyła że Fred wychodzi. Po chwili już go nie było.

~*~

   Kate zaczynała powoli chrypnąć. Coraz gorzej się czuła i gdy w końcu skończyła śpiewać ostatnią piosenkę zwróciła się do MacGonagall z prośbą o chwilę przerwy. Oczywiście nie miała zamiaru wracać już dzisiejszego wieczoru na scenę więc czym prędzej pobiegła poszukać Freda. Szła szybko przez puste korytarze gdy nagle coś złapało ją za łokieć i mocno pociągnęło w bok, w jakiś ciemny, wąski korytarz. Ledwo co utrzymała się na obcasach gdy się zatrzymała i już miała wymierzyć swojemu prześladowcy mocny cios gdy spostrzegła że to Fred.  Oh, jak ona się ucieszyła że to on!
 - Ty idioto! Wiesz jak mnie wystraszyłeś! Jeden cios i byś nie żył! - powiedziała do niego pokazując pięść spowitą czerwonym płomieniem.
 - Spokojnie, przecież nic się nie stało. Idziemy na Salę? - spytał uśmiechając się.
 - Dobra, ale co ty tu robiłeś? - dziewczynę korciło to pytanie.
 - Nie ważne, potem się dowiesz. - i ruszyli na tańce.

~*~

   Fred i Kate okazali się królami parkietu. Tak, królami. Kate nigdy nie uważała się za królową, była bardziej dzielnym monarchą który posiadał prawdziwy miecz i dowodził wojskami.
   Nadszedł niebawem czas na ostatnią piosenkę. Zaśpiewała ją śliczna Ślizgonka z bląd włosami i cichym, melancholijnym głosem.
   W pierwszej chwili Kate chciała uciec od Freda, lecz ten zatrzymał ją przy sobie rozmową.
 - Dobrze się bawisz? - spytał.
 - Tak, jest nieźle. Tylko przez to całe śpiewanie w ogóle nie widziałam się z przyjaciółmi. - powiedziała patrząc tęsknie w stronę grupki stojącej przy stole. Fred skiną tylko głową. Dziewczyna mimowolnie położyła głowę na jego klatce piersiowej i tak wolno się kołysząc dotrwali do końca balu... 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

No i znowu mi wyszły takie flaki z olejem ;/ które dedykuję Scythe bo  jest moim stałym czytelnikiem i nie mogła doczekać się balu ;)

A więc, pewnie za chwilę padnie pytanie "Dlaczego piosenki akurat Demi Lovato???", a no dlatego że właśnie taką barwę głosu posiada Kate :) 

Przepraszam!!! Nie dam rady dodać rysunku sukienki (przynajmniej jak narazie) ponieważ mam stary skaner i w ogóle skan wyszedł taki zamazany że nic nie widać ;/ jednym słowem porażka... 

Aha i pamiętajcie - bal się skończył, ale noc jeszcze nie...


A! Tak! Zapomniałabym! xD Od następnego rozdziału zmieniam sposób narracji :) Kate przemówi do was własnymi słowami :P

2 komentarze:

  1. oo *.*
    żadne flaki z olejem!
    bal super, szkoda że Kate tak długo musiała śpiewać, przez co zostawiła Freda. Na końcu tak słodko! "mimowolnie" haha tak to się teraz nazywa :D pewnie bardzo chciała! ;)
    przyznam, że nie przepadam za utworami Demi xd
    rozumiem, że będzie ciąg dalszy tej nocy ;)
    a na długo zmieniasz ten sposób narracji?
    pozdrawiam :*
    Scythe.

    OdpowiedzUsuń
  2. tak, teraz to już nie wiem jak z tą narracją ;/ zaczęłam pisać następny rozdział i jak narazie wychodzi fatalnie :( chciałam zmienić styl bo kiedyś ktoś powiedział mi że lepiej wypadam kiedy moi bohaterowie opowiadają sami za siebie, i rzeczywiście tak mi wygodniej ale nie jestem przyzwyczajona do tego że Kate mówi o sobie i otoczeniu... chyba ten pomysł nie wypali i będzie tak jak było :)

    OdpowiedzUsuń