sobota, 20 kwietnia 2013

XIV "...nie chcemy żebyś wyglądała jak got!"


XIV
"...nie chcemy żebyś wyglądała jak got!"


   Minął już tydzień od dnia kiedy w jednej z klas Fred i Kate stworzyli basen. Dużo uczniów postrzegało ich teraz inaczej. Ona była cwaną dziewczyną popełniającą głupie i zarazem śmieszne błędy, on zaś chłopcem który jej w tym pomagał i razem z nią ponosił za to odpowiedzialność. Chodziły nawet po szkole plotki że Fred jest chłopakiem Kate, co oczywiście nie było prawdą. Dziewczyna bała się związku i zawsze postrzegała chłopców jak przyjaciół a nie sympatię. Ponadto ciemnowłosa wiedziała że Fred nic do niej nie czuje i nie będzie czuł. Rudzielec traktował niebieskooką jak siostrę ponieważ byli bardzo do siebie podobni. Nie  z wyglądu oczywiście, ale z charakteru. Oboje lubili żartować, dobrze czuli się w towarzystwie, i umieli wszystkich rozśmieszyć. "Pasujemy do siebie" pomyślał Fred, ale zaraz skarcił się za tą myśl, brzmiało to jednoznacznie.

~*~

   Kiedy inni uczniowie chłonęli na lekcjach wiedzę niczym gąbki, Kate leżała rozleniwiona w Skrzydle Szpitalnym. Co się przydarzyło ciemnowłosej? Najlepiej wyjaśni to notatka którą dziewczyna pisała właśnie w pamiętniku.

Kochany Pamiętniku,

   Niedawno wybrałam się z Fredem i Georgiem na trening quiddicha. Zabrali mnie na niego tuż przed naborem do drużyny. Kochane z nich chłopaki, chyba naprawdę przyjęli mnie do swojej paczki i bardzo się z tego cieszę.
   Więc od podstaw pokazali mi jak i co mam robić i wszystko powoli wracało mi do głowy. Pamiętam te meczyki z tatą, wczesnym latem... Co się potem zażyło? Chłopaki postanowili sprawdzić jak radzę sobie z kijem w ręce i wypuścili tłuczki. Pamiętam że w meczach z tatą najlepiej sobie z nimi radziłam, lecz teraz, pewnie z braku treningu kompletnie straciłam koordynację. Pamiętam tylko że jakoś źle chwyciłam kijek i tłuczek trafił w moją rękę a nie w kij. Dobrze że to lewa ręka, bo inaczej nie pisałabym teraz tej notatki. Mam pogruchotane dwie kości i jak na razie nie wychodzę ze Skrzydła Szpitalnego. Correm zajmuje się Hagrid, więc nie przejmuję się nim, jest pod dobrą opieką. Bardziej jednak martwią mnie lekcje, nie wiem czy zdołam to wszystko nadrobić, zważając na moje szczęście to szlabanów.
   Na szczęście mam Hermionę, ona na pewno pomoże mi z lekcjami. Powiedziała nawet że napisze za mnie wypracowanie dla Snape'a.

   Kate uniosła głowę z nad notesu i zobaczyła panią Pomfrey która niespodziewanie zwróciła się do niej tymi słowami:
 - Posłuchaj Kate, dziś wychodzisz, ale nie pójdziesz dziś na lekcje. - dziewczyna spróbowała się podnieść - Uważaj na rękę! - dodała Poopy. Kate spojrzała na gips. To było jej drugie złamanie w życiu. Pierwszy raz złamała nogę kiedy przyzwyczajała Corra do siodła. Koń zbuntował się i kopnął dziewczynę wprost na ściane, upadła niestety tak niefortunnie że wykręciła sobie nogę. Lekaże mówili że to cud że chodzi.
   Dziewczyna ubrała się i wyszła ze szpitala. Szła korytarzami i od czasu do czasu ktoś się z nią witał i przybijał piątki. Dlaczego? Więc, jej życie zmieniło się diametralnie od czasu gdy razem z Fredem zalali starą salę do transmutacji. Wszyscy uważają ją za rozrywkową, i jak się okazuje śliczną dziewczynę. Choć Kate się o to nie starała, zaczęła zauważać że coraz więcej chłopców się jej przygląda i coraz częściej puszcza do niej oko. Jednak ciemnowłosa nie chciała się nigdy z nikim wiązać, ani nawet zakochać, po za tym jest jeszcze jeden problem. Dziewczyną wstrząsną pewien rudowłosy chłopak. Fred, jeszcze nigdy nie zauważył jej zauroczenia, i całe szczęście!
   Kate doszła do Pokoju Wspólnego a tam przywitała ją chmara jej przyjaciół. Jak się oczywiście można domyślać gips na ręce dziewczyny zaraz pokrył się bazgrołami i podpisami.
~*~

   Kate cały czas spędziła w swoim dormitorium, wyszła z pokoju dopiero na obiadokolację. Weszła do Wielkiej Sali i usiadła między Fredem a Georgiem. Po chwili rozległ się głos dyrektora który staną na mównicy.
 - Zanim zaczniecie jeść, chciałbym wam tylko powiedzieć, że w Noc Duchów odbędzie się bal. - widząc wytrzeszczone oczy uczniów dyrektor pośpieszył z wyjaśnieniami - Ten rok, jest wyjątkowy, po za tym chciałbym rozładować napięcie które wyczuwa się w całym zamku przez artykuły w gazetach na temat niejakiego Syriusza Blacka.  - powiedział, i padło jeszcze kilka słów że bal będzie dokładnie za trzy dni, po czym zasiadł na swoim miejscu i zajął się jedzeniem. Kiedy rozległy się ostatnie słowa dziewczyny siedzące nieopodal cicho pisnęły. Na Kate nie zrobiło to nawet najmniejszego wrażenia. "Bal? Po co? Za dużo roboty, strojenia i pindrzenia się przed lustrem" pomyślała.
 - Kate, idziesz? - spytała nagle Hermiona spoglądając znacząco Ginny.
 - Chyba nie... To tak, jakby... Nie w moim stylu.
 - Proszę, nudno będzie bez ciebie... - odezwała się rudowłosa.
 - Hmm... Może się zastanowię. - powiedziała i odwróciła się znów w stronę mównicy bo stary dyrektor znów przemówił:
 - Ach, zapomniałbym! Na bal należy przyjść w parach. Panowie proszą panie... - powiedział z uśmiechem.
   W tej samej chwili Fred i Georg dosłownie rzucili się w stronę Angeliny która siedziała, mniej więcej na przeciw nich. Kate aż odskoczyła kiedy zobaczyła jak bracia próbują dostać się do dziewczyny, wyrzucając w ten sposób udka kurczaka i sosierkę w stronę Ginny i Hermiony. Na szczęście dziewczyny w porę odchyliły się w tył i uniknęły kąpieli w sosie czosnkowym.
Ciemnowłosa wzięła ze stołu garść cukierków i zaczęła jeść z ciekawością przyglądając się jak bliźniacy proszą Angelinę na na bal. Chyba Georg wygrał bo usiadł jako  pierwszy na swoim miejscu wykrzykując tryjumfalne "Jest!". Fred za to usiadł zrezygnowany i zaczął grzebać widelcem w jedzeniu.

~*~

      Nazajutrz Fred zaczepił Kate na korytarzu, wyraźnie olśniony.
 - Kate, pójdź ze mną na bal, proszę! - to mówiąc złapał ją za ramiona.
 - Eee, Fred, ja nie wiem czy chce iść... - skrzywiła się dziewczyna, choć w głębi duszy bardzo chciała iść z rudzielcem na tańce.
 - No proszę cię! Jak ze mną nie pójdziesz to zrobię z siebie totalne pośmiewisko przychodząc sam! Wszystkie inne fajne dziewczyny już są zajęte! Ty mi tylko zostałaś!
 - No dobra, tylko ciiii!
 - Dzięki! A... Czemu mówisz "ciiii!"? - spytał puszczając ją.
 - No, w zasadzie to nie wiem, tak jakoś dziwnie.
 - To dobrze... Chyba. To ja lecę. - i poszedł. To dobrze bo Kate poczuła że rumieni. Klepnęła się krzepiąco w policzek i ruszyła w stronę lochów.
   W drodze do klasy eliksirów Gryfonka spotkała Hermionę i Ginny. Powiedziała dziewczyną o zaproszeniu na  bal i o tej bardziej drażliwej sprawie. Tym razem chodziło o to że Kate nigdy jeszcze nie chodziła w sukience ani w butach na obcasach. Wyjaśniła wszystko przyjaciółkom i poprosiła o pomoc. Gdy Ginny i Hermiona zgodziły się, ciemnowłosa uściskała je i weszła do klasy.

~*~

   Po lekcjach Hermiona, Ginny i Kate wyszły do Hogsmade pomóc ciemnowłosej kupić sukienkę. One, oczywiście otrzymały paczki od rodziców z sukienkami i butami, ale Kate nie miał kto wysłać ubrania. Wujostwo przysłało jej tylko list z obwieszczeniem że ma sama sobie kupować takie rzeczy ze względu na to że mugolskie sukienki raczej średnio pasują w klimaty balu. Co więc za tym szło? Ah, te nieszczęsne zakupy, których Kate tak nienawidziła. Dziewczyna najchętniej założyłaby trampki, rurki i czarną tunikę obwieszoną gdzieniegdzie małymi kryształkami.
   Dziewczyny niebawem zaprowadziły Kate do jakiegoś sklepu z kolorową wystawą i pchnęły ją do środka. Tam ciemnowłosa ujrzała tysiące sukienek. Nie tylko balowych, były też takie na luźniejsze wyjścia i właśnie w tamtym kierunku skierowała się dziewczyna. Już miała chwycić za pierwszą z brzegu sukienkę ale za ramię złapała ją Ginny.
 - Kate, to nie są sukienki na bal, uwierz mi. Chodźmy tam! - powiedziała i wskazała na pomieszczenie oddzielone od tego w którym stały, wielką szybą. Rudowłosa i szatynka pognały tam z wyraźnym podnieceniem, za to Kate... Nie była przekonana czy chce oglądać takie sukienki. Jeżeli już to chętnie założyła by coś krótszego i bardziej ekstrawaganckiego. Tym czasem zmierzała do sukienek przypominających kluchy w sosie.
   Dziewczyny podawały jej kolejne sukienki do przymierzenia a Kate posłusznie wykonywała ich polecenia. Niestety, żadna z sukienek nie podobała się ani ciemnowłosej ani pozostałym gryfonką. Niebieskooka przebrała się w około sześć sukienek i żadna nie podkreślała ani trochę jej osobowości, a ona nie chciała iść w byle czym. Po za tym ani jedna z sukienek nie była w rozmiarze Kate...
   Po prawie dwóch godzinach przebieranek Hermiona i Ginny wreszcie uległy i pozwoliły Kate dojść do tych bardziej luźnych sukienek. Ciemnowłosa chciała założyć czarą, z odsłoniętymi plecami i upstrzoną małymi diamencikami od piersi do pasa. Dalej rozchodziła się odstająca falbanka mniej więcej do kolan.
 - Ta jest idealna! - obwieściła radosna Kate, miała nadzieje że już niedługo stąd wyjdą. Tyle już tu siedzą, jeszcze na dodatek całą strawę z przebieraniem utrudniał gips na ręce dziewczyny.
 - Co ty dziewczyno! Chcesz iść w czarnej sukience i jeszcze masz czarne włosy,pewnie wybierzesz czarne buty, do tego dogodzi blada skóra - na ostatnie słowo Kate uważnie przyjrzała się swojemu prawie białemu łokciowi - Nie chcemy żebyś wyglądała jak got!
 - Ale... - chciała zaprotestować, ale w tej samej chwili dziewczyny wręczyły jej do ręki kremową sukienkę o takim samym fasonie, tyle że bez ramiączek.
 - Oczywiście! Świetna jest, ale nie pasuje mi do włosów... - powiedziała niebieskooka.
 - Hmm... W sumie racja, ale możesz przecież zmienić sobie kolor na czerwony, pewnie będzie to dobrze wyglądało. - odezwała się Ginny.
 - Nie umiem tak po prostu wywołać czerwonych włosów, to znaczy... Eh.... To skomplikowane. Nie wywołam ich na tak długo żeby przetrwały cały bal. Ale gdyby jednak stały się czerwone będą doskonale pasować do czarnej sukienki.
 - Chyba masz racje, ale ta też jest śliczna. I ładnie byś w niej wyglądała. - powiedziała Herma.
 - Może i tak, ale ta mi się bardziej podoba. Eh, jeszcze te przeklęte buty! - syknęła Kate.
 - Weź te są do kompletu. - odpowiedziała Ginny i podsunęła ciemnowłosej pełne buty na obcasach. Oczywiście czarne.
 - Mogą być, mam już serdecznie dosyć tych zakupów, idziemy? - spytała niebieskooka. Dziewczyny zapłaciły i wyszły śmiejąc się i marząc o balu. Kate jednak tylko się im przysłuchiwała a myśli zaprzątał jej pewien krwistoczerwony kelpie...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Uff, ale sie narobiłam :D 

Teraz kilka spraw, wiem że sukienka i buty które wybrała Kate nie są zbytnio opisane. Przepraszam za to, w ogóle nie wiedziałam jak się za to zabrać więc... Spróbuję narysować ową kreację i wam ją tu w kleje, pasuje? :) 

No, nic miłego czytania i pozdrawiam :)


wtorek, 9 kwietnia 2013

XIII "Hah, teraz przynajmniej jest czysto!"

XIII
"Hah, teraz przynajmniej jest czysto!"



   Dzień rozpoczął się jak zawsze, Kate zeszła na śniadanie, poszła na lekcje a potem w drodze na szlaban żaliła się Fredowi że na pewno nie pójdzie dzisiaj do Corra.
   Przyjaciele doszli do gabinetu profesor Mcgonagall  ta od razu zaprowadziła ich do starej zakurzonej sali. Psorka wyczarowała kilka wiader z ogromną pianą wylewającą się na podłogę i wręczyła gąbki. Postawiła też pod ścianą kilka mioteł i wyszła wydając im polecenie posprzątania.
Fred jednak oparł się o biurko i patrzył jak Kate zabiera się do roboty. Dziewczyna w mig to zauważyła.
 - Nie pomożesz mi? - spytała maczając gąbkę w wiadrze z pianą i ścierając biurko.
 - Nie mam ochoty. - odpowiedział zamykając oczy.
 - Ja też nie, ale im szybciej skończymy tym szybciej się stąd wyrwiemy.
 - Niee będę sprzątał!  - jękną.
 - Będziesz, gwarantuje ci to. - mówiąc to wzięła w rękę garść piany i wparła mu we włosy.
 - Ej! To nie fair! - powiedział zdziwiony.
 - Teraz będziesz sprzątał? - powiedziała i ledwo zdążyła umknąć przed jego rękami które zapewne chciały ją chwycić i wrzucić w jedno z wiader z pianą. Kate jednym ruchem chwyciła  w ręce kolejną garść piany i czmychnęła pod biurko. Słyszała kroki Freda który zbierał pewnie pokaźne ilości białej pianki, lub nawet całe wiadra. Chłopak zajrzał za biurko i zręcznym ruchem wylał na Kate całą zawartość dwóch wiader. Kate wstała i od razu rzuciła się rudzielcowi na szyję waląc go na mokrą podłogę i chlapiąc wodą z pianą z pobliskiego wiaderka.
 - Dora! Dobra! Już spokój zrewanżowałaś się! - powiedział w  chwili gdy już nie została na nim sucha nitka.
 - Haha, okej - zaśmiała się i oboje wstali. Ogarnęli całą salę jednym spojrzeniem i uświadomili sobie że jest jeszcze bardziej brudne niż wcześniej. Wszędzie było pełno wody ponadto kiedy się przewracali musieli ruszyć jakąś ławkę, która z kolei przewróciła kolejną i kolejną i jeszcze kolejną, a natrafiając na biurko które... Rozwaliła je na cztery części.
 - Ups... - westchnęła ciemnowłosa.
 - No ups! - powtórzył. Kate w tym czasie wyciągnęła różdżkę, wypowiedziała jakąś formułkę i biurko złożyło się do kupy. Potem poustawiali ławki, ale niestety zostało im jeszcze suszenie podłogi.
 - Dobra, trochę się pobawimy - powiedziała i podniosła wysoko różdżkę.
 - Co masz na myśli?
 - Oglądałam w dzieciństwie... - przerwała bo rudzielec parsknął śmiechem - Nie śmiej się i posłuchaj. Więc, oglądałam w dzieciństwie taką bajkę, gdzie Myszka Micki była czarodziejem... - znowu z ust chłopaka wyrwało się ciche "hih". - No, naprawdę takie śmieszne że boki zrywać! Dasz mi powiedzieć czy nie? - kiwną głową - Okey, Myszka Micki była czarodziejem i zaklęła miotły i gąbki żeby sprzątały, wystarczyło im tylko zostawić trochę wody, więc... - machnęła różdżką a przedmioty które zostawiła im profesorka dostały "nóżek" i zaczęły pospiesznie sprzątać klasę.
 - Może jak nie będzie w pobliżu Filcha to się stąd wyrwiemy i wrócimy... Powiedzmy za godzinkę, zobaczyć jak sobie radzą nasi pomocnicy - powiedział Fred z łobuzerskim uśmiechem i dodał po chwili - Na pewno Mcgonagall tu nie wejdzie, pewnie siedzi właśnie na herbatce u Dumbledora i zajada się jego miętówkami.  - Kate rozejrzała się po klasie i przytaknęła.
   Wyszli z klasy gdy byli pewni że nikt nie podejrzy ich ucieczki i błądzili gdzieś po pobliskich korytarzach. Po pół godzinie śmiechów, żartów i plotek Fred zapytał:
  - A tak właściwie to jak skończyła się ta bajka o Myszce Micki? - zmienił nagle temat. Kate po chwili zamarła. To dopiero będzie "Ups"! Przecież te przedmioty zalały cały dom Mickiego!
 - Chodź! Szybko! - powiedziała i popędziła w przeciwną stronę. Fred za nią. Biegli tak dobre dziesięć minut, potem zadyszana dziewczyna otworzyła drzwi. I od razu tego pożałowała. Prosto na nią wylała się fala wody która wypłynęła z pomieszczenia zalewając korytarz. Ciemnowłosa weszła do klasy brodząc po pas w wodzie i zatrzymując skaczące gąbki i pływające miotły które co i rusz odkręcały wodę w kranie na końcu sali. Fred po chwili też zabrał się do powstrzymywania przedmiotów przed ponownym sprzątaniem. Wtedy na ich nieszczęście do klasy wtargnęła pani profesor, która również została oblana przez falę wody pomieszanej z różnymi przedmiotami. "Ta to ma dopiero wyczucie czasu!" pomyślała Kate. Nauczycielka doznała szoku widząc nastolatków przemoczonych i na dodatek urządzających sobie basen w jednej z klas. Ich wychowawczyni zrobiła się czerwona jak pomidor, machnęła różdżką osuszając momentalnie pomieszczenie i wykrzyknęła:
 - Odejmuję trzydzieści punktów Gryffindorowi! - trzasnęła drzwiami i wyszła z klasy. Fred i Kate popatrzyli po sobie. Chłopak uśmiechną się, a Kate widząc jego wesołą twarz również się uśmiechnęła.
 - To było epickie! - wykrzyczał i przybił dziewczynie piątkę. Zaskoczona niebieskooka roześmiała się.
 - Haha! Widziałeś jej minę jak tu weszła? "Zabraniam robienia pływalni w naszym zamku!" - zaakcentowała i obydwoje wybuchneli niepohamowanym śmiechem. Po kilku chwilach walania się po podłodze ze śmiechu i uświadamianiu sobie że psorka odjęła trzydzieści punktów ich domowi Fred doszedł do wniosku...
 - Hah, teraz przynajmniej jest czysto!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

No wiem że krótki, ale nie mogłam już nic więcej napisać, bo po prostu byłam taka szczęśliwa i w ogóle bo odnalazłam taką (jak dla mnie) super fajną piosenkę i jakaś taka po niej jestem jak nie ja xD czyli stałam się optymistką! :P Dobra, nie przymulam czytajcie i komentujcie, pozdrawiam :)

piątek, 5 kwietnia 2013

XII "A to dupek!"


XII
"A to dupek!"


   Czerwony koń miotał się w czarnej sieci, rycząc i kłapiąc zębami. Kate stała gdzieś w oddali i krzyczała by niewidzialni napastnicy puścili Corra. Jakaś niewidzialna siła trzymała ją za ramiona i szarpała do tyłu. Dziewczyna chciała wzniecić w sobie czerwoną magię ale nie mogła. Usiłowała się zmobilizować, zacząć działać.
Nagle coś od tyłu podkosiło jej nogi, upadła na trawę i poczuła że coś ciąż jej na plecach. Nie mogła się podnieść, napastnicy pozwolili jej tylko patrzeć jak ich niewidzialne ręce kaleczą jej wiernego kelpie, zadając mu straszliwy ból. Nóż, niesiony niewidzialną siłą nagle zbliżył się do gardła zwierzęcia i już miał rozpocząć cięcie kiedy...
 - Kate! - usłyszała oszołomiona dziewczyna, otwierając oczy. - Kate? Nic ci nie jest? -  Hermiona spojrzała na nią troskliwym wzrokiem.
 - Co? Co ja zrobiłam? - spytała patrząc na swoje włosy opadające jej na ramiona. Były czerwone. Nagle się mocno zakrztusiła i poczuła w ustach mocny, metaliczny smak. Dotknęła opuszkami palców wilgotnego miejsca nad wargami po czym przysunęła rękę do zaświeconej różdżki Ginny. To była krew. - Która jest godzina? - spytała wycierając zakrwawiony nos rękawem.
 - Druga w nocy. - odpowiedziała rudowłosa. - Krzyczałaś i bardzo mocno ci włosy świeciły. Już myślałyśmy że masz jakiś atak czy coś.
 - Eh, nieeee... To tylko.... - nie dokończyła ponieważ do dormitorium wparowała opiekunka Gryffindoru profesor Mcgonagall.
 - Kate, szybko do dyrektora! - rozkazała- Wy dziewczyny pomóżcie mi ją tam zabrać! - jak powiedziała tak zrobiły. Dziewczyny wzięły pod ręce czerwonowłosą i prowadziły ciemnymi, głuchymi korytarzami aż do siedzimy dyrektora. Kate, na wpół przytomna nie  widziała nawet gdzie są. Ledwo trzymała się na nogach kiedy dziewczyny wyszły z gabinetu. Mcgonagall kazała im czekać na zewnątrz żeby mogły zaprowadzić osłabioną dziewczynę z powrotem do dormitorium.
 - Matko kochana! Kto ci to zrobił? - spytał dyrektor wchodzący do gabinetu.
 - Ja... Eee... - znów wytarła rękawem nos. Nadal krwawiła. - To nic... Po prostu miałam zły sen... - westchnęła.
 - A co ci się śniło? - zapytał wyraźnie zaciekawiony i dziwnie zaniepokojony.
 - Że-e... Ktoś, lub coś, robiło krzywdę Corrowi. - zająknęła się. Wyraz twarzy starca wyrażał jego zakłopotanie. Wziął głęboki oddech i odezwał się niespodziewanie szybko zbliżając się do Kate, mało co nie zwalając jej z nóg.
 - Posłuchaj, jest ktoś kto bardzo chce twojej mocy Kate. Musisz z nim walczyć, musisz być silna! On, chce zabrać ci magię żeby mógł zabić Chłopca Który Przeżył! Nie możesz mu na to pozwolić! - dyrektor gadał jak opętany, wyraźnie się czegoś bał. Dziewczyna zaczęła płytko oddychać i zrobiło jej się słabo.
 - Kto...? Kto chce mi zabrać magię...?
 - A jak myślisz, kto zabił twoich rodziców? Jak myślisz kto mógłby przesyłać do twojego umysłu tak straszne wizje? - wpatrywał się w nią z niepokojem. Kate pojęła o co chodzi. Śmierciożercy! Lord Voldemort chce zabrać jej moc żeby zgładzić Harrego Pottera!  - Słuchaj Kate, ty masz w sobie niewyobrażalne ognisko energii, nieznane nam wcześniej. Nigdy nie widziałem takiego zasobu mocy. Ty nie umiesz jej jeszcze w pełni używać, ale gdyby Ten Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać ją posiadł... Mógłby zniszczyć cały świat... Nadal badamy tą sprawę, jak na razie wiemy tylko że nie wiemy nawet skąd to się u ciebie wzięło... Musisz nam pomóc!  - dziewczyna miała się już rozpłakać, wtedy jednak profesorka, stojąca dotąd na uboczu, zaprotestowała:
 - Albusie, wystarczy. Ona jest zrozpaczona. Pozwól że ją zabiorę. - powiedziała poczym złapała czerwonowłosą za rękę i pociągnęła w stronę drzwi. Dyrektor patrzył jeszcze niespokojnym wzrokiem na dziewczynę po czym wrócił do sypialni.
   Hermiona i Ginny znowu wlekły słabą Kate po cichych korytarzach aż do dormitorium. Tam wzięły ją do łazienki żeby trochę ochłonęła. Ochlapała się wodą i próbowała uspokoić dreszcze. Niebawem jednak była już tak wyczerpana że jej włosy same przybrały czarny kolor a ona rzuciła się bezwładnie na łóżko. Zasnęła niespokojnym snem, ale koszmary już jej nie dręczyły.

~*~

   Kiedy ciemnowłosa się obudziła Hermiony i Ginny już niebyło. Musiało być juz bardzo późno. Od razu gdy wstała w głowie od razu poczuła ostry ból głowy. Nie zważając na łupanie w czaszce udała się do łazienki by przygotować się na śniadanie. Po chwili była już odświeżona i ubrana w dżinsy oraz czerwony sweter. Spojrzała jeszcze raz w lustro i postanowiła związać włosy. Upięła je w niedbałego koka i wyszła z dormitorium.
   Szła bardzo szybko, jakby nogi same ją niosły. Nawet nie zauważyła a była już w Wielkiej Sali. Usiadła przy stole rzucając krótkie "Cześć" i zrobiła sobie tosta. Była strasznie zaniepokojona, niestety nie wiedziała dlaczego. Może to przez te koszmary? Zwykle nie przejmowała się swoimi snami, więc odrzuciła myśl że jej nastrój może być spowodowany złymi snami.
 - Co taka naburmuszona? - spytał Harry kiedy Ginny szturchnęła go lekko ręką.
 - Słucham? A. Nie, nie jestem naburmuszona, miałam koszmary w nocy i trochę źle się czuję. - wybełkotała smarując kolejnego tosta masłem.
 - Co ci się śniło w takim razie? - nie ustępował.
  - To trochę dziwne... Śniło mi się że śniło mi się że ktoś atakuje Corra, a kiedy się obudziłam Mcgonagall zabrała mnie do dyrektora. Ten za to gadał jakby był jakiś opętany. Mówił coś o jakieś mocy... Hmm, w sumie to nie obchodzi mnie to - powiedziała biorąc gryza kanapki.
 - Kate... To nie był sen... - Hermiona nie kryła zdziwienia. Ciemnowłosa myślała że to całe zajście poprzedniej nocy to był tylko sen.
 - CO?! - wykrzyknęła i aż podskoczyła słysząc swoje słowa. W pewnej chwili straciła równowagę i przechyliła się do tyłu. Już myślała że uderzy głową w kamienną posadzkę, lecz poczuła tylko że oparła się o coś miękkiego.
 - Wow, Kate! Wiedziałem że na mnie lecisz, ale żeby aż tak? - powiedział Fred łapiąc niebieskooką.
 - Ja wcale na ciebie nie lece! - powiedziała podnosząc się z jego objęć i uderzając go lekko w rękę w wyrazie buntu. Zbliżała się dziewiąta. Wszyscy uczniowie niebawem udali się na lekcje.

~*~

   Około dziesiątej Kate zwolniła się z lekcji.  Wpadła jeszcze na chwilę do dormitorium żeby zostawić szaty i przebrać buty. Wybiegła potem z dormitorium i udała się prosto do chatki Hagrida.
   Kiedy była juz blisko domku gajowego, półolbrzym wyjrzał przez okno i wyszedł jej na powitanie. Zamienili kilka słów a potem Hagrid pokazał dziewczynie nowy dom Corra.
Był to jeden duży boks o  ścianach z grubego i świeżego drewna, gdzieniegdzie przewijał się pas metalu w celu umocnienia całej stajni oraz małego składziku dobudowanego obok. Całe zaś miejsce otaczała wysoka na dwa i pół metra siatka i równie wysoka brama. Taki mały wybieg z wysokim ogrodzeniem był niestety konieczny bo zwykły płot na pewno nie powstrzymał by dwumetrowego zwierzęcia. Kate była zadowolona z pracy gajowego, Corr miał obszerne mieszkanko i wybieg na którym mógł się spokojnie rozpędzić. Ponad to cała konstrukcja wtulona była w las, a więc w gorące dni zwierze mogło schronić się wśród drzew.
   Strażnik kluczy pokazał jeszcze niebieskookiej wnętrze budowli, a potem udali się w stronę peronu w wiosce czarodziei.

~*~

   Na stacji zgromadziła się nawet pokaźna grupka ludzi. Większość to byli nauczyciele. Hagrid, Snape, Dumbledore oraz Mcgonagall.  Ludzie którzy mieli "wypakować" Corra z wagonu mieli przyjechać tym samym pociągiem co on.
   Wkrótce w oddali pojawiły się pierwsze kłęby białej pary. Niebawem pojawił się też pociąg, który ciągną tylko dwa wagony. To nie był Exspress Hogwart, ale lokomotywa była bardzo podobna tyle że zamiast czerwonego i czarnego koloru pomalowana była na ciemno zielony. Pociąg zatrzymał się a z osobowego wagonu wysiedli dwaj, mocno zbudowani i najprawdopodobniej pogryzieni przez Corra mężczyźni. Uścisnęli ręce nauczycielom, a do Kate zwrócili się słowami typu "To bydle jest cwane!" albo "Nigdy nie widziałem tak wściekłego zwierzęcia!".  Dziewczynę to zirytowało. Nie znają Corra, więc jakim prawem mówią o nim "bydle"?  
   W końcu pomocnicy odsunęli zasuwy wagonu, zwiesili klapę, odsunęli kraty i na końcu dopiero otworzyli siatkę zabezpieczającą. Jednym ruchem jeden z nich złapał za łańcuch przyczepiony do kolczastego kantara czerwonego zwierzaka. Corr momentalnie zaczął się szarpać, czując nacisk na nosie. Warczał, wył, klekotał i kłapał zębami kiedy mężczyźni wprowadzali go na klapę. Gdy zszedł wreszcie na stały ląd zaczął groźnie tupać i kopać tylnymi nogami. Kate wychyliła się z tłumu i wyciągnęła rękę.
 - Corr? - spytała cicho patrząc na biedne zwierze zakute w łańcuchy, i mające na ciele ślady otarć.
Kelpie spojrzał w jej stronę a kiedy poznał swoją panią począł szamotać się, w celu uwolnienia. Pomocnicy jednak coraz mocniej trzymali łańcuchy. Po chwili szarpaniny jeden z nich odezwał się do Kate:
 - Odejdź dziewczynko! On jest dziki! - oczy ciemnowłosej zalśniły czerwienią. Włosy, od czubka głowy aż po same końcówki oblały się takim samym kolorem co sierść zwierzęcia.
 - Puśćcie go. -  rozkazała.
 - Ale... - odezwali się wszyscy dookoła.
 - Puśćcie go! - powiedziała bardziej stanowczo. Mężczyźni puścili łańcuchy a Corr wyrwał się w stronę Kate. Z gardeł obserwujących wydało się głośnie "Oh!" wyrażające przerażenie. Dziewczyna stała jednak spokojnie czekając aż kelpie podbiegnie do niej. Corr jednak tak szczęśliwy ze spotkania nie zatrzymał się na czas i powalił czerwonowłosą na ziemię, po czym schylił się i zaczął ocierać się o dziewczynę. Uczucie było podobne to łaskotek więc Kate zaczęła się śmiać, na co wszyscy zgromadzeni wytrzeszczyli oczy. Chyba nikt z nich jeszcze nigdy nie widział takiej przyjaźni między dzikim, krwiożerczym zwierzęciem a trzynastoletnią dziewczyną.
    Po chwili Kate, lekko ale stanowczo odkleiła od siebie Corra i poczęła rozpinać grzechoczące na jego  ciele łańcuchy. Po chwili czerwony kelpie stał już "goły" przed wystraszonymi nauczycielami. Opiekunka Corra skierowała się w stronę zamku, a kelpie posłusznie ruszył za nią. Wszystkim obserwującym zrzedła mina, kiedy zobaczyli jak potulne jest to czerwone "bydle".
   Kate, z burzą czerwonych włosów na głowie i czerwonym koniem idącym za nią zmierzała przez leśne drogi aż do chatki Hagrida. Nauczyciele i pomocnicy niosący sprzęt dziewczyny zostali daleko w tyle, ponieważ pewnie nie chcieli żeby Kate usłyszała c jak obgadują zachowanie Corra.  Niech gadają, dzielnej dziewczyny i tak to nie obchodziło.

~*~

   Lekcje dłużyły się w nieskończoność. Kiedy jednak już się skończyły Kate nie chciała juz nic robić tylko położyć się na sofie w Pokoju Wspólnym i leżeć aż do kolacji. Błogi odpoczynek przerwali jej jednak nie kto inny jak bliźniacy Wesley.
- Co tam Kateeee? - spytał Georg siadając obok niej.
 - Nic. - odpowiedziała z zamkniętymi oczami.
 - Ojoj, spać ci się chce? - powiedział Fred robiąc słodkie oczka.
 - Tak. Maże o drzemce.
 - To śpij, kto ci nie da? - powiedzieli chórem.
 - Wy.
   Po tej odpowiedzi w pokoju wspólnym zrobiło się dziwnie cicho. Zmęczona dziewczyna nie wiedziała że bliźniacy spojrzeli na siebie znacząco, uśmiechnęli się i wyszli do swojego dormitorium by za chwilę wrócić ze swoimi różdżkami. Biedna niebieskooka jeszcze nie wiedziała co bracia dla niej szykują. Wyciągnęli w jej stronę różdżki i...
- Aquamenti! - krzyknęli razem. W tej samej chwili Kate odskoczyła wyciągając z kieszeni swoją różdżkę i celując w Freda.
 -  Aquamenti! - wyrwało się z jej gardła i strumień wody wystrzelił w stronę chłopaka nie pozostawiając na nim suchej nitki. Kiedy Kate zaczęła się śmiać z Freda ten ponownie wywołał z różdżki wodę. Georg w tym czasie musiał usłyszeć kroki (o ile to w ogóle możliwie we wrzawie krzyków i śmiechów Kate i Freda) Mcgonagall bo szybko myknął do swojego dormitorium. Obraz Grubej Damy otworzył się a do Pokoju niespodziewanie wpadła profesorka. Niebieskooka i Fred dalej bawili się w najlepsze ochlapując tym samym nauczycielkę.
 - Dosyć tego! - zagrzmiała. Fred i Kate momentalnie przestali. - Follow! Wesley! Szlaban! Jutro w moim gabinecie o siedemnastej! - krzyknęła z oburzeniem po czym machnęła różdżką i w Pokoju zrobiło się sucho. Oczywiście Kate i Fred nadal ociekali wodą. Profesorka wyszła a ciemnowłosa zwróciła się do chłopaka:
 - Ty idioto! Dobrze że nam punktów nie odjęła! - wykrzyknęła, lecz patrząc na mokre włosy chłopaka roześmiała się.  - Ej, Georg się też z nami lał, czemu on nie dostał szlabanu... Uciekł!
 - A to dupek!
 - Jutro jestem na ciebie skazana idioto.
 - Ja na ciebie też idiotko.
 - Czemu idiotko?! Ty zacząłeś!
 - Ale mogłaś nie oddawać. - wzruszył ramionami. Kate za to wzniosła ręce ku niemu i ciężko westchnęła, myśląc przy tym "Że też ja musiałam się zakochać w takim chłopaku". To co rozbrzmiało w jej umyśle zbiło ją zupełnie z tropu. Nie zauważyła wcześniej żeby była zakochana w rudzielcu. Wystraszyła się tej myśli.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Hah, przybywam wcześniej z nowym rozdziałem! :) 

Mam kilka spraw do omówienia...
Po pierwsze. Czy może być taka długość rozdziałów, czy mam pisać dłuższe? 
Po drugie.  Czy chcielibyście żebym dodawała do niektórych postów rysunki Kate i Corra? 
Po trzecie. Nie mogę się doczekać i chce wam wcisnąć tutaj jakiś bal, ale nie wiem z jakiej okazji miałby on się odbyć xD Może macie jakieś pomysły? :3

Z góry was przepraszam za literówki, mój brat miał urodziny i oczywiście poczęstowano mnie szampanem xD 

Czytasz? Zostaw po sobie pamiątkę w postaci komentarza. :) Pozdrawiam :P

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

XI "Trzeba uczcić ten rok szkolny, prawda?"


XI
"Trzeba uczcić ten rok szkolny, prawda?"

    Śniadanie przebiegło im bardzo miło. Wszyscy pałaszowali różne słodkości i wypijali najrozmaitsze napoje.
Kate jednak nie mogła niczego przełknąć. Jedzenie dosłownie rosło jej w buzi, to było oczywiste, objadła się poprzedniej nocy i teraz nie miała siły wcisnąć w siebie nawet płatków z mlekiem.
   Kiedy profesor Dumbledor zabrał głos wszyscy zwrócili głowy w jego stronę. Dyrektor mówił o planie lekcji na dziś. Okazało się że trzecia klasa ma lekcje z piątą. Ale niestety jak na złość, mieli lekcje z ofiarą dowcipu bliźniaków czyli z profesorem Snape'm.
Gryfoni spuścili głowy a na ich twarzach pojawiły się niemrawe grymasy, na co George odezwał się z uśmiechem na twarzy:
 - No to co braciszku? Trzeba uczcić ten rok szkolny, prawda? - mrugnął znacząco do Kate.
 - No a czym to chcecie uczcić? Hmmm...? - powiedziała z uśmiechem Kate.
 - Wagarami oczywiście! - krzyknęli chórem. - Może chcesz iść? - popatrzyli chwilę na Kate a ta chwilę się zastanowiła. W sumie czemu nie? Ten dzień zaczął się tak przyjemnie... W takim razie niech dalej będzie przyjemny! Poza tym dziewczyna nie miała ochoty tak od razu zacząć się uczyć i słuchać na lekcjach. Zatroszczy się o to potem.
 - Pewnie! - powiedziała a Hermiona,  siedząca obok ciemnowłosej, otworzyła szeroko buzię. Nie przewidywała takiego obrotu spraw, nie sądziła że Kate będzie chciała już pierwszego dnia pójść na wagary. Wyglądała na wykształconą i zdolną czarodziejkę więc panna Grenger od samego początku ją polubiła. Teraz jednak się nad tym zastanowiła... Nie, nadal ją lubiła.
   Nagle do stołu podeszła profesor Mcgonagall.
- Kate, mogę cię prosić na słówko?
Pani profesor zaprowadziła ciemnowłosą dziewczynę poza Wielką Salę i przekazała jej wiadomość:
 - Posłuchaj Kate, jutro przyjeżdża ten twój... eh... - westchnęła nauczycielka.
 - Chodzi pani o Corra, tak? - spytała niebieskooka, lekko poirytowana.
 - Tak. Więc chodzi o to że musisz być obecna przy wyprowadzaniu go z pociągu. Bądź o jedenastej przy chatce Hagrida, on zaprowadzi cię dalej.  -  powiedziała szybko.
 - Dobrze, dziękuję. - uśmiechnęła się i odeszła. Potem weszła z powrotem do Wielkiej Sali ale tylko skinęła ręką na bliźniaków. Oni zaś pospiesznie wstali, i zaprowadzili Kate w pewne bardzo dziwne miejsce.

~*~

   Kiedy ich pierwsza lekcja się rozpoczęła a na korytarzach nie było już żywej duszy, grupka wagarowiczów wymknęła się szybko z zamku, którego o dziwo nikt nie pilnował.
   Bracia zaprowadzili Kate do Hogsmade. Fred i George pokazali  Kate do swój ulubiony  sklep. Zatrzymali się przed kolorową wystawą po czym weszli do środka.
   Sklep Zonka upstrzony był różnymi przedmiotami do robienia psikusów. Po dłuuugim oglądaniu dostępnych rzeczy Kate zdecydowała się kupić dwie łajnobomby i peruwiański proszek natychmiastowej ciemności.
   Gdy wyszli zza chmur pierwszy raz w tym dniu wyszło słońce. Panowała przyjemna pogoda a jesienna aura dodawała wiosce uroku. Cała trójka zaś błądziła uliczkami, aż doszli na skraj miasteczka.
 - Co to za budynek? - spytała niebieskooka patrząc na stary dom, albo raczej ruderę. Georg jedzący wtedy lizaka z Miodowego Królestwa chciał coś powiedzieć, więc zająkną się, krztusząc się przy tym śliną. A kiedy jeden z bliźniaków tak sobie kasłał, Fred odpowiedział patrząc w stronę budynku.
 - To? Wrzeszcząca Chata. Podobno jest nawiedzona. - zaczął klepać brata po plecach.
- Eee, to chodźmy stąd, nie ma tu nic ciekawego. Może pójdziemy gdzieś usiąść? - powiedziała chcąc zawrócić.
 - Jak to nie ma tu nic ciekawego?! To najczęściej nawiedzany dom w Wielkiej Brytanii! - zwrócił się do niej Georg.
 - Duchy to nic ciekawego. Poza tym skoro tam straszą to pewnie czują się tam dobrze, po co im przeszkadzać? - machnęła ręką i kontynłowała - Ja widywałam duchy od kąt pamiętam, kilka nawet mieszkało u mnie w domu. Niektóre są dosyć złośliwe, na przykład ten który podłożył mi nogę na schodach.
 - A wiesz że w Hogwarcie też są duchy? - spytał jeden z braci.
 - Tak wiem, po pierwsze, wyczułam je, po drugie, widziałam ektoplazmę między drzwiami lochach, po trzecie, wiedziałam jednego w Wielkiej Sali. Przyszedł przywitać się ze Slytherinem. - odpowiedziała. Po kilku minutach usadowili się na wielkim głazie niedaleko ogrodzenia które oddzielało teren Wrzeszczącej Chaty od drogi do Hogsmade. Jedli różne słodycze, niektóre powodowały uśmiechy na ich twarzach. W końcu jednak musieli już wracać, mieli być w szkole na drugą lekcje, ale okazało się że ona też ich ominęła ponieważ się zasiedzieli.
   Szli tak co chwilę wymyślając jakiś nowy temat do rozmowy, gdy nagle jeden z chłopaków zagadną Kate na temat quidditcha.
 - Grasz? - spytał z zaciekawieniem Fred.
 - Niezupełnie... Ale często grałam z tatą... - posmutniała, te wspomnienia tak bardzo ją bolały. - ... Choć to tylko tak dla zabawy...
 - Wiesz, pewnie niedługo będzie nabór do drużyny. Może się zgłosisz? - spytał Georg uśmiechając się szelmowsko.
 - Tak... Nie... Nie wiem, szczerze mówiąc to nie gram zawodowo, no i dawno nie trenowałam. - zawstydziła się trochę. To już prawie rok, prawdę mówiąc zapomniała już jak się trzyma miotłę. Oddaliła się od tej gry ponieważ bardzo zaangażowała się w prace z Correm. Po za tym jej ojciec również nie miał ostatnio czasu...
 - Spokojnie, spokojnie - Fred poklepał ją po plecach  - Wujek Fred i ciocia Georg pomogą ci w treningach, prawda bracie? - zapytał entuzjastycznie.
 - Hej! Dlaczego ja jestem ciocią?! - zirytował się. Kate zachichotała, cieszyła się na myśl że poznała takich pozytywnych ludzi.
 - Bo nie jesteś taki męski jak ja! - Fred klepną się w pierś i staną na baczność.
 - W takim razie jaki ja jestem?
 - Babski! - wykrzyknęła niebieskooka, a widząc szarmancki uśmieszek na twarzy Georga zaczęła biec sprintem w kierunku zamku.

~*~

   Kiedy doszli do szkoły już rozpoczynała się przerwa. Przemknęli obok nauczycieli prosto na błonia, gdzie bliźniacy zaczepili Olivera Wooda i spytali kiedy odbędzie się nabór do drużyny. Kate ucieszyła się ponieważ okazało się że wydarzenie odbędzie się za pięć dni. Ciemnowłosa zdąży popracować z Correm i potrenować z braćmi Wesley.
   Dzień minął dziewczynie bardzo szybko, ale lekcje strasznie jej się dłużyły. Cieszyła się jedynie z tego że każdą lekcję i przerwę spędzała z Hermioną. Mimo że szatynka sprawiała wrażenie poważnej kujonicy, Kate odnalazła z nią wspólny język. Obie kochały książki i często je czytały, wymieniły się kilkoma tytułami i opiniami na temat swoich papierowych przyjaciół.
   Kiedy tylko niebieskooka odrobiła pracę domową i nadrobiła dwie stracone lekcje, rzuciła się na łóżko i zaczęła pisać notatkę w pamiętniku.

Kochany Pamiętniku,

Dzień miną mi bardzo miło. Uczciłam mój pierwszy rok szkolny w Hogwarcie wagarami z Fredem i Georgiem. Zabrali mnie to pobliskiej wioski czarodziei, gdzie odwiedziliśmy kilka sklepów ze słodyczami i magicznymi psikusami.
Bardzo polubiłam tych chłopaków, i wydaje mi się że ja też przypadłam im do gustu. Razem żartujemy i rozmawiamy jak starzy przyjaciele. Bardzo się cieszę że ich poznałam, z nikim tak dobrze mi się nigdy nie rozmawiało.
Prawie cały dzień spędziłam z Hermioną. Na początku sądziłam że to sztywna kujonica, ale gdy się ją pozna bliżej można z nią pogadać na każdy temat.
Chciałabym też bliżej poznać Ginny, ale jak na razie nie mam za bardzo czasu. Może jutro uda nam się zamienić kilka słów?

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

No i jest. Takie wypociny, jałowe teksty i ogólnie ten rozdział jakiś taki nieciekawy :/

Hmmm... Notki za krótkie? Nic jak na razie na to nie poradzę :/ Ale może kompromis? Postaram się robić dłuższe posty (lecz niczego nie obiecuję xD) ale za to będą rzadziej dodawane. Co wy na to? :P

A następny rozdział dodam jak pod tym postem będzie co najmniej 4 komentarzy. To co? Sprostacie zadaniu?