środa, 11 września 2013

XVII "Droga Kate,"

XVII "Droga Kate,"

  Kate  wstała przed siódmą w bardzo dobrym humorze. Uśmiechnięta od ucha do ucha podeszła do okna i cichutko otworzyła je na oścież. Zawiał chłodny wiatr, który rozwiał czarną czuprynę Kate, i ułożył ją w sobie tylko znaną fryzurę. Kate otworzyła trzeźwe oczy i uśmiechnęła się do świetlistej kuli zwanej Słońcem. Owa gwiazda wschodziła wysoko do góry niczym leniwy kominiarz wspinający się na szczyt budynku.
A skoro o tym mowa...
 - Dzień dobry panie kominiarzu! - krzyknęła radośnie Kate, wychylając się bardzo niebezpiecznie po za okno. Kiedy współlokatorki usłyszały wrzask ciemnowłosej od razu poderwały się z poduszek.
 - Kate? Co ty do diabła robisz? - odezwała się Hermiona zaspanym głosem.
 - Witam się ze słońcem! Dziś jest tak pięknie i rześko! - odpowiedziała entuzjastycznie zza framugi okna.
 - UUgghrr... - zabrzmiało chóralnie.
Kate, stojąc w oknie w piżamie (która składała się z niebieskich majtek i jasnej bluzeczki) wywróciła tylko oczami i wróciła na łóżko. Kiedy usadowiła się na miękkiej pościeli coś sobie przypomniała. Owa rzecz leżała teraz pod łóżkiem starannie wepchnięta pomiędzy kartki pamiętnika. Ciemnowłosa sięgnęła po zeszyt i wysypała z niego dwa listy. Zerknęła na oba na raz. Na pierwszym widniało jakieś nazwisko a na drugim imię Rose. Nastolatka zabrała się za otwieranie pierwszego listu. Kiedy koperta była już rozdarta, z jej wnętrza wychynęła karteczka naznaczona pięknym, zawijastym pismem ciotki.


Droga Kate,

   Piszemy do Ciebie z powodu niezbyt przyjemnej wiadomości. Niestety nie wrócisz do domu na ferie ponieważ wyjeżdżamy do Bułgarii w interesach a Rose zabieramy ze sobą. Wiem że do ferii jeszcze kupa czasu ale chcieliśmy cię po prostu powiadomić że zostaniesz w Hogwarcie na ten czas. Ufam, że nie jesteś na nas zbytnio zła i niedługo się spotkamy.

 Buziaczki Ciocia, Wujek i Rose


   "Phi" pomyślała Kate. "Myślą że będę na nich zła, za to że wyjeżdżają w interesach? Skoro muszą to niech jadą i tak nic na to nie poradzę..." Pomyślała i schowała list z powrotem do notesu. Postanowiła że później wyśle odpowiedź. Dziewczyna sięgnęła po następny list. Ledwie wzięła kopertę do ręki, a imię adresata wywołało u niej zachłyśnięcie się powietrzem. Żeby upewnić się że wzrok ją nie zawodzi, zbliżyła do twarzy list i przyjrzała mu się z niedowierzaniem. Pisał do niej nie kto inny jak Cassio Roswell, jej najlepszy przyjaciel sprzed lat. Ah, ile by dała żeby go teraz zobaczyć! Tak dawno się nie widzieli. Cas, był jej najlepszym przyjacielem, prawie bratem, kiedy mieszkała jeszcze na wyspie zwanej Prowos. To miejsce odgania od siebie każdego kto tam przypłynie, choćby na chwilę. Dlaczego? Bo sama zimna plaża cuchnie krwią. Co roku na wyspie odbywa się wyścig dookoła plaży na... Kelpiach. Dlatego Kate i Cas znaleźli tam swój raj na ziemi, od dziecka uczyli się jeździć, przebywać, kochać. Mieszkała tam zaledwie sześć lat, i miała zaledwie sześć lat kiedy pierwszy raz wsiadła na prawdziwego kelpie, starą, wysłużoną klacz Edanę.
   Ciemnowłosa zamknęła oczy i przez myśli przebiegło jej te całe sześć lat. Ale nie wszystkie chwile były szczęśliwe. Przypomniała sobie ich rany, które zadały im kelpie, złamania, płacz i wreszcie najgorsze. Śmierć rodziców Casa. Opiekunowie chłopca zginęli dwa dni przed przeprowadzką Kate do Anglii, nic nie dało się już zrobić. Chłopiec został sam. Po zaledwie roku napisał do dziewczyny pierwszy list i oznajmił w nim że zaopiekował się nim właściciel prestiżowej stajni kelpie i zatrudnił go jako stajennego. Wtedy pisali do siebie tylko dwa lata i kontakt się urwał.
   Kate stanęły łzy w oczach. Co ona by dała żeby znów się z nim zobaczyć!
  Szklistymi oczami spojrzała na wymiętą kopertę i otworzyła ją bardzo ostrożnie. Wyjęła karteczkę i zaczęła czytać.


Droga Kate,

    Mam nadzieję że mnie jeszcze chociaż trochę pamiętasz. Dosyć nie dawno otrzymałem wiadomość o śmierci twoich rodziców. Wtedy zacząłem do Ciebie pisać, aczkolwiek nie wiem czy te lisy kiedykolwiek do ciebie dotarły... Ale teraz, kiedy dowiedziałem się że chodzisz do Hogwartu, od razu do ciebie napisałem. Chciałem dowiedzieć się co tam u Ciebie, jak sobie radzisz i czy nadal kochasz zwierzęta które pokochaliśmy owych pamiętnych dni kiedy jeszcze mieliśmy siebie na co dzień.

  Pewnie zadajesz sobie pytanie co u mnie? A więc, nadal pracuję w stajni tego nadentego bogacza, ale nie mieszkam już u niego. Pamiętasz jeszcze stary Domek na Cyplu, który sami dekorowaliśmy? Właśnie tam się osiedliłem, i wiesz co, powiem ci że prawie nic się tam nie zmieniło. Myślę że chciałabyś się o tym przekonać, więc chciałbym Cię zaprosić do siebie na wakacje. Co ty na to? Niestety, jest jeden warunek. Musisz pracować, ale załatwiłbym prace w stajni. To jak będzie? Wiem że do wakacji jeszcze daleko, ale już chciałbym dostać od ciebie odpowiedź.

 Kocham Cas.


Kate rzuciła się w stronę ryzy kartek leżącej nieopodal łóżka Ginny. Wzięła pospiesznie jedną z nich i rzuciła się w wymiętą pościel. Sięgnęła jeszcze raz pod łóżko w poszukiwaniu pióra i zaczęła odpisywać na list:


Kochany Casie,

   Oczywiście że cię pamiętam, i nawet nie wiesz jak za Tobą tęsknię! Muszę przyznać że twój list był dla mnie wielkim zaskoczeniem, byłam przekonana że kontakt z Tobą straciłam na dobre. Co u mnie? Jak sobie radzę? Teraz wszystko jest w porządku. W Hogwarcie poznałam nowych przyjaciół i zdążyłam już tutaj trochę nabroić. Rzecz jasna, nie wyrzucili mnie jeszcze ze szkoły, ale jeżeli nadal w pobliżu moich wygłupów (lub czasem przypadkowych wpadek) będą nauczyciele, spodziewaj się mnie na Prowos w pobliżu Domu na Cyplu.

   Co do pracy i przyjazdu... Oczywiście! Tylko nie wiem za bardzo, kiedy będę wolna, na tyle żeby przyjechać na wyspę i cię odwiedzić. Może w wakacje? Co ty na to?

  Myślę że taka odpowiedź na razie ci wystarczy, ale następnym razem chcę porozmawiać z Tobą nie na papierze. Chcę usłyszeć twój głos i zobaczyć jak się zmieniłeś przez te wszystkie lata.


Całuję Kate.


   Dziewczyna sięgnęła po kopertę, zaadresowała ją i wepchnęła do środka korespondencję. Włożyła oba listy do notatnika i schowała pod łóżko. Postanowiła że od razu po śniadaniu uda się do sowiarni żeby wysłać list. Tym czasem, wyobrażając sobie Casa, starszego, wyższego i na pewno bardziej doświadczonego w pracy z kelpiami, zabrała się za robienie porannej toalety.

            ~*~


   Jak pomyślała, tak zrobiła. Od razu po śniadaniu Kate znalazła się w sowiarni i wysłała obie odpowiedzi. W liście do wujostwa napisała że nie gniewa sie, i na pewno czas ferii w Hogwarcie minie jej bardzo miło.
Kiedy dziewczyna udała się na Transmutację, po drodze widziała nieco zagubioną twarz Freda. Chciała do niego podejść i się przywitać, ale stwierdziła że wolałaby to zrobić później, ponieważ rudzielec wyglądał na bardzo zamyślonego.

   Lekcja Transmutacji, minęła ciemnowłosej na rozmyślaniu na temat tego że nie spotkała się dziś w ogóle ze swoją "paczką". Na śniadaniu siedziała sama, a posiłku od razu, niemal wybiegła, by wysłać odpowiedzi na listy. Nastolatka zamknęła książkę i oparła na niej głowę, powoli przymykając oczy i odpływając do krainy snów. Kiedy się obudziła uczniowie pośpiesznie udawali się na obiad. Kate zrobiła to samo, a na posiłku pojawili się już jej przyjaciele. Zamienili kilka słów na temat tego dlaczego się nie widzieli. Otóż, Hermiona, Ginny, Harry i Ron, przyszli na śniadanie trochę później niż zwykle i po prostu minęli się z ciemnowłosą.

   Kiedy Harry i Ron odeszli, pod pretekstem omówienia strategii najbliższego meczu quiddicha, Ginny odezwała się nakładając sobie deser i patrząc na uśmiechniętą od ucha do ucha Kate.
 - Kate, co taka wesoła?
 - Ah, jest taki piękny dzień! Dlaczego mam się smucić? Zważając na to, czego się wczoraj dowiedziałam, powinnam tryskać radością póki jeszcze mogę.
 - Ale czego się wczoraj dowiedziałaś? - spytała  Hermiona nalewając sobie soku dyniowego.
 - Że jestem jak elektrownia...Że jestem śledzona.... Że dyrektor nie wie jak ma nazywać Czerwoną magię... Że codziennie na mnie polują...Że mam nie dać się złapać i... A no tak, bardzo zagrażam Harremu, bo niejaki pan Lord  Voldemord chce mnie złapać, zabrać magię i zabić wybrańca... Więc co za tym idzie? Będę szczerzyć się do bladych ścian, pleść wianki i nosić je na głowie, śpiewać, wesołe elfie piosenki, i roznosić radość gdzie tylko się da! - ostatnie słowa skwitowała szerokim uśmiechem, machnięciem w górę rękoma i teatralnym westchnieniem, którego nie powstydziłaby się naga nimfa, błądząca po lesie z waty cukrowej, i oprowadzana przez wesołe bańki po Krainie Wiecznej Radości.
   Dziewczyny wytrzeszczyły oczy, by dać dziewczynie do zrozumienia że ma im to teraz powoli i szczegółowo wyjaśnić.
Po tej krótkiej, ale treściwej pogadance, Hermiona, chcąc zmienić temat, wróciła do tej wczorajszej zabawy w kotka i myszkę, gdzie Fred był kotem, a Kate myszą.  Szatynka chciała wprowadzić rozmowę na luźniejsze tory, jednak niezbyt jej się to udało. Kate nadal nie chciała poruszać tego tematu, aczkolwiek odpowiedziała na pojedyńcze pytanie dziewczyn:
 - Co zamierzasz z tym zrobić? - spytały jednocześnie.
 - Kompletnie nic. Jak już mówiłam, mam zamiar cieszyć się życiem póki jeszcze mogę, a Fred w niczym tu nie przeszkadza. - odparła, biorąc kęs soczystej brzoskwini, którą zafundowała sobie dziś jako deser. Ogarniając wzrokiem całą Salę natrafiła na drzwi wejściowe którymi wchodzili właśnie bliźniacy Wesley, po zakończonej naradzie na temat meczu.
   Fred, widząc nastolatkę zajadającą sie brzoskwinią, usiadł obok i objął ramieniem.
 - Hej, jak tam? - spytał z zawadiackim uśmiechem, czekając na wybuchową reakcję Kate. Dziewczyna jednak nic mu nie zrobiła, ani nawet nie raczyła się odezwać, na jej głowie tylko znów pojawił się różowy kolor. To mówiło samo za siebie. - Chyba bardzo dobra ta brzoskwinia. Dasz gryza? - spytał ciągle przewiercając ją wzrokiem, na wylot.
Kate odpowiedziała lekkim ruchem głowy i włożyła (czyt. wepchnęła z impetem) brzoskwinię do swojej szklanki z sokiem dyniowym. Cholera wie, jak ta dziewczyna ją tam zmieściła!
 - Może teraz chcesz spróbować? - odpowiedziała, obdarzając rudzielca szerokim uśmiechem.
 - Co ona dzisiaj taka cała w skowronkach? Ciągle się uśmiecha! - Fred pokazał na Kate, pytając zgromadzonego ogółu. Dziewczyny opowiedziały wszytko Wesleyowi na co ten powiedział tylko:
 - Oj, biedna ty... - i chciał ucałować ciemnowłosą w głowę, lecz ta odsunęła się zgrabnie i z uśmiechem numer trzy, odpowiedziała:
 - Na za dużo sobie nie pozwalasz, kotku? - poklepała rudzielca po policzku, w geście który miał oznaczać że nastolatka najzwyczajniej sobie z niego kpi. - A teraz przepraszam, idę dokarmiać tęczą głodne jednorożce. - zarzuciła włosami i odeszła w podskokach.

~*~

   Kate żekomo poszła dokarmiać jednorożce, lecz w rzeczywistości udała się do skrzydła szpitalnego, gdzie pani Pomfrey miała zdjąć jej gips. Była już nie daleko kiedy uświadomiła sobie że Corr już ponand miesiąc nie jeździł pod siodłem. To było niesprawiedliwe, jak mogła aż tak zaniedbać swojego przyjaciela. Zacisnęła pięści i pomaszerowała dalej. Kiedy była już w skrzydle szpitalnym, poprosiła szybko panią Pomfrey o zdjęcie gipsu, a kiedy było już po wszystkim w podskokach udała się do stajni Corra.
   Czerwony koń, był wypuszczony na wybieg i właśnie wąchał jakieś korzonki. Kate szybko otworzyła kłódkę, uchyliła lekko bramę i wślizgnęła się do środka wybiegu. Rzuciła się Corrowi na szyję, tuląc się w jego czerwoną grzywę. Koń przyłożył do jej pleców swój łeb i przymkną oczy. Dziewczyna pomyślała że nie może dłużej zwlekać z jazdą i szybko puściła zwierzaka i pobiegła do siodlarni zabrać sprzęt. Przed założeniem granatowego pleda i siodła, dziewczyna pociągnęła szczotką grzbiet Corra, ściągając z niego warstwę kurzu. Cisnęła miękką szczotkę w koszyk z kosmetykami i wrzuciła siodło na dwumetrowego rumaka. Zapięła popręg i zabrała się za zakładanie ogłowia. Kiedy Corr przyjął wędzidło, Kate spuściła strzemiona i wskoczyła na grzbiet zwierzęcia.
Nakazała Corrowi iść w stronę bramy, podczas gdy ona zakładała rękawice jeździeckie, które dotychczas schowane były w kieszeniach jej beżowych bryczesów. Kiedy byli już blisko wyjścia Kate pchnęła bramę i wyjechała na otwartą przestrzeń. Rozejrzała się krótko po okolicy i Pomyślała że nie będzie jeździć po pagórkowatym terenie do okoła zamku, bo w takich warunkach nie będzie mogła dość szybko galopować. Spojrzała za siebie i zobaczyła bramę wybiegu, stajenkę a za nią przrarzający ogrom Zakazanego Lasu. Znów odwróciła głowę w przód, a jej wzrok tym razem padł na rozległe jezioro. Każdy detal krajobrazu Kate obejrzała jak najdokładniej się dało, ale dostrzegła tylko kamieniste wybrzeże i płytką, szarą wodę.
Słońce nagle wychynęło zza jednego obłoczka, a dziewczyna przysłoniła dłonią oczy i przymknęła je, starając się uchwycić ostrość jakiej nie powstydziłby się żaden kot. Omiotła raz jeszcze jezioro zrezygnowanym spojrzeniem, kiedy jej uwagę przykół... Kawałek plażyczki?
Czym prędzej Kate ściągnęła wodze i ścisnęła boki Corra nogami, a ten zaskoczony kwikną tylko i rzucił się do biegu. Czarnowłosa objechała część jeziora i dotarła do swojego celu. "Plażyczka" nie okazała się wcale taka mała bo miała podad dwa kilometry, ale cóż się dziwić z tak dużej odległości ludzie widzą różne rzeczy.
Kate przejechała się kłusem dookoła plaży żeby sprawdzić czy nie ma jakiś dołków lub wystających korzeni o które Corr mógłby sobie zrobić krzywdę. Kiedy dotarła już na sam koniec nowo odkrytego miejsca, zwróciła się w przeciwną stronę. Nachyliła się nad szyją konia i szepnęła mu do ucha:
 - Teraz się rozpędzimy... - i szarpnęła znacząco za wodze - Zobaczysz, znów poczujemy się wolni... Znów będziemy ścigać się z wiatrem, znów będziemy jednym oddechem, biciem, ciałem. Dalej! - wykrzykując ostatnie słowo dała kelpie znak żeby ruszył. Corr podniósł do góry przednie kopyta i ruszył dzikim cwałem, zostawiając za sobą kłęby piachu.
- Łuchu! - wykrzyknęła czarnowłosa wznosząc wzrok ku górze. Otworzyła oczy i spojrzała w niebo. Było zachmurzone, tak jak zawsze na Prowos. Wtedy poczuła ten dreszcz, który czuła każdego dnia na wyspie kiedy chłodny wiatr bawił się jej włosami. Znów przymknęła oczy i poczuła się nagle jakby była tam z nim, jakby cofnęła się w czasie.
Nie wiedziała, że dosłownie w tej samej chwili pewien czarnowłosy chłopak poczuł dokładnie to samo...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Witam :*
Łapcie nowy rozdział i czytajcie :)
A jak już przeczytacie, napiszcie w komentarzu jak wam się podoba nowa postać :) Wiem, wiem, mało o niej wiemy jak na razie, ale chcę po prostu wiedzieć czy jest sens rozwijania wątku o Casie ;)

Pozdrowionka kochani :*



poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Podziękowania :)

Podziękowania :)

Chcę poświęcić tego posta na podziękowanie użytkownikowi Czekoladowa_Poziomka,
za zrobienie pięknego nagłówka i pomocy w jego umieszczeniu ;) <3 

Więc jak wam się podoba nowy wygląd bloga? :)

wtorek, 16 lipca 2013

XVI "Ona i Fred"

XVI
"Ona i Fred"

   Kate ledwo doczłapała do Wieży Gryffindoru. Tuż przed obrazem Grubej Damy zdjęła buty i rozpuściła włosy. Na bosaka doszła do dormitorium gdzie spały już smacznie Hermiona i Ginny. Ciemnowłosa bez entuzjazmu padła na łóżko, nadal w głowie mając dzisiejszy bal. Poszła tam z Fredem, śpiewała, i... Nie, tego na pewno nie będzie wspominać. Niebieskooka próbowała odrzucić z całej siły tą myśl, lecz ta była silniejsza i, i tak  przemknęła jej do głowy. Tańczyła z Fredem i nawet się do niego przytulała! Ciekawe czy ktoś to widział? Kate, ty idiotko! Oczywiście że ktoś to widział! Cała sala to widziała! Czy teraz będą się z niej śmiać? Czy wyśmieją ją tylko dlatego że była na balu z kimś, kto jej się na prawdę podoba? Nie, dlaczego mieliby to zrobić? "Co się ze mną dzieje?" przeszło jej przez myśl. Zamknęła oczy i głęboko odetchnęła. Czy tak to jest jak się zakochasz?
  Z rozmyśleń dziewczynę wyrwał dźwięk pukania do drzwi. Wstała niechętnie i podeszła do drzwi. Otworzyła je i spojrzała na rudą czuprynę. To był Fred.
 - Cześć. - odezwał się.
 - Cześć... - odpowiedziała Kate spuszczając wzrok.
 - Niemiałabyś ochoty pójść ze mną na spacer? - spytał. - Pomyślałem że nie możesz zasnąć tak jak ja, no i... Jestem. - uśmiechną się nieśmiało. Niebieskooka pomyślała przez chwilę że Fred zabierze ją gdzieś by wyznać jej miłość i w pewnym momencie się wystraszyła. Jak by to wyglądało? Ona i Fred. Ona i Fred. Ona i Fred. Ona...
 - To idziesz? - odezwał się znowu.
 - Tak, już. Tylko pójdę po buty. - odeszła i zaczęła szukać trampek (coś typu converse wysokie). Znalazła je pod łóżkiem, gdzie ich miejsce. Ciemnowłosej przeszło przez myśl żeby przebrać się w jakieś spodnie i zwykły T-shirt, ale stwierdziła że nie ma na to czasu. W biegu złapała jeszcze biały, wełniany sweter i narzuciła na siebie. Mijając lustro, zerknęła na swoje odbicie i zobaczyła że wygląda jeszcze głupiej niż przed balem. Dzięki swetrowi wyglądała jakby miała na sobie spódniczkę a nie sukienkę. Trampki na jej nogach dodawały chaotyczności co jeszcze wzmacniały rozczochrane włosy. Spojrzała na swoje oczy. Były wyraźne i trzeźwe, ponadto aż świeciły niebieskością. Dziewczyna odwróciła się w stronę drzwi i poszła w tamtą stronę. Gdy tylko wyszła poczuła że coś chwyta ją za rękę. Poczuła dziwne ciepło przechodzące z jej dłoni ku skroniom. Uff, zrobiło się gorąco. Dziwnie, nigdy wcześniej się tak nie czuła. Spojrzała na nadgarstek trzymanej przez Freda ręki. Pozornie wyglądające żyły zaczęły rozchodzić się aż do przedramienia czerwieniąc się i napinając pod wpływem jaśniejącej krwi. Magia.
   Kate uwolniła z uścisku rękę i przybliżyła do oczu.
 - Co się dzieje? Przecież cię nie zjem. - odezwał się chłopak.
 - Wiem, patrz. - pokazała nadgarstek. Fred zrobił wielkie oczy. To wyglądało okropnie, i na dodatek rozprzestrzeniało się po całym ciele dziewczyny.
 - Musisz iść z tym do lekarza. - powiedział półgłosem.
 - Nie, no co ty! Nie ma mowy, to zaraz przejdzie, zobaczysz. Chodźmy już. - i skierowali się w stronę dziedzińca. Kiedy już tam byli, usiedli na jednej z ławek i mocniej otulili się swetrami.  Wiał zimny wiatr, który czochrał im włosy, ale poza tym było nawet ciepło jak na tak późną godzinę. Kate włożyła ręce do kieszeni swetra i spojrzała na niebo. Nie było w ogóle chmur, co pozwalało dojrzeć nawet najbardziej odległą od Ziemi gwiazdę. A księżyc...Ach, ciemnowłosa jeszcze nigdy nie widziała tak pięknego księżyca. Świecił jasno, rzucając na kamienny dziedziniec niebieskawą poświatę.
 - Naprawdę uważam że powinnaś coś z tym zrobić. - Fred spojrzał na dziewczynę i podniósł jej rękę bliżej swojej twarzy. Czerwone żyły nie znikały. Chłopak, w niebieskawej poświacie księżyca, przyjrzał się bardziej bladej skórze dziewczyny. - Kate zrób z tym coś. - odezwał się znowu. - To wygląda okropnie.
 - Fred, uwierz mi, nic mi nie jest. - powiedziała przyglądając się z udawanym zaciekawieniem gipsowi na swojej drugiej ręce. Podpisy były już słabo widocznie, wyglądały bardziej jak rozmazane kleksy z atramentu.
 - Follow! A co jeśli jesteś na coś chora? - odparł puszczając jej rękę.
 - Nie jestem na nic chora. Ja nigdy nie choruję. Zdarzają mi się tylko urazy mechaniczne i alergie.
 - Jak to? Nigdy nie byłaś chora?! - Fred nie krył zaskocznia.
 - To dzięki Czerwonej Magii. Te żyły to też pewnie przez to. - uśmiechnęła się blado. Fred spojrzał na nią i już nic nie powiedział. Widać było że chciał by coś zrobić, ale czuje się niezręcznie lub wręcz, boi się zadziałać. Speszył się. Kate nie wiedziała co robić, zaczęło jej się robić głupio i już miała wstać i podziękować, lecz...
 - Kate? -spytał.
 - Tak?
 - Słuchaj, bo ten, ja chciałem... no... - czy on się jąka? Naprawdę się jąka! Naprawdę nie może z siebie wykrztusić słowa. To dziwne.
 - Fred, wszystko dobrze? - spytała, spoglądając na rudzielca.
- Nie... Tak, to znaczy. Chciałem cię o coś zapytać
 - Wal śmiało. - powiedziała z  uśmiechem.
 - Więc... Będziesz ze mną chodzić? - powiedział po chwili.
 - Gdzie mam z tobą chodzić? - Kate udawała że nie rozmunie.
 - Po bułki, wiesz! - parskną śmiechem, Kate również. Cała sytuacja wydawała się napięta i niezręczna dla nich obojgu a jednak śmiali się do łez. Trwali w takim stanie, chyba przez całe pięć minut, aż w końcu Fred powtórzył pytanie.
 - Fred, ja nie chcę się z nikim wiązać. Nigdy tego nie robiłam, nigdy nawet o tym nie myślałam. Poza tym, tak dobrze mi się z tobą rozmawia i tak bardzo cię lubię, nie chciałabym tego zniszczyć. - powiedziała szczerze. Naprawdę nigdy nawet przez myśl jej nie przeszło żeby była z kimś w związku. Sądziła że będzie tylko ona, przyjaciele i Corr. 
 - Skoro tak bardzo mnie lubisz, to czemu nie możemy być razem? - spytał zbity z tropu. Jeszcze żadna dziewczyna mu nie odmówiła, i nigdy nie czuł się przy żadnej tak niezręcznie. To była nowa sytuacja dla ich obojga.
 - Bo...
 - Kate. - złapał ją za ręce i popatrzył w oczy. - Zaufaj mi to nic strasznego. Nie próbuj nawet wmawiać mi że się nie boisz! Wiem, że tak. - przybliżył twarz to jej twarzy, cały czas patrząc jej głęboko w oczy i prawie w ogóle nie mrugając,  oczarowując ją swoim spojrzeniem. Kate nawet nie zauważyła kiedy jej usta zetknęły się z ustami chłopaka. Zamknęła oczy i w mig w jej głowie pojawiła się wątpliwość. "Co ja robię?! Miałam go spławić!",  jednak nie mogła. Kiedy wpatrywała się w ciepłe, czekoladowe oczy Freda zupełnie zapominała o tym że była zbuntowaną dziewczyna, która patrzyła na chłopców jak na przyjaciół a nie jak na słodkich, umięśnionych przystojniaków, na widok których zaczyna się ślinić. Hej Kate! Heeej Kateee!! Kate!!!
   Dziewczyna szybkim ruchem odkleiła się od chłopaka i spojrzała na niego z politowaniem. "Skończony idiota" pomyślała.
   Fred nagle parskną śmiechem, przyglądając się włosom Kate.
 - Co cię tak bawi? - powiedziała z lekkim wyrzutem - Dopiołeś swego! Pocałowałeś mnie, a teraz się ze mnie śmiejesz, właśnie tego się bałam. - spuściła wzrok.
 - Ale nie o to chodzi, patrz! - chwycił za kosmyk jej włosów i przysunął jej do oczu.  Nie uwierzycie, ale... Jej włosy były RÓŻOWE! Kate zaczęła się śmiać na całe gardło. Co to ma niby oznaczać? Nie mogła tego zrozumieć, śmiała się aż w końcu zaczęło jej brakować tchu. Różowe włosy, haha, ma różowe włosy. Zakochała się. Zakochała się...
    Kiedy obydwoje się uspokoili nastała chwila ciszy. Fred drgnął nagle, jakby mu się coś przypomniało i sięgną do kieszeni. Trzymał w rękach coś co przypominało zdjęcia zrobione polaroidem. Rudowłosy pokazał dziewczynie ruszające się zdjęcia które przedstawiały osoby obecne na balu.  Na jednym ze zdjęć, Kate rozpoznała Ginny tańczącą z jakimś ciemnowłosym Krukonem. Nie znała go.
 - Nie poszczęściło jej się. - odezwał się Fred. - Wybiegła zaraz po trzeciej piosence.
 - Oh, ale mi teraz głupio... Powinnam tam być. - powiedziała zasmucona.
 - Nie martw się, przecież oni kazali ci śpiewać.
 - Może masz rację. Pogadam z nią później. - powiedziała spoglądając na następne zdjęcie. Przedstawiało ono przytulającą się parę. Czarnowłosa dziewczyna była przytulona do klatki piersiowej chłopaka, a on trzymał ją za rękę i opierał czoło na jej głowie. Patrzył w obiektyw z łobuzerskim uśmieszkiem i śmiejącymi się oczami. Dziewczyna wyglądała jakby spała, miała przymknięte oczy i lekko się uśmiechała. Nagle Kate dostrzegła że obrazek przedstawia ją i Freda, podczas balu, bujających się w rytm niemej muzyki. Tak pięknie wyglądali.
 - Ładne zdjęcie. - uśmiechnęła się ciemnowłosa. Znowu zawiał zimny wiatr, na co dziewczynę przeszedł dreszcz. Było jej już zimno, i czuła się bardzo śpiąca. Kate wstała, pogładziła materiał czarnej sukienki i odezwała się do Freda - Ja chyba już pójdę, jestem zmęczona. To narazie. - ciemnowłosa odeszła cicho w stronę wejścia do zamku. Już miała puścić się szybkim krokiem w stronę wieży Gryffindoru, kiedy zatrzymał ją głos Freda.
 - Kate.
 - Tak? - odwróciła się do niego.
 - Mam jakąś szansę? - spytał, uśmiechając się smutno. Jeszcze nigdy go takiego nie widziała. Oczywiście, zdawała sobie sprawę z tego, że nie zna Freda przez całe życie, ale wiedziała że "smutne uśmiechanie" nie leży w naturze rudzielca. Ponadto nie chciałaby żeby chłopak był smutny lub zawiedziony z jej powodu.
 - Niech ci będzie. - odeszła bez pożegnania. Fred zobaczył tylko jej różowe włosy znikające za framugą ogromnych drzwi... 

~*~

    Kate sięgała właśnie po tosta, kiedy zobaczyła Freda wchodzącego do Wielkiej Sali.
 - Kryjcie mnie! - wrzasnęła do paczki przyjaciół, dając nura pod stół i tym samym wprawiając stół w drganie, co z kolei spowodowało wylanie się soku pomarańczowego na plecy dziewczyny. Kate czym prędzej podciągnęła kolana pod brodę i patrzyła jak Fred siada  na jej miejscu. Słyszała urywki rozmów i modliła się żeby przyjaciele jej nie wsypią.
 - Poczta! - powiedział ktoś siedzący przy stole. Dziewczyna odczekała chwilę po czym znowu usłyszała strzępek rozmowy.
 - To do Kate. Przechowam dla niej. - odezwał się Fred.
 - Nie! - wyrwało się Hermionie - Ja to wezmę, Kate jeszcze nie zeszła z dormitorium. Zaniosę jej to. - powiedziała i dyskretnie podała ciemnowłosej dwa listy pod stołem. Kate ukryła je w kieszeni.
 - Fred zobacz! - ktoś się odezwał - Georg do ciebie macha, chyba coś się stało. Idź zobacz co.
 - Gdzie? Nie widzę.
 - Tam obok stołu Krukonów. No idź! - to Hermiona, wygoniła Freda i skinęła ręką żeby Kate wyszła spod stołu. Tak też uczyniła, po czym rzuciła się w stronę wyjścia. Szatynka pobiegła za nią.
   Zanim rudzielec zdążył wrócić do stołu, dziewczyn już nie było. Siedziały już na łóżkach w swoim dormitorium i rozmawiały.
 - Czemu unikasz Freda? - spytała w końcu Hermiona.
 - Bo my... ee...
 - No co? Mów.
 - My się... - wzięła głęboki oddech - Całowaliśmy.
 - Nie gadaj! - wrzasnęła Hermiona. W tym samym momencie drzwi dormitorium otworzyły się, a w nich stanęła Ginny.
 - Co robiliście?! - wrzasnęła i czym prędzej rzuciła się na łóżko obok ciemnowłosej. - Opowiadaj!
 - No, ale ja nawet tego nie pamiętam...
 - Jejku! Jak można czegoś takiego nie pamiętać! - dziewczyny  nie kryły zdziwnienia. Rzeczywiście, Kate nie pamiętała. Nie pamiętała prawie nic z tego siedzącego spaceru z Fredem. Tamtejsze wspomnienia zasnuły się gęstą mgłą, która zaćmiła cały jej umysł. Może to przez tą niespodziewaną propozycję złożoną przez Freda? A może to wszytko dzieje się zbyt szybko?
 - Dobra, rozumiem że to dziwne, ale nie mam ochoty o tym teraz rozmawiać. Muszę to wszystko teraz przemyśleć, bo zaczynam czuć się jakbym grała w jakiejś komedii romantycznej. - westchnęła ciemnowłosa.
 - Czyli teraz można was nazwać parą? - spytała Ginny.
 - Właśnie nie jestem pewna. Chyba jak na razie nie będę zbytnio tego okazywała. Wiecie to dla mnie nowa sytuacja i nie bardzo wiem jak mam się zachowywać. Ehh... - położyła głowę na poduszce i przymknęła oczy. - Porąbane to wszystko...

~*~

   Kate szła korytarzem kiedy natknęła się na profesora Snape'a który zaprowadził ją prosto do gabinetu dyrektora. Dziewczyna usadowiła się na krześle które jej wskazano i wpatrywała się ze zdziwieniem w grupkę nauczycieli. Co znowu zbroiła? Czyżby ktoś ją wrabiał?
 - Nie domyślasz się dlaczego tu jesteś? - spytał dyrektor.
 - Nie, panie profesorze.
 - Więc może wytłumaczę? Widzisz wezwaliśmy cię tutaj żeby uświadomić ci jak bardzo dużo masz swobody. Otóż, chcemy ci powiedzieć coś o twojej przeszłości, jak to wszystko się zaczęło, jak żyłaś przez te wszystkie lata i dlaczego jesteś obdarzona tym niezwykłym darem - Czerwoną Magią.
Więc, może zacznę od tego że gdy miałaś niespełna rok, twoi rodzice zabrali cię na wyprawę w Latające Góry Troflit. Istny raj dla poszukiwaczy przygód. Drogocenne kamienie, skarby, piękne widoki. Ale do rzeczy, twoi rodzice znaleźli coś, co dało ci Czerwoną Magie, ale oni sami nie wiedzieli co. Wiele razy ich przesłuchiwano, wiele razy wracano do tej sprawy, i wiele razy śledztwo kończyło sie fiaskiem...
Od tamtej pamiętnej wyprawy w góry zaczęły się twoje ataki, coraz częściej wpadałaś w letarg, powodując lewitacje różnych przedmiotów w twoim otoczeniu. Ministerstwo coraz bardziej zaczęło się tobą interesować i prowadzić badania na temat twojej przypadłości, jeżeli to w ogóle można tak nazwać. Badania doprowadziły do tego, że dowiedzieliśmy się że jesteś jak... - zawiesił na chwilę głos i spojrzał w sufit, jakby tam miał znaleźć odpowiedz. - Jesteś jak elektrownia. W twoim ciele zachodzą takie przemiany, że gdybyś tylko wykorzystywała całą swoją moc, mogłabyś zasilić niejedno duże miasto, a nawet i kilka na raz.
Ale najgorsze jest to... Że ktoś bardzo zły chciałby posiąść tę moc. Chyba domyślasz się kto? Więc, kiedy było to już wyraźnie widać, Ministerstwo zapewniło ci pewien rodzaj ochrony. Szpiegowali ciebie i twoją rodzinę bez przerwy, chronili tak cenne źródło energii jakim jesteś.
Potem twoi rodzice zdecydowali się zapisać cię do szkoły magii. Pojechałaś do Deumstrangu i tam rozpoczęłaś naukę. Oczywiście, nadal byłaś obserwowana. Tam miewałaś częstsze napady, zgadza się? - Kate przytaknęła. Oczywiście że miała wtedy częstsze napady. Dlaczego? Dlatego, że w poprzedniej szkole było o wiele więcej osób które śmiały się z jej czerwonej czupryny. To powodowało że zachodziła się furią i nie dawała potem za wygraną. Każdy kto jej dopiekł, musiał ponieść karę. Potem napastnicy przez długie miesiące chodzili z obolałymi kończynami i nawet nie ośmielili się podejść do czarnowłosej.
Dumbledore kontynłował. - Następnie rodzice postanowili przenieść cię tutaj, ale kilka dni przed twoim przyjazdem zostali zamordowani, przez ludzi Czarnego Pana... Teraz cała nadzieja w tobie i w ludziach którzy cię od tak dawna pilnują. Kate. Nie daj się złapać..

~*~

   Zanim Kate wyszła z gabinetu dyrektora, uczniowie schodzili się już do dormitoriów po obiedzie. Dziewczynie przeszło przez myśl że też powinna pójść wrzucić coś na ząb, ale jej nogi wiedziały lepiej i tylko posuwały ją coraz dalej pustym korytarzem, nie dając szansy na sprzeciw.

   W tym momencie ciemnowłosa nie czuła zupełnie nic. Szła tylko z opadniętą szczęką i pustym wzrokiem niewiadomo gdzie. Cichutko w jej głowie krzyczał głos który próbował jej uświadomić czego się przed chwilą dowiedziała. Była obserwowana. Ministerstwo prowadzi nad nią badania. Śmierciożercy chcą ją złapać i zabrać jej moc... Jej życie jest chore.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

BUUUUM! Powracam! ;D
Kończyłam pisać ten rozdział w hotelu, w kawiarni, jedząc paluszki ;p 
Pozdrowienia z Pomorza! :*




czwartek, 30 maja 2013

Uwaga!



Niestety muszę to zrobić :( na czas nieokreślony zawieszam bloga. Dlaczego? Po pierwsze, chyba mam depresję (albo jakąś jej odmianę) :( Po drugie, opuściła mnie wena. Chodzi o to że utknęłam na jednej kwestji Dumbledor'a i nie mogę jej skończyć. Nie wiem co dalej :( Po trzecie, zaczęło się poprawiadnie ocen... No i nie mam w ogóle czasu na pisanie :(
Może wrócę za dzień lub dwa, a może dopiero w wakacje? Nie wiem :( Po za tym, nie wiem czy mi się opłaca pisać tego bloga. Mam w zasadzie tylko jedną stałą czytelniczkę, i ostatnio jakoś mało osób mnie odwiedza :(
Tak więc, do zobaczenia. Wypatrujcie mojego posta na blogu, który będzie zapowiedzią rozdziału.

Pozdrawiam ~ Tea

środa, 1 maja 2013

XV "Cholera, rumieni się"


XV
"Cholera, rumieni się"


   W dniu balu Kate obudziła się z potwornym poczuciem winy. Chodziło o Corra. Kelpie nie chodził pod siodłem od wypadku rodziców, a dziewczynę bardzo to nurtowało. Pewnie już dawno wsiadłaby na swojego wierzchowca, gdyby nie złamana ręka. I tak miała iść też na bal. Z ręką w gipsie, i to na dodatek tak wymazanym podpisami że lepiej nie patrzeć.
   Była już szósta kiedy ciemnowłosa zwlekła się z łóżka. Dzień przed balem jest dniem wolnym, więc Kate czym prędzej ubrała się i wyszła do Corra.
    Przeszła cały zamek, aż do chatki gajowego i wyciągnęła z kieszeni swojego grubego, wełnianego swetra, kluczyk do kłódki która strzegła wybiegu czerwonego kelpie. Otworzyła bramę i weszła na wybieg. Corr drzemał jeszcze w środku swojego boksu, odwrócony tyłem do drzwi.
 - Pssssst! - syknęła by koń się odwrócił. Zwierze zwróciło najpierw jedno ucho w stronę dziewczyny, po czym, zaskoczone odwróciło się i jednym ruchem przywarło do drzwi. Kate odskoczyła a kelpie wyciągną ku niej głowę i jeszcze bardziej oparł się o drzwi.
Ciemnowłosa czym prędzej zbliżyła się do zasuwy boksu i odsunęła ją, wypuszczając Corra na wybieg. Koń przebiegł kilka kółek kłusem, nerwowo stawiając kopyta i zarzucając łbem.
 - Spokojnie, spokojnie... - powiedziała łagodnie, wyciągając z kieszeni dwa ząbki czosnku. Czosnek, to doskonałe źródło witamin i urozmaicanie diety, zważając również na to że koń nie dostaje teraz takiej ilości ziół i witamin jaką dostawałby w domu. Corr zatrzymał się i powąchał rękę dziewczyny. Po chwili przyjął smakołyk. Teraz Kate pogłaskała go po szyi, i przyjrzała się dokładnie sierści konia. Corr, wyglądał jak jeden wielki zlepek błota, a z jego ogona i grzywy wystawała słoma. Jednym słowem przydało by mu się czyszczenie. Nie zwlekając dłużej dziewczyna zaczęła czyścić czerwonego kelpie. Zajęło jej to sporo czasu, bo Corr był brudny, a ona czyściła go tylko jedną ręką. Potwornie się przy tym zmęczyła i już miała odnosić koszyk ze szczotkami do składziku gdy za plecami usłyszała znajomy głos.
 - Cześć. -odezwał się Fred. Kate odwróciła się ze zdziwieniem w oczach.
 - Cześć, co tak wcześnie? - spytała wchodząc do składziku.
 - Nie mogłem spać, po za tym strasznie hałasujesz - uśmiechną się, a Kate odwzajemniła to wpuszczając Corra do boksu i wychodząc z wybiegu.
 - Przepraszam, śpieszyło mi się. - odpowiedziała i ruszyli w stronę zamku. - Gdzie się podziała twoja kopia? - spytała ciemnowłosa wkładając ręce do kieszeni swetra.
 - Śpi jak borsuk - uśmiechną się.
 - Hmmm... Naszła mnie dzika myśl... - powiedziała niebieskooka tajemniczo.
 - O matko! Jaka?
 - Zróbmy twojemu bratu kawał, jakoś tak nudno od jakiegoś czasu. Nic szczególnego się nie wydarzyło od kąt zatopiłam starą salę do transmutacji.
 - Masz rację. Chodź szybko. - powiedział biegnąc w stronę zamku.

~*~

   Po godzinie Georg był już cały wymalowany na twarzy. Niestety mało orginalny pomysł, ale to dlatego że Kate i Fred chcieli uśpić na jakiś czas Georga, włożyć mu w buty dwie oślizgłe ryby i jeszcze włożyć mu do nosa proszek natychmiastowej ciemności, żeby mógł nim potem kichać. Skończyło się jednak na malowaniu wąsów i kwiatków na twarzy, bo Kate zgubiła swoją saszetkę z proszkiem, no i nie mieli jak załatwić oślizgłej ryby z samego rana.
   Fred i Kate schowali narzędzia zbrodni i zostawili bliźniaka chrapiącego w łóżku, po chwili namysłu rudowłosy przeszedł się jeszcze do łazienki chłopaków i zdjął lustro ze ściany żeby Georg nie mógł się przejrzeć. Potem poinformowali o tym większość gryfonów którzy mieli roznieść tę wiadomość po całej szkole.
   Georg obudził się o w pół do dziesiątej. Kiedy chciał wyszykować się na śniadanie Fred zaproponował mu że będzie jego odbiciem w lustrze. Chłopak wykonywał takie same ruchy jak brat  i po chwili Georg uznał że jest dobrze i może wyjść na śniadanie. Na korytarzach i w Wielkiej Sali spotkał się z chichotami uczniów i zdziwionymi spojrzeniami nauczycieli. Nikt jednak nie odezwał się ani słowem i kopia Freda chodziła po szkole z dziarami na twarzy.

~*~

   Georg dowiedział się o swoich pięknych tatuażach dopiero dwie godziny przed rozpoczęciem balu. Zrobił Fredowi awanturę i poprzysiągł zemstę, przybierając poważny ton głosu, a w myślach śmiejąc się ze swoich pomysłów na odegranie się na bracie.
   Tym czasem, Kate siedziała w Pokoju Wspólnym i czytała książkę. Lekturę przerwała jej Hermiona.
 - Chodź musimy się wyszykować, Ginny już czeka! - powiedziała chwytając czarnowłosą za rękę i pociągając by wstała z kanapy.
 - Hej! Zaraz, zaraz. Jeszcze dwie godziny do wyjścia! - wykrzyknęła patrząc na zegarek.
 - Tak, ale musimy jeszcze wziąć kąpiel, dobrać perfumy, upiąć włosy i pomalować paznokcie!
 - Ale... - Kate chciała zaprotestować ale szatynka pociągnęła ją za rękę, wprowadziła do dormitorium i razem wrzuciły ją do wanny pełnej pachnącej lawendą wody. Dziewczyny kazały niebieskookiej moczyć się dwadzieścia minut, i dopiero po tym czasie wypuściły ją z łazienki.
Kate zabrała z łazienki ręcznik, usiadła na łóżku i zaczęła wycierać włosy przyglądając się jak Hermiona i Ginny malują sobie paznokcie.
 - A wy z kim tak właściwie idziecie? - odezwała się nagle. Dziewczyny spojrzały po sobie i zwróciły się do ciemnowłosej.
 - Ja z...eee... - zająknęła się Hermiona. - Ron mnie zaprosił...
 - Ja idę z...Eh, to niespodzianka. - odezwała się Ginny. Kate wzruszyła ramionami i wróciła do suszenia włosów.
   Kiedy czarne włosy dziewczyny były już suche, wciągnęła na siebie sukienkę. Trochę dziwnie się czuła. Nigdy nie miała na sobie sukienki a już na pewno nigdzie w niej nie wychodziła. Stanęła przed lustrem i pogładziła czarny materiał. Westchnęła. Czuła się głupio, za bardzo kobieco.
 - Kate jak chcesz upiąć włosy? - spytała Ginny.
 - Pójdę w rozpuszczonych. - odparła niebieskooka.
 - Aaa, makijaż? - odezwała się Hermiona.
 - Chyba tak jest dobrze.
 - Paznokcie?
 - Nie.
  - Biżuteria?
 - Nie.
 - Szminka?
 - Nie! - wrzasnęła wreszcie Kate - Nie chcę wyglądać tak... Wyjściowo! Nigdy tak nie wyglądałam! - mówiąc to usiadła na łóżku i ukryła twarz w dłoniach, zasłaniając ją przy tym włosami.
 - Czy mi się wydaje czy ty się wstydzisz? - zaczęła Ginny. Kate nie odpowiedziała. - Kate, naprawdę wyglądasz pięknie. Pozwól tylko podkreślić swoje atuty. Nałóż chociaż cień na powieki.
 - Po za tym, czym ty się przejmujesz? Wszyscy będą tak wyglądać. - wtrąciła Hermiona. Ciemnowłosa chwilę jeszcze się zastanawiała po czym zgodziła się na delikatny cień na powiekach. Żeczywiście, czarny kolor dodał mocno niebieskim oczom wyrazu i podkreślał długość rzęs dziewczyny.
Potem Hermiona zabrała się za fryzurę Kate. Zrobiła jej żmijkę, którą zaplotła od lewej do prawej strony, tak, że plecy dziewczyny były całkiem widoczne. A z przodu włosy wyglądały jak rozpuszczone tylko przerzucone na jedną stronę. Kate włożyła buty i przejrzała się w lustrze. Mimo że sukienka była czarna, nie zlewała się z włosami nastolatki. Przeźroczyste diamenciki odróżniały górę, od reszty sukienki.
 - Czas wychodzić - powiedziała Hermiona ubrana w błękitną sukienkę z falbankami. - Pośpiesz się Ginny! - krzyknęła, i niebawem rudowłosa pojawiła się w drzwiach w swojej pięknej szarej, błyszczącej sukience.
   Ginny i Hermiona wyszły z dormitorium a Kate stała jeszcze przy wyjściu i zbierała się na odwagę żeby postawić pierwszy krok w wysokich obcasach i na dodatek pokazać się w nich przed całą szkołą.
Dziewczyny wróciły do dormitorium kiedy zobaczyły że nie ma z nimi niebieskookiej.
 - Wyglądam głupio... - powiedziała Kate stojąca na przeciwko dziewczyn.
 - Ile mamy powtarzać że nie! - powiedziały obie i przytuliły ciemnowłosą. Po chwili Kate już była zmobilizowana i gotowa do wyjścia. Co za tym szło? Głowa dziewczyny zalśniła czerwoną czupryną i tak wyszła na spotkanie z Fredem.
   Pary miały się spotkać przed wejściem do Wielkiej Sali, a kiedy dziewczyny odprowadziły tam Kate Fred już czekał. Rudowłosa i szatynka poszły szukać swoich partnerów, a czerwonowłosa została z chłopakiem sam na sam.
 - Cześć. - odezwał się - Ładnie wyglądasz. - dodał. Kate poczuła dziwne ciepło na policzkach. Cholera, rumieni się!
 - Dziękuję, ty też. - powiedziała i obdarzyła chłopaka ciepłym uśmiechem. Fred wziął Kate pod rękę i wprowadził do Wielkiej Sali.
   Pomieszczenie wyglądało pięknie. Było dobrze oświetlone. U sufitu latały raz po raz czarne nietoperze, a na stołach i przy wejściu stały wycięte dynie, szczerzące się w groteskowych uśmiechach. Od czasu do czasu do Sali wlatywały również wszystkie duchy i zjawy zamieszkujące Hogwart.
   Niebawem już wszystkie pary zebrały się przy stolikach i dyrektor obrał głos. Kate jednak wcale go nie słuchała. Całkowicie pogrążona była w strachu przed niechybnym zawałem z powodu jakiejś strasznej obelgi na temat sukienki, lub niedokładnie ogolonych nóg, czy też czegoś w stylu "Paczcie państwo! Twarda chłopczyca stroi się w kieckę i na dodatek chodzi na szpilkach!". Strach paraliżował ją, ale jednak też mobilizował dzięki czemu z jej głowy nie znikała czerwień, co po części pocieszało dziewczynę. Przynajmniej nikt nie dowie się o jej strachu, bo chyba nie ma w szkole takiej osoby która by nie wiedziała co znaczy czerwona czupryna Kate.
   Niebieskooka zaczęła rozglądać się do okoła. Po chwili jej wzrok natrafił na zamyślonego Freda uśmiechającego się do przemowy dyrektora. Zlustrowała go wzrokiem od stóp do głów i przyznała że naprawdę ładnie wygląda. Szata wyjściowa była dobrze dopasowana i ładnie leżała, ponadto nie była zupełnie staroświecka i dziewczyna przyznałaby nawet że zbliża się do nowoczesności.
   Dyrektor skończył przemowę i zachęcił wszystkich do tańca po czym zszedł z mównicy. Na początku zagrali piosenkę do walca. Kate plątały się nogi, ale Fred prowadził ją delikatnie ale stanowczo. Zdecydowanie uratował jej tyłek. Kręcił z nią piruety pomagał w zmianach kierunku i pilnował by nie potrąciła pary tańczącej obok. Potem na scenę wkroczyła jakaś kapela (której Kate nie znała) i zaczęła grać szybsze piosenki.

~*~

   Fred przestał tańczyć z Kate pod pretekstem spotkania się ze starszymi przyjaciółmi. Kate również oddaliła się w poszukiwaniu swoich znajomych. Nikogo jednak nie widziała. Jakby wsiąknęli w ziemię. Trochę głupio tak samemu spacerować wokół ludzi którzy się bawią. Kate podeszła niebezpiecznie blisko nauczycieli i przypadkiem podsłuchała rozmowę profesor Mcgonagall z wokalistą zespołu.
 - Naprawdę nie może pan nic zrobić? - spytała profesorka.
 - Nie sądzę boli mnie gardło i bardzo źle się czuję. Marzę o powrocie do domu. Szczerze mówiąc miałem już wcześniej odwołać przyjazd tutaj. - odpowiedział bardzo ochrypłym głosem mężczyzna.
 - No dobrze. - uległa nauczycielka. Na scenie została tylko kapela, bez wokalisty. Na pewno ktoś będzie musiał go zastąpić. I wtedy niespodziewanie profesorka chwyciła Kate za łokieć i pociągnęła w swoją stronę.
 - Kate, pomożesz mi? - spytała bez powitania.
 - Tak... Myślę że tak. A w czym problem?
 - Więc, wokalista musiał zejść ze sceny... Może zechciałabyś go zastąpić? -  Kate wydaje się być oszołomiona. I tak jest.
 - Ja... Eee... Ten no, nie umiem śpiewać... - wydukała.
 - Nie musisz umieć. Dalej! Na scene. - i dosłownie wrzuciła dziewczynę na scenę. Kate, ze strachem w oczach podeszła do mikrofonu. Jakiś mężczyzna zaszedł ją od tyłu i podał jej kartkę z tekstem piosenki. "Znam ją" przeszło jej przez myśl (http://www.youtube.com/watch?v=OMHHUsQRmvo). Kapela zaczęła grać a Kate zaczęła nieśmiało wypowiadać słowa. Jąkała się trochę, lecz potem, widząc zachwyt uczniów i nauczycieli, wypaliła całą siłą głosu. Zaczęła tańczyć na scenie i wymachiwać włosami które momentalnie stały się czerwone. Zagrała jeszcze parę szybszych kawałków po czym przyszedł czas na coś łagodniejszego (http://www.youtube.com/watch?v=oYDDiqhhzbQ). Powoli zaczęła śpiewać. Stała spokojnie z zamkniętymi oczami i wsłuchała się w podkład do piosenki. Co chwilę otwierała oczy żeby rzucić okiem na tańczące pary. W pewnym momencie dostrzegła w tłumie Freda który stał niedaleko stołów z przekąskami z kwaśną miną. Nie wiedziała czy skrzywił się z powodu niesmacznej potrawy czy dlatego że nie ma z kim zatańczyć. Kate poczuła się głupio. Czemu nie stoi tam razem z nim? Czemu ktoś inny nie może śpiewać? Zerknęła tam jeszcze raz i zobaczyła że Fred wychodzi. Po chwili już go nie było.

~*~

   Kate zaczynała powoli chrypnąć. Coraz gorzej się czuła i gdy w końcu skończyła śpiewać ostatnią piosenkę zwróciła się do MacGonagall z prośbą o chwilę przerwy. Oczywiście nie miała zamiaru wracać już dzisiejszego wieczoru na scenę więc czym prędzej pobiegła poszukać Freda. Szła szybko przez puste korytarze gdy nagle coś złapało ją za łokieć i mocno pociągnęło w bok, w jakiś ciemny, wąski korytarz. Ledwo co utrzymała się na obcasach gdy się zatrzymała i już miała wymierzyć swojemu prześladowcy mocny cios gdy spostrzegła że to Fred.  Oh, jak ona się ucieszyła że to on!
 - Ty idioto! Wiesz jak mnie wystraszyłeś! Jeden cios i byś nie żył! - powiedziała do niego pokazując pięść spowitą czerwonym płomieniem.
 - Spokojnie, przecież nic się nie stało. Idziemy na Salę? - spytał uśmiechając się.
 - Dobra, ale co ty tu robiłeś? - dziewczynę korciło to pytanie.
 - Nie ważne, potem się dowiesz. - i ruszyli na tańce.

~*~

   Fred i Kate okazali się królami parkietu. Tak, królami. Kate nigdy nie uważała się za królową, była bardziej dzielnym monarchą który posiadał prawdziwy miecz i dowodził wojskami.
   Nadszedł niebawem czas na ostatnią piosenkę. Zaśpiewała ją śliczna Ślizgonka z bląd włosami i cichym, melancholijnym głosem.
   W pierwszej chwili Kate chciała uciec od Freda, lecz ten zatrzymał ją przy sobie rozmową.
 - Dobrze się bawisz? - spytał.
 - Tak, jest nieźle. Tylko przez to całe śpiewanie w ogóle nie widziałam się z przyjaciółmi. - powiedziała patrząc tęsknie w stronę grupki stojącej przy stole. Fred skiną tylko głową. Dziewczyna mimowolnie położyła głowę na jego klatce piersiowej i tak wolno się kołysząc dotrwali do końca balu... 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

No i znowu mi wyszły takie flaki z olejem ;/ które dedykuję Scythe bo  jest moim stałym czytelnikiem i nie mogła doczekać się balu ;)

A więc, pewnie za chwilę padnie pytanie "Dlaczego piosenki akurat Demi Lovato???", a no dlatego że właśnie taką barwę głosu posiada Kate :) 

Przepraszam!!! Nie dam rady dodać rysunku sukienki (przynajmniej jak narazie) ponieważ mam stary skaner i w ogóle skan wyszedł taki zamazany że nic nie widać ;/ jednym słowem porażka... 

Aha i pamiętajcie - bal się skończył, ale noc jeszcze nie...


A! Tak! Zapomniałabym! xD Od następnego rozdziału zmieniam sposób narracji :) Kate przemówi do was własnymi słowami :P

sobota, 20 kwietnia 2013

XIV "...nie chcemy żebyś wyglądała jak got!"


XIV
"...nie chcemy żebyś wyglądała jak got!"


   Minął już tydzień od dnia kiedy w jednej z klas Fred i Kate stworzyli basen. Dużo uczniów postrzegało ich teraz inaczej. Ona była cwaną dziewczyną popełniającą głupie i zarazem śmieszne błędy, on zaś chłopcem który jej w tym pomagał i razem z nią ponosił za to odpowiedzialność. Chodziły nawet po szkole plotki że Fred jest chłopakiem Kate, co oczywiście nie było prawdą. Dziewczyna bała się związku i zawsze postrzegała chłopców jak przyjaciół a nie sympatię. Ponadto ciemnowłosa wiedziała że Fred nic do niej nie czuje i nie będzie czuł. Rudzielec traktował niebieskooką jak siostrę ponieważ byli bardzo do siebie podobni. Nie  z wyglądu oczywiście, ale z charakteru. Oboje lubili żartować, dobrze czuli się w towarzystwie, i umieli wszystkich rozśmieszyć. "Pasujemy do siebie" pomyślał Fred, ale zaraz skarcił się za tą myśl, brzmiało to jednoznacznie.

~*~

   Kiedy inni uczniowie chłonęli na lekcjach wiedzę niczym gąbki, Kate leżała rozleniwiona w Skrzydle Szpitalnym. Co się przydarzyło ciemnowłosej? Najlepiej wyjaśni to notatka którą dziewczyna pisała właśnie w pamiętniku.

Kochany Pamiętniku,

   Niedawno wybrałam się z Fredem i Georgiem na trening quiddicha. Zabrali mnie na niego tuż przed naborem do drużyny. Kochane z nich chłopaki, chyba naprawdę przyjęli mnie do swojej paczki i bardzo się z tego cieszę.
   Więc od podstaw pokazali mi jak i co mam robić i wszystko powoli wracało mi do głowy. Pamiętam te meczyki z tatą, wczesnym latem... Co się potem zażyło? Chłopaki postanowili sprawdzić jak radzę sobie z kijem w ręce i wypuścili tłuczki. Pamiętam że w meczach z tatą najlepiej sobie z nimi radziłam, lecz teraz, pewnie z braku treningu kompletnie straciłam koordynację. Pamiętam tylko że jakoś źle chwyciłam kijek i tłuczek trafił w moją rękę a nie w kij. Dobrze że to lewa ręka, bo inaczej nie pisałabym teraz tej notatki. Mam pogruchotane dwie kości i jak na razie nie wychodzę ze Skrzydła Szpitalnego. Correm zajmuje się Hagrid, więc nie przejmuję się nim, jest pod dobrą opieką. Bardziej jednak martwią mnie lekcje, nie wiem czy zdołam to wszystko nadrobić, zważając na moje szczęście to szlabanów.
   Na szczęście mam Hermionę, ona na pewno pomoże mi z lekcjami. Powiedziała nawet że napisze za mnie wypracowanie dla Snape'a.

   Kate uniosła głowę z nad notesu i zobaczyła panią Pomfrey która niespodziewanie zwróciła się do niej tymi słowami:
 - Posłuchaj Kate, dziś wychodzisz, ale nie pójdziesz dziś na lekcje. - dziewczyna spróbowała się podnieść - Uważaj na rękę! - dodała Poopy. Kate spojrzała na gips. To było jej drugie złamanie w życiu. Pierwszy raz złamała nogę kiedy przyzwyczajała Corra do siodła. Koń zbuntował się i kopnął dziewczynę wprost na ściane, upadła niestety tak niefortunnie że wykręciła sobie nogę. Lekaże mówili że to cud że chodzi.
   Dziewczyna ubrała się i wyszła ze szpitala. Szła korytarzami i od czasu do czasu ktoś się z nią witał i przybijał piątki. Dlaczego? Więc, jej życie zmieniło się diametralnie od czasu gdy razem z Fredem zalali starą salę do transmutacji. Wszyscy uważają ją za rozrywkową, i jak się okazuje śliczną dziewczynę. Choć Kate się o to nie starała, zaczęła zauważać że coraz więcej chłopców się jej przygląda i coraz częściej puszcza do niej oko. Jednak ciemnowłosa nie chciała się nigdy z nikim wiązać, ani nawet zakochać, po za tym jest jeszcze jeden problem. Dziewczyną wstrząsną pewien rudowłosy chłopak. Fred, jeszcze nigdy nie zauważył jej zauroczenia, i całe szczęście!
   Kate doszła do Pokoju Wspólnego a tam przywitała ją chmara jej przyjaciół. Jak się oczywiście można domyślać gips na ręce dziewczyny zaraz pokrył się bazgrołami i podpisami.
~*~

   Kate cały czas spędziła w swoim dormitorium, wyszła z pokoju dopiero na obiadokolację. Weszła do Wielkiej Sali i usiadła między Fredem a Georgiem. Po chwili rozległ się głos dyrektora który staną na mównicy.
 - Zanim zaczniecie jeść, chciałbym wam tylko powiedzieć, że w Noc Duchów odbędzie się bal. - widząc wytrzeszczone oczy uczniów dyrektor pośpieszył z wyjaśnieniami - Ten rok, jest wyjątkowy, po za tym chciałbym rozładować napięcie które wyczuwa się w całym zamku przez artykuły w gazetach na temat niejakiego Syriusza Blacka.  - powiedział, i padło jeszcze kilka słów że bal będzie dokładnie za trzy dni, po czym zasiadł na swoim miejscu i zajął się jedzeniem. Kiedy rozległy się ostatnie słowa dziewczyny siedzące nieopodal cicho pisnęły. Na Kate nie zrobiło to nawet najmniejszego wrażenia. "Bal? Po co? Za dużo roboty, strojenia i pindrzenia się przed lustrem" pomyślała.
 - Kate, idziesz? - spytała nagle Hermiona spoglądając znacząco Ginny.
 - Chyba nie... To tak, jakby... Nie w moim stylu.
 - Proszę, nudno będzie bez ciebie... - odezwała się rudowłosa.
 - Hmm... Może się zastanowię. - powiedziała i odwróciła się znów w stronę mównicy bo stary dyrektor znów przemówił:
 - Ach, zapomniałbym! Na bal należy przyjść w parach. Panowie proszą panie... - powiedział z uśmiechem.
   W tej samej chwili Fred i Georg dosłownie rzucili się w stronę Angeliny która siedziała, mniej więcej na przeciw nich. Kate aż odskoczyła kiedy zobaczyła jak bracia próbują dostać się do dziewczyny, wyrzucając w ten sposób udka kurczaka i sosierkę w stronę Ginny i Hermiony. Na szczęście dziewczyny w porę odchyliły się w tył i uniknęły kąpieli w sosie czosnkowym.
Ciemnowłosa wzięła ze stołu garść cukierków i zaczęła jeść z ciekawością przyglądając się jak bliźniacy proszą Angelinę na na bal. Chyba Georg wygrał bo usiadł jako  pierwszy na swoim miejscu wykrzykując tryjumfalne "Jest!". Fred za to usiadł zrezygnowany i zaczął grzebać widelcem w jedzeniu.

~*~

      Nazajutrz Fred zaczepił Kate na korytarzu, wyraźnie olśniony.
 - Kate, pójdź ze mną na bal, proszę! - to mówiąc złapał ją za ramiona.
 - Eee, Fred, ja nie wiem czy chce iść... - skrzywiła się dziewczyna, choć w głębi duszy bardzo chciała iść z rudzielcem na tańce.
 - No proszę cię! Jak ze mną nie pójdziesz to zrobię z siebie totalne pośmiewisko przychodząc sam! Wszystkie inne fajne dziewczyny już są zajęte! Ty mi tylko zostałaś!
 - No dobra, tylko ciiii!
 - Dzięki! A... Czemu mówisz "ciiii!"? - spytał puszczając ją.
 - No, w zasadzie to nie wiem, tak jakoś dziwnie.
 - To dobrze... Chyba. To ja lecę. - i poszedł. To dobrze bo Kate poczuła że rumieni. Klepnęła się krzepiąco w policzek i ruszyła w stronę lochów.
   W drodze do klasy eliksirów Gryfonka spotkała Hermionę i Ginny. Powiedziała dziewczyną o zaproszeniu na  bal i o tej bardziej drażliwej sprawie. Tym razem chodziło o to że Kate nigdy jeszcze nie chodziła w sukience ani w butach na obcasach. Wyjaśniła wszystko przyjaciółkom i poprosiła o pomoc. Gdy Ginny i Hermiona zgodziły się, ciemnowłosa uściskała je i weszła do klasy.

~*~

   Po lekcjach Hermiona, Ginny i Kate wyszły do Hogsmade pomóc ciemnowłosej kupić sukienkę. One, oczywiście otrzymały paczki od rodziców z sukienkami i butami, ale Kate nie miał kto wysłać ubrania. Wujostwo przysłało jej tylko list z obwieszczeniem że ma sama sobie kupować takie rzeczy ze względu na to że mugolskie sukienki raczej średnio pasują w klimaty balu. Co więc za tym szło? Ah, te nieszczęsne zakupy, których Kate tak nienawidziła. Dziewczyna najchętniej założyłaby trampki, rurki i czarną tunikę obwieszoną gdzieniegdzie małymi kryształkami.
   Dziewczyny niebawem zaprowadziły Kate do jakiegoś sklepu z kolorową wystawą i pchnęły ją do środka. Tam ciemnowłosa ujrzała tysiące sukienek. Nie tylko balowych, były też takie na luźniejsze wyjścia i właśnie w tamtym kierunku skierowała się dziewczyna. Już miała chwycić za pierwszą z brzegu sukienkę ale za ramię złapała ją Ginny.
 - Kate, to nie są sukienki na bal, uwierz mi. Chodźmy tam! - powiedziała i wskazała na pomieszczenie oddzielone od tego w którym stały, wielką szybą. Rudowłosa i szatynka pognały tam z wyraźnym podnieceniem, za to Kate... Nie była przekonana czy chce oglądać takie sukienki. Jeżeli już to chętnie założyła by coś krótszego i bardziej ekstrawaganckiego. Tym czasem zmierzała do sukienek przypominających kluchy w sosie.
   Dziewczyny podawały jej kolejne sukienki do przymierzenia a Kate posłusznie wykonywała ich polecenia. Niestety, żadna z sukienek nie podobała się ani ciemnowłosej ani pozostałym gryfonką. Niebieskooka przebrała się w około sześć sukienek i żadna nie podkreślała ani trochę jej osobowości, a ona nie chciała iść w byle czym. Po za tym ani jedna z sukienek nie była w rozmiarze Kate...
   Po prawie dwóch godzinach przebieranek Hermiona i Ginny wreszcie uległy i pozwoliły Kate dojść do tych bardziej luźnych sukienek. Ciemnowłosa chciała założyć czarą, z odsłoniętymi plecami i upstrzoną małymi diamencikami od piersi do pasa. Dalej rozchodziła się odstająca falbanka mniej więcej do kolan.
 - Ta jest idealna! - obwieściła radosna Kate, miała nadzieje że już niedługo stąd wyjdą. Tyle już tu siedzą, jeszcze na dodatek całą strawę z przebieraniem utrudniał gips na ręce dziewczyny.
 - Co ty dziewczyno! Chcesz iść w czarnej sukience i jeszcze masz czarne włosy,pewnie wybierzesz czarne buty, do tego dogodzi blada skóra - na ostatnie słowo Kate uważnie przyjrzała się swojemu prawie białemu łokciowi - Nie chcemy żebyś wyglądała jak got!
 - Ale... - chciała zaprotestować, ale w tej samej chwili dziewczyny wręczyły jej do ręki kremową sukienkę o takim samym fasonie, tyle że bez ramiączek.
 - Oczywiście! Świetna jest, ale nie pasuje mi do włosów... - powiedziała niebieskooka.
 - Hmm... W sumie racja, ale możesz przecież zmienić sobie kolor na czerwony, pewnie będzie to dobrze wyglądało. - odezwała się Ginny.
 - Nie umiem tak po prostu wywołać czerwonych włosów, to znaczy... Eh.... To skomplikowane. Nie wywołam ich na tak długo żeby przetrwały cały bal. Ale gdyby jednak stały się czerwone będą doskonale pasować do czarnej sukienki.
 - Chyba masz racje, ale ta też jest śliczna. I ładnie byś w niej wyglądała. - powiedziała Herma.
 - Może i tak, ale ta mi się bardziej podoba. Eh, jeszcze te przeklęte buty! - syknęła Kate.
 - Weź te są do kompletu. - odpowiedziała Ginny i podsunęła ciemnowłosej pełne buty na obcasach. Oczywiście czarne.
 - Mogą być, mam już serdecznie dosyć tych zakupów, idziemy? - spytała niebieskooka. Dziewczyny zapłaciły i wyszły śmiejąc się i marząc o balu. Kate jednak tylko się im przysłuchiwała a myśli zaprzątał jej pewien krwistoczerwony kelpie...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Uff, ale sie narobiłam :D 

Teraz kilka spraw, wiem że sukienka i buty które wybrała Kate nie są zbytnio opisane. Przepraszam za to, w ogóle nie wiedziałam jak się za to zabrać więc... Spróbuję narysować ową kreację i wam ją tu w kleje, pasuje? :) 

No, nic miłego czytania i pozdrawiam :)


wtorek, 9 kwietnia 2013

XIII "Hah, teraz przynajmniej jest czysto!"

XIII
"Hah, teraz przynajmniej jest czysto!"



   Dzień rozpoczął się jak zawsze, Kate zeszła na śniadanie, poszła na lekcje a potem w drodze na szlaban żaliła się Fredowi że na pewno nie pójdzie dzisiaj do Corra.
   Przyjaciele doszli do gabinetu profesor Mcgonagall  ta od razu zaprowadziła ich do starej zakurzonej sali. Psorka wyczarowała kilka wiader z ogromną pianą wylewającą się na podłogę i wręczyła gąbki. Postawiła też pod ścianą kilka mioteł i wyszła wydając im polecenie posprzątania.
Fred jednak oparł się o biurko i patrzył jak Kate zabiera się do roboty. Dziewczyna w mig to zauważyła.
 - Nie pomożesz mi? - spytała maczając gąbkę w wiadrze z pianą i ścierając biurko.
 - Nie mam ochoty. - odpowiedział zamykając oczy.
 - Ja też nie, ale im szybciej skończymy tym szybciej się stąd wyrwiemy.
 - Niee będę sprzątał!  - jękną.
 - Będziesz, gwarantuje ci to. - mówiąc to wzięła w rękę garść piany i wparła mu we włosy.
 - Ej! To nie fair! - powiedział zdziwiony.
 - Teraz będziesz sprzątał? - powiedziała i ledwo zdążyła umknąć przed jego rękami które zapewne chciały ją chwycić i wrzucić w jedno z wiader z pianą. Kate jednym ruchem chwyciła  w ręce kolejną garść piany i czmychnęła pod biurko. Słyszała kroki Freda który zbierał pewnie pokaźne ilości białej pianki, lub nawet całe wiadra. Chłopak zajrzał za biurko i zręcznym ruchem wylał na Kate całą zawartość dwóch wiader. Kate wstała i od razu rzuciła się rudzielcowi na szyję waląc go na mokrą podłogę i chlapiąc wodą z pianą z pobliskiego wiaderka.
 - Dora! Dobra! Już spokój zrewanżowałaś się! - powiedział w  chwili gdy już nie została na nim sucha nitka.
 - Haha, okej - zaśmiała się i oboje wstali. Ogarnęli całą salę jednym spojrzeniem i uświadomili sobie że jest jeszcze bardziej brudne niż wcześniej. Wszędzie było pełno wody ponadto kiedy się przewracali musieli ruszyć jakąś ławkę, która z kolei przewróciła kolejną i kolejną i jeszcze kolejną, a natrafiając na biurko które... Rozwaliła je na cztery części.
 - Ups... - westchnęła ciemnowłosa.
 - No ups! - powtórzył. Kate w tym czasie wyciągnęła różdżkę, wypowiedziała jakąś formułkę i biurko złożyło się do kupy. Potem poustawiali ławki, ale niestety zostało im jeszcze suszenie podłogi.
 - Dobra, trochę się pobawimy - powiedziała i podniosła wysoko różdżkę.
 - Co masz na myśli?
 - Oglądałam w dzieciństwie... - przerwała bo rudzielec parsknął śmiechem - Nie śmiej się i posłuchaj. Więc, oglądałam w dzieciństwie taką bajkę, gdzie Myszka Micki była czarodziejem... - znowu z ust chłopaka wyrwało się ciche "hih". - No, naprawdę takie śmieszne że boki zrywać! Dasz mi powiedzieć czy nie? - kiwną głową - Okey, Myszka Micki była czarodziejem i zaklęła miotły i gąbki żeby sprzątały, wystarczyło im tylko zostawić trochę wody, więc... - machnęła różdżką a przedmioty które zostawiła im profesorka dostały "nóżek" i zaczęły pospiesznie sprzątać klasę.
 - Może jak nie będzie w pobliżu Filcha to się stąd wyrwiemy i wrócimy... Powiedzmy za godzinkę, zobaczyć jak sobie radzą nasi pomocnicy - powiedział Fred z łobuzerskim uśmiechem i dodał po chwili - Na pewno Mcgonagall tu nie wejdzie, pewnie siedzi właśnie na herbatce u Dumbledora i zajada się jego miętówkami.  - Kate rozejrzała się po klasie i przytaknęła.
   Wyszli z klasy gdy byli pewni że nikt nie podejrzy ich ucieczki i błądzili gdzieś po pobliskich korytarzach. Po pół godzinie śmiechów, żartów i plotek Fred zapytał:
  - A tak właściwie to jak skończyła się ta bajka o Myszce Micki? - zmienił nagle temat. Kate po chwili zamarła. To dopiero będzie "Ups"! Przecież te przedmioty zalały cały dom Mickiego!
 - Chodź! Szybko! - powiedziała i popędziła w przeciwną stronę. Fred za nią. Biegli tak dobre dziesięć minut, potem zadyszana dziewczyna otworzyła drzwi. I od razu tego pożałowała. Prosto na nią wylała się fala wody która wypłynęła z pomieszczenia zalewając korytarz. Ciemnowłosa weszła do klasy brodząc po pas w wodzie i zatrzymując skaczące gąbki i pływające miotły które co i rusz odkręcały wodę w kranie na końcu sali. Fred po chwili też zabrał się do powstrzymywania przedmiotów przed ponownym sprzątaniem. Wtedy na ich nieszczęście do klasy wtargnęła pani profesor, która również została oblana przez falę wody pomieszanej z różnymi przedmiotami. "Ta to ma dopiero wyczucie czasu!" pomyślała Kate. Nauczycielka doznała szoku widząc nastolatków przemoczonych i na dodatek urządzających sobie basen w jednej z klas. Ich wychowawczyni zrobiła się czerwona jak pomidor, machnęła różdżką osuszając momentalnie pomieszczenie i wykrzyknęła:
 - Odejmuję trzydzieści punktów Gryffindorowi! - trzasnęła drzwiami i wyszła z klasy. Fred i Kate popatrzyli po sobie. Chłopak uśmiechną się, a Kate widząc jego wesołą twarz również się uśmiechnęła.
 - To było epickie! - wykrzyczał i przybił dziewczynie piątkę. Zaskoczona niebieskooka roześmiała się.
 - Haha! Widziałeś jej minę jak tu weszła? "Zabraniam robienia pływalni w naszym zamku!" - zaakcentowała i obydwoje wybuchneli niepohamowanym śmiechem. Po kilku chwilach walania się po podłodze ze śmiechu i uświadamianiu sobie że psorka odjęła trzydzieści punktów ich domowi Fred doszedł do wniosku...
 - Hah, teraz przynajmniej jest czysto!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

No wiem że krótki, ale nie mogłam już nic więcej napisać, bo po prostu byłam taka szczęśliwa i w ogóle bo odnalazłam taką (jak dla mnie) super fajną piosenkę i jakaś taka po niej jestem jak nie ja xD czyli stałam się optymistką! :P Dobra, nie przymulam czytajcie i komentujcie, pozdrawiam :)

piątek, 5 kwietnia 2013

XII "A to dupek!"


XII
"A to dupek!"


   Czerwony koń miotał się w czarnej sieci, rycząc i kłapiąc zębami. Kate stała gdzieś w oddali i krzyczała by niewidzialni napastnicy puścili Corra. Jakaś niewidzialna siła trzymała ją za ramiona i szarpała do tyłu. Dziewczyna chciała wzniecić w sobie czerwoną magię ale nie mogła. Usiłowała się zmobilizować, zacząć działać.
Nagle coś od tyłu podkosiło jej nogi, upadła na trawę i poczuła że coś ciąż jej na plecach. Nie mogła się podnieść, napastnicy pozwolili jej tylko patrzeć jak ich niewidzialne ręce kaleczą jej wiernego kelpie, zadając mu straszliwy ból. Nóż, niesiony niewidzialną siłą nagle zbliżył się do gardła zwierzęcia i już miał rozpocząć cięcie kiedy...
 - Kate! - usłyszała oszołomiona dziewczyna, otwierając oczy. - Kate? Nic ci nie jest? -  Hermiona spojrzała na nią troskliwym wzrokiem.
 - Co? Co ja zrobiłam? - spytała patrząc na swoje włosy opadające jej na ramiona. Były czerwone. Nagle się mocno zakrztusiła i poczuła w ustach mocny, metaliczny smak. Dotknęła opuszkami palców wilgotnego miejsca nad wargami po czym przysunęła rękę do zaświeconej różdżki Ginny. To była krew. - Która jest godzina? - spytała wycierając zakrwawiony nos rękawem.
 - Druga w nocy. - odpowiedziała rudowłosa. - Krzyczałaś i bardzo mocno ci włosy świeciły. Już myślałyśmy że masz jakiś atak czy coś.
 - Eh, nieeee... To tylko.... - nie dokończyła ponieważ do dormitorium wparowała opiekunka Gryffindoru profesor Mcgonagall.
 - Kate, szybko do dyrektora! - rozkazała- Wy dziewczyny pomóżcie mi ją tam zabrać! - jak powiedziała tak zrobiły. Dziewczyny wzięły pod ręce czerwonowłosą i prowadziły ciemnymi, głuchymi korytarzami aż do siedzimy dyrektora. Kate, na wpół przytomna nie  widziała nawet gdzie są. Ledwo trzymała się na nogach kiedy dziewczyny wyszły z gabinetu. Mcgonagall kazała im czekać na zewnątrz żeby mogły zaprowadzić osłabioną dziewczynę z powrotem do dormitorium.
 - Matko kochana! Kto ci to zrobił? - spytał dyrektor wchodzący do gabinetu.
 - Ja... Eee... - znów wytarła rękawem nos. Nadal krwawiła. - To nic... Po prostu miałam zły sen... - westchnęła.
 - A co ci się śniło? - zapytał wyraźnie zaciekawiony i dziwnie zaniepokojony.
 - Że-e... Ktoś, lub coś, robiło krzywdę Corrowi. - zająknęła się. Wyraz twarzy starca wyrażał jego zakłopotanie. Wziął głęboki oddech i odezwał się niespodziewanie szybko zbliżając się do Kate, mało co nie zwalając jej z nóg.
 - Posłuchaj, jest ktoś kto bardzo chce twojej mocy Kate. Musisz z nim walczyć, musisz być silna! On, chce zabrać ci magię żeby mógł zabić Chłopca Który Przeżył! Nie możesz mu na to pozwolić! - dyrektor gadał jak opętany, wyraźnie się czegoś bał. Dziewczyna zaczęła płytko oddychać i zrobiło jej się słabo.
 - Kto...? Kto chce mi zabrać magię...?
 - A jak myślisz, kto zabił twoich rodziców? Jak myślisz kto mógłby przesyłać do twojego umysłu tak straszne wizje? - wpatrywał się w nią z niepokojem. Kate pojęła o co chodzi. Śmierciożercy! Lord Voldemort chce zabrać jej moc żeby zgładzić Harrego Pottera!  - Słuchaj Kate, ty masz w sobie niewyobrażalne ognisko energii, nieznane nam wcześniej. Nigdy nie widziałem takiego zasobu mocy. Ty nie umiesz jej jeszcze w pełni używać, ale gdyby Ten Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać ją posiadł... Mógłby zniszczyć cały świat... Nadal badamy tą sprawę, jak na razie wiemy tylko że nie wiemy nawet skąd to się u ciebie wzięło... Musisz nam pomóc!  - dziewczyna miała się już rozpłakać, wtedy jednak profesorka, stojąca dotąd na uboczu, zaprotestowała:
 - Albusie, wystarczy. Ona jest zrozpaczona. Pozwól że ją zabiorę. - powiedziała poczym złapała czerwonowłosą za rękę i pociągnęła w stronę drzwi. Dyrektor patrzył jeszcze niespokojnym wzrokiem na dziewczynę po czym wrócił do sypialni.
   Hermiona i Ginny znowu wlekły słabą Kate po cichych korytarzach aż do dormitorium. Tam wzięły ją do łazienki żeby trochę ochłonęła. Ochlapała się wodą i próbowała uspokoić dreszcze. Niebawem jednak była już tak wyczerpana że jej włosy same przybrały czarny kolor a ona rzuciła się bezwładnie na łóżko. Zasnęła niespokojnym snem, ale koszmary już jej nie dręczyły.

~*~

   Kiedy ciemnowłosa się obudziła Hermiony i Ginny już niebyło. Musiało być juz bardzo późno. Od razu gdy wstała w głowie od razu poczuła ostry ból głowy. Nie zważając na łupanie w czaszce udała się do łazienki by przygotować się na śniadanie. Po chwili była już odświeżona i ubrana w dżinsy oraz czerwony sweter. Spojrzała jeszcze raz w lustro i postanowiła związać włosy. Upięła je w niedbałego koka i wyszła z dormitorium.
   Szła bardzo szybko, jakby nogi same ją niosły. Nawet nie zauważyła a była już w Wielkiej Sali. Usiadła przy stole rzucając krótkie "Cześć" i zrobiła sobie tosta. Była strasznie zaniepokojona, niestety nie wiedziała dlaczego. Może to przez te koszmary? Zwykle nie przejmowała się swoimi snami, więc odrzuciła myśl że jej nastrój może być spowodowany złymi snami.
 - Co taka naburmuszona? - spytał Harry kiedy Ginny szturchnęła go lekko ręką.
 - Słucham? A. Nie, nie jestem naburmuszona, miałam koszmary w nocy i trochę źle się czuję. - wybełkotała smarując kolejnego tosta masłem.
 - Co ci się śniło w takim razie? - nie ustępował.
  - To trochę dziwne... Śniło mi się że śniło mi się że ktoś atakuje Corra, a kiedy się obudziłam Mcgonagall zabrała mnie do dyrektora. Ten za to gadał jakby był jakiś opętany. Mówił coś o jakieś mocy... Hmm, w sumie to nie obchodzi mnie to - powiedziała biorąc gryza kanapki.
 - Kate... To nie był sen... - Hermiona nie kryła zdziwienia. Ciemnowłosa myślała że to całe zajście poprzedniej nocy to był tylko sen.
 - CO?! - wykrzyknęła i aż podskoczyła słysząc swoje słowa. W pewnej chwili straciła równowagę i przechyliła się do tyłu. Już myślała że uderzy głową w kamienną posadzkę, lecz poczuła tylko że oparła się o coś miękkiego.
 - Wow, Kate! Wiedziałem że na mnie lecisz, ale żeby aż tak? - powiedział Fred łapiąc niebieskooką.
 - Ja wcale na ciebie nie lece! - powiedziała podnosząc się z jego objęć i uderzając go lekko w rękę w wyrazie buntu. Zbliżała się dziewiąta. Wszyscy uczniowie niebawem udali się na lekcje.

~*~

   Około dziesiątej Kate zwolniła się z lekcji.  Wpadła jeszcze na chwilę do dormitorium żeby zostawić szaty i przebrać buty. Wybiegła potem z dormitorium i udała się prosto do chatki Hagrida.
   Kiedy była juz blisko domku gajowego, półolbrzym wyjrzał przez okno i wyszedł jej na powitanie. Zamienili kilka słów a potem Hagrid pokazał dziewczynie nowy dom Corra.
Był to jeden duży boks o  ścianach z grubego i świeżego drewna, gdzieniegdzie przewijał się pas metalu w celu umocnienia całej stajni oraz małego składziku dobudowanego obok. Całe zaś miejsce otaczała wysoka na dwa i pół metra siatka i równie wysoka brama. Taki mały wybieg z wysokim ogrodzeniem był niestety konieczny bo zwykły płot na pewno nie powstrzymał by dwumetrowego zwierzęcia. Kate była zadowolona z pracy gajowego, Corr miał obszerne mieszkanko i wybieg na którym mógł się spokojnie rozpędzić. Ponad to cała konstrukcja wtulona była w las, a więc w gorące dni zwierze mogło schronić się wśród drzew.
   Strażnik kluczy pokazał jeszcze niebieskookiej wnętrze budowli, a potem udali się w stronę peronu w wiosce czarodziei.

~*~

   Na stacji zgromadziła się nawet pokaźna grupka ludzi. Większość to byli nauczyciele. Hagrid, Snape, Dumbledore oraz Mcgonagall.  Ludzie którzy mieli "wypakować" Corra z wagonu mieli przyjechać tym samym pociągiem co on.
   Wkrótce w oddali pojawiły się pierwsze kłęby białej pary. Niebawem pojawił się też pociąg, który ciągną tylko dwa wagony. To nie był Exspress Hogwart, ale lokomotywa była bardzo podobna tyle że zamiast czerwonego i czarnego koloru pomalowana była na ciemno zielony. Pociąg zatrzymał się a z osobowego wagonu wysiedli dwaj, mocno zbudowani i najprawdopodobniej pogryzieni przez Corra mężczyźni. Uścisnęli ręce nauczycielom, a do Kate zwrócili się słowami typu "To bydle jest cwane!" albo "Nigdy nie widziałem tak wściekłego zwierzęcia!".  Dziewczynę to zirytowało. Nie znają Corra, więc jakim prawem mówią o nim "bydle"?  
   W końcu pomocnicy odsunęli zasuwy wagonu, zwiesili klapę, odsunęli kraty i na końcu dopiero otworzyli siatkę zabezpieczającą. Jednym ruchem jeden z nich złapał za łańcuch przyczepiony do kolczastego kantara czerwonego zwierzaka. Corr momentalnie zaczął się szarpać, czując nacisk na nosie. Warczał, wył, klekotał i kłapał zębami kiedy mężczyźni wprowadzali go na klapę. Gdy zszedł wreszcie na stały ląd zaczął groźnie tupać i kopać tylnymi nogami. Kate wychyliła się z tłumu i wyciągnęła rękę.
 - Corr? - spytała cicho patrząc na biedne zwierze zakute w łańcuchy, i mające na ciele ślady otarć.
Kelpie spojrzał w jej stronę a kiedy poznał swoją panią począł szamotać się, w celu uwolnienia. Pomocnicy jednak coraz mocniej trzymali łańcuchy. Po chwili szarpaniny jeden z nich odezwał się do Kate:
 - Odejdź dziewczynko! On jest dziki! - oczy ciemnowłosej zalśniły czerwienią. Włosy, od czubka głowy aż po same końcówki oblały się takim samym kolorem co sierść zwierzęcia.
 - Puśćcie go. -  rozkazała.
 - Ale... - odezwali się wszyscy dookoła.
 - Puśćcie go! - powiedziała bardziej stanowczo. Mężczyźni puścili łańcuchy a Corr wyrwał się w stronę Kate. Z gardeł obserwujących wydało się głośnie "Oh!" wyrażające przerażenie. Dziewczyna stała jednak spokojnie czekając aż kelpie podbiegnie do niej. Corr jednak tak szczęśliwy ze spotkania nie zatrzymał się na czas i powalił czerwonowłosą na ziemię, po czym schylił się i zaczął ocierać się o dziewczynę. Uczucie było podobne to łaskotek więc Kate zaczęła się śmiać, na co wszyscy zgromadzeni wytrzeszczyli oczy. Chyba nikt z nich jeszcze nigdy nie widział takiej przyjaźni między dzikim, krwiożerczym zwierzęciem a trzynastoletnią dziewczyną.
    Po chwili Kate, lekko ale stanowczo odkleiła od siebie Corra i poczęła rozpinać grzechoczące na jego  ciele łańcuchy. Po chwili czerwony kelpie stał już "goły" przed wystraszonymi nauczycielami. Opiekunka Corra skierowała się w stronę zamku, a kelpie posłusznie ruszył za nią. Wszystkim obserwującym zrzedła mina, kiedy zobaczyli jak potulne jest to czerwone "bydle".
   Kate, z burzą czerwonych włosów na głowie i czerwonym koniem idącym za nią zmierzała przez leśne drogi aż do chatki Hagrida. Nauczyciele i pomocnicy niosący sprzęt dziewczyny zostali daleko w tyle, ponieważ pewnie nie chcieli żeby Kate usłyszała c jak obgadują zachowanie Corra.  Niech gadają, dzielnej dziewczyny i tak to nie obchodziło.

~*~

   Lekcje dłużyły się w nieskończoność. Kiedy jednak już się skończyły Kate nie chciała juz nic robić tylko położyć się na sofie w Pokoju Wspólnym i leżeć aż do kolacji. Błogi odpoczynek przerwali jej jednak nie kto inny jak bliźniacy Wesley.
- Co tam Kateeee? - spytał Georg siadając obok niej.
 - Nic. - odpowiedziała z zamkniętymi oczami.
 - Ojoj, spać ci się chce? - powiedział Fred robiąc słodkie oczka.
 - Tak. Maże o drzemce.
 - To śpij, kto ci nie da? - powiedzieli chórem.
 - Wy.
   Po tej odpowiedzi w pokoju wspólnym zrobiło się dziwnie cicho. Zmęczona dziewczyna nie wiedziała że bliźniacy spojrzeli na siebie znacząco, uśmiechnęli się i wyszli do swojego dormitorium by za chwilę wrócić ze swoimi różdżkami. Biedna niebieskooka jeszcze nie wiedziała co bracia dla niej szykują. Wyciągnęli w jej stronę różdżki i...
- Aquamenti! - krzyknęli razem. W tej samej chwili Kate odskoczyła wyciągając z kieszeni swoją różdżkę i celując w Freda.
 -  Aquamenti! - wyrwało się z jej gardła i strumień wody wystrzelił w stronę chłopaka nie pozostawiając na nim suchej nitki. Kiedy Kate zaczęła się śmiać z Freda ten ponownie wywołał z różdżki wodę. Georg w tym czasie musiał usłyszeć kroki (o ile to w ogóle możliwie we wrzawie krzyków i śmiechów Kate i Freda) Mcgonagall bo szybko myknął do swojego dormitorium. Obraz Grubej Damy otworzył się a do Pokoju niespodziewanie wpadła profesorka. Niebieskooka i Fred dalej bawili się w najlepsze ochlapując tym samym nauczycielkę.
 - Dosyć tego! - zagrzmiała. Fred i Kate momentalnie przestali. - Follow! Wesley! Szlaban! Jutro w moim gabinecie o siedemnastej! - krzyknęła z oburzeniem po czym machnęła różdżką i w Pokoju zrobiło się sucho. Oczywiście Kate i Fred nadal ociekali wodą. Profesorka wyszła a ciemnowłosa zwróciła się do chłopaka:
 - Ty idioto! Dobrze że nam punktów nie odjęła! - wykrzyknęła, lecz patrząc na mokre włosy chłopaka roześmiała się.  - Ej, Georg się też z nami lał, czemu on nie dostał szlabanu... Uciekł!
 - A to dupek!
 - Jutro jestem na ciebie skazana idioto.
 - Ja na ciebie też idiotko.
 - Czemu idiotko?! Ty zacząłeś!
 - Ale mogłaś nie oddawać. - wzruszył ramionami. Kate za to wzniosła ręce ku niemu i ciężko westchnęła, myśląc przy tym "Że też ja musiałam się zakochać w takim chłopaku". To co rozbrzmiało w jej umyśle zbiło ją zupełnie z tropu. Nie zauważyła wcześniej żeby była zakochana w rudzielcu. Wystraszyła się tej myśli.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Hah, przybywam wcześniej z nowym rozdziałem! :) 

Mam kilka spraw do omówienia...
Po pierwsze. Czy może być taka długość rozdziałów, czy mam pisać dłuższe? 
Po drugie.  Czy chcielibyście żebym dodawała do niektórych postów rysunki Kate i Corra? 
Po trzecie. Nie mogę się doczekać i chce wam wcisnąć tutaj jakiś bal, ale nie wiem z jakiej okazji miałby on się odbyć xD Może macie jakieś pomysły? :3

Z góry was przepraszam za literówki, mój brat miał urodziny i oczywiście poczęstowano mnie szampanem xD 

Czytasz? Zostaw po sobie pamiątkę w postaci komentarza. :) Pozdrawiam :P

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

XI "Trzeba uczcić ten rok szkolny, prawda?"


XI
"Trzeba uczcić ten rok szkolny, prawda?"

    Śniadanie przebiegło im bardzo miło. Wszyscy pałaszowali różne słodkości i wypijali najrozmaitsze napoje.
Kate jednak nie mogła niczego przełknąć. Jedzenie dosłownie rosło jej w buzi, to było oczywiste, objadła się poprzedniej nocy i teraz nie miała siły wcisnąć w siebie nawet płatków z mlekiem.
   Kiedy profesor Dumbledor zabrał głos wszyscy zwrócili głowy w jego stronę. Dyrektor mówił o planie lekcji na dziś. Okazało się że trzecia klasa ma lekcje z piątą. Ale niestety jak na złość, mieli lekcje z ofiarą dowcipu bliźniaków czyli z profesorem Snape'm.
Gryfoni spuścili głowy a na ich twarzach pojawiły się niemrawe grymasy, na co George odezwał się z uśmiechem na twarzy:
 - No to co braciszku? Trzeba uczcić ten rok szkolny, prawda? - mrugnął znacząco do Kate.
 - No a czym to chcecie uczcić? Hmmm...? - powiedziała z uśmiechem Kate.
 - Wagarami oczywiście! - krzyknęli chórem. - Może chcesz iść? - popatrzyli chwilę na Kate a ta chwilę się zastanowiła. W sumie czemu nie? Ten dzień zaczął się tak przyjemnie... W takim razie niech dalej będzie przyjemny! Poza tym dziewczyna nie miała ochoty tak od razu zacząć się uczyć i słuchać na lekcjach. Zatroszczy się o to potem.
 - Pewnie! - powiedziała a Hermiona,  siedząca obok ciemnowłosej, otworzyła szeroko buzię. Nie przewidywała takiego obrotu spraw, nie sądziła że Kate będzie chciała już pierwszego dnia pójść na wagary. Wyglądała na wykształconą i zdolną czarodziejkę więc panna Grenger od samego początku ją polubiła. Teraz jednak się nad tym zastanowiła... Nie, nadal ją lubiła.
   Nagle do stołu podeszła profesor Mcgonagall.
- Kate, mogę cię prosić na słówko?
Pani profesor zaprowadziła ciemnowłosą dziewczynę poza Wielką Salę i przekazała jej wiadomość:
 - Posłuchaj Kate, jutro przyjeżdża ten twój... eh... - westchnęła nauczycielka.
 - Chodzi pani o Corra, tak? - spytała niebieskooka, lekko poirytowana.
 - Tak. Więc chodzi o to że musisz być obecna przy wyprowadzaniu go z pociągu. Bądź o jedenastej przy chatce Hagrida, on zaprowadzi cię dalej.  -  powiedziała szybko.
 - Dobrze, dziękuję. - uśmiechnęła się i odeszła. Potem weszła z powrotem do Wielkiej Sali ale tylko skinęła ręką na bliźniaków. Oni zaś pospiesznie wstali, i zaprowadzili Kate w pewne bardzo dziwne miejsce.

~*~

   Kiedy ich pierwsza lekcja się rozpoczęła a na korytarzach nie było już żywej duszy, grupka wagarowiczów wymknęła się szybko z zamku, którego o dziwo nikt nie pilnował.
   Bracia zaprowadzili Kate do Hogsmade. Fred i George pokazali  Kate do swój ulubiony  sklep. Zatrzymali się przed kolorową wystawą po czym weszli do środka.
   Sklep Zonka upstrzony był różnymi przedmiotami do robienia psikusów. Po dłuuugim oglądaniu dostępnych rzeczy Kate zdecydowała się kupić dwie łajnobomby i peruwiański proszek natychmiastowej ciemności.
   Gdy wyszli zza chmur pierwszy raz w tym dniu wyszło słońce. Panowała przyjemna pogoda a jesienna aura dodawała wiosce uroku. Cała trójka zaś błądziła uliczkami, aż doszli na skraj miasteczka.
 - Co to za budynek? - spytała niebieskooka patrząc na stary dom, albo raczej ruderę. Georg jedzący wtedy lizaka z Miodowego Królestwa chciał coś powiedzieć, więc zająkną się, krztusząc się przy tym śliną. A kiedy jeden z bliźniaków tak sobie kasłał, Fred odpowiedział patrząc w stronę budynku.
 - To? Wrzeszcząca Chata. Podobno jest nawiedzona. - zaczął klepać brata po plecach.
- Eee, to chodźmy stąd, nie ma tu nic ciekawego. Może pójdziemy gdzieś usiąść? - powiedziała chcąc zawrócić.
 - Jak to nie ma tu nic ciekawego?! To najczęściej nawiedzany dom w Wielkiej Brytanii! - zwrócił się do niej Georg.
 - Duchy to nic ciekawego. Poza tym skoro tam straszą to pewnie czują się tam dobrze, po co im przeszkadzać? - machnęła ręką i kontynłowała - Ja widywałam duchy od kąt pamiętam, kilka nawet mieszkało u mnie w domu. Niektóre są dosyć złośliwe, na przykład ten który podłożył mi nogę na schodach.
 - A wiesz że w Hogwarcie też są duchy? - spytał jeden z braci.
 - Tak wiem, po pierwsze, wyczułam je, po drugie, widziałam ektoplazmę między drzwiami lochach, po trzecie, wiedziałam jednego w Wielkiej Sali. Przyszedł przywitać się ze Slytherinem. - odpowiedziała. Po kilku minutach usadowili się na wielkim głazie niedaleko ogrodzenia które oddzielało teren Wrzeszczącej Chaty od drogi do Hogsmade. Jedli różne słodycze, niektóre powodowały uśmiechy na ich twarzach. W końcu jednak musieli już wracać, mieli być w szkole na drugą lekcje, ale okazało się że ona też ich ominęła ponieważ się zasiedzieli.
   Szli tak co chwilę wymyślając jakiś nowy temat do rozmowy, gdy nagle jeden z chłopaków zagadną Kate na temat quidditcha.
 - Grasz? - spytał z zaciekawieniem Fred.
 - Niezupełnie... Ale często grałam z tatą... - posmutniała, te wspomnienia tak bardzo ją bolały. - ... Choć to tylko tak dla zabawy...
 - Wiesz, pewnie niedługo będzie nabór do drużyny. Może się zgłosisz? - spytał Georg uśmiechając się szelmowsko.
 - Tak... Nie... Nie wiem, szczerze mówiąc to nie gram zawodowo, no i dawno nie trenowałam. - zawstydziła się trochę. To już prawie rok, prawdę mówiąc zapomniała już jak się trzyma miotłę. Oddaliła się od tej gry ponieważ bardzo zaangażowała się w prace z Correm. Po za tym jej ojciec również nie miał ostatnio czasu...
 - Spokojnie, spokojnie - Fred poklepał ją po plecach  - Wujek Fred i ciocia Georg pomogą ci w treningach, prawda bracie? - zapytał entuzjastycznie.
 - Hej! Dlaczego ja jestem ciocią?! - zirytował się. Kate zachichotała, cieszyła się na myśl że poznała takich pozytywnych ludzi.
 - Bo nie jesteś taki męski jak ja! - Fred klepną się w pierś i staną na baczność.
 - W takim razie jaki ja jestem?
 - Babski! - wykrzyknęła niebieskooka, a widząc szarmancki uśmieszek na twarzy Georga zaczęła biec sprintem w kierunku zamku.

~*~

   Kiedy doszli do szkoły już rozpoczynała się przerwa. Przemknęli obok nauczycieli prosto na błonia, gdzie bliźniacy zaczepili Olivera Wooda i spytali kiedy odbędzie się nabór do drużyny. Kate ucieszyła się ponieważ okazało się że wydarzenie odbędzie się za pięć dni. Ciemnowłosa zdąży popracować z Correm i potrenować z braćmi Wesley.
   Dzień minął dziewczynie bardzo szybko, ale lekcje strasznie jej się dłużyły. Cieszyła się jedynie z tego że każdą lekcję i przerwę spędzała z Hermioną. Mimo że szatynka sprawiała wrażenie poważnej kujonicy, Kate odnalazła z nią wspólny język. Obie kochały książki i często je czytały, wymieniły się kilkoma tytułami i opiniami na temat swoich papierowych przyjaciół.
   Kiedy tylko niebieskooka odrobiła pracę domową i nadrobiła dwie stracone lekcje, rzuciła się na łóżko i zaczęła pisać notatkę w pamiętniku.

Kochany Pamiętniku,

Dzień miną mi bardzo miło. Uczciłam mój pierwszy rok szkolny w Hogwarcie wagarami z Fredem i Georgiem. Zabrali mnie to pobliskiej wioski czarodziei, gdzie odwiedziliśmy kilka sklepów ze słodyczami i magicznymi psikusami.
Bardzo polubiłam tych chłopaków, i wydaje mi się że ja też przypadłam im do gustu. Razem żartujemy i rozmawiamy jak starzy przyjaciele. Bardzo się cieszę że ich poznałam, z nikim tak dobrze mi się nigdy nie rozmawiało.
Prawie cały dzień spędziłam z Hermioną. Na początku sądziłam że to sztywna kujonica, ale gdy się ją pozna bliżej można z nią pogadać na każdy temat.
Chciałabym też bliżej poznać Ginny, ale jak na razie nie mam za bardzo czasu. Może jutro uda nam się zamienić kilka słów?

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

No i jest. Takie wypociny, jałowe teksty i ogólnie ten rozdział jakiś taki nieciekawy :/

Hmmm... Notki za krótkie? Nic jak na razie na to nie poradzę :/ Ale może kompromis? Postaram się robić dłuższe posty (lecz niczego nie obiecuję xD) ale za to będą rzadziej dodawane. Co wy na to? :P

A następny rozdział dodam jak pod tym postem będzie co najmniej 4 komentarzy. To co? Sprostacie zadaniu?