środa, 26 lutego 2014

Rozdział 1

To nie będzie komedia. To nie będzie opowieść o przyjemnościach i miłości.

Mimo tych wesołych dni...

 To będzie opowieść o cierpieniu i przyjaźni.


    Dziś był wyjątkowo pracowity dzień, więc gdy jakimś cudem wracamy do domu, każde rozchodzi sie do swojego pokoju i od razu pada na łóżko. Jesteśmy tak zmęczeni że nawet nie chce nam się zjeść kolacji, ale znając życie jedno z nas w końcu nie wytrzyma i zejdzie na dół do kuchni koło północy i zaśnie przy stole z lukrowanym pączkiem w ręce. I tą osobą zapewne będę ja.
   Ani się obejrzę, jest już północ, schodzę więc na dół myśląc tylko o mojej dyskretnej chwili z pączkiem. Jednak dochodząc do kuchni, zdaję sobie sprawę że to nie będzie chwila sam na sam, bo przy stole siedzi juz Cas i zajada się -o zgrozo- moim pączkiem. Na ten widok spuszczam tylko ręce i wzdycham ciężko bo uświadamiam sobie że w szafce została już tylko bułka z serem. Chwytam ją więc i siadam koło chłopaka. Po chwili milczenia odzywam się:
 - Co zamierzamy robić dzisiaj?
 - Pewnie dwa treningi i praca w obejściu jak zwykle. - mówi między jednym kęsem a drugim. Patrzę na jego rękę która obwinięta jest bandażem na którym widnieje plama krwi. Świeże ugryzienia nie są niczym nowym, ale z takim obrażeniem o trening jutro będzie ciężko.
 - Ty też będziesz trenował? - pytam po chwili namysłu.
 - Tak. - odpowiada. Zaczyna się robić gorąco. Wie że nie chcę żeby jutro jeździł, ale mimo to znowu będzie się ze mną sprzeczał. Już widać że się przygotowuje do starcia ze mną.
 - Kto normalny ujeżdża konie morskie z rozdartym ramieniem! - sprostujmy. Mówiąc "konie morskie" nie mam na myśli małych rybek żyjących na rafach, tylko prawdziwe konie morskie...Co? Nadal nie halo? Cóż, można by rzec że te zwierzęta nie różnią się absolutnie niczym od zwykłych koni. Ten kto tak myśli, musi być albo bardzo głupi, albo ślepy i głuchy. Konie morskie są większe, inteligentniejsze, bardzo niebezpieczne, no i (chyba najistotniejsza rzecz) mogą rozszarpać swojego właściciela na strzępy, wypić  jego krew, a potem przemielić jego pozostałości ostrymi jak brzytwa zębami. Milutkie zwierzątka.
Sokoro już wszyscy są uświadomieni, przejdźmy do rozmowy którą właśnie odbywam z Casem, bo chyba zbytnio zagalopowałam się w sprawie mojego chorego hobby.
 - A może nie jestem według ciebie normalny?! - uchu. Ostro. Miałam ochotę mu to wytknąć, ale stwierdziłam że to na nic.
 - Wiesz przecież jak reagują na zapach krwi, panie trenerze! - punkt dla mnie! Cas nienawidzi jak mówi się do niego w ten sposób. Mówi że nie jest aż taki dobry, bla, bla, bla, a i tak cała wyspa sądzi że właśnie jest tak dobry.
 - Kate! Koniec tego! Zawsze ta sama śpiewka! Przecież wiesz że nic tą gadaniną nie zdziałasz, pamiętasz? Mam umowę, nie mogę sobie pozwolić na dzień odpoczynku, konie muszą trenować! - uderzył pięścią w stół i zacisną zęby.
 - Możesz na mnie krzyczeć, proszę bardzo, ale ja i tak wiem, że gdybyś tylko poprosił doktor Elir wypisałby ci zwolnienie!  - drugi punkt dla mnie.
 - Tak? A kto by sobie wtedy dał radę z 10 końmi które mamy trenować do wyścigu?! - punkt dla niego. Cholera, okazuje się że nie tylko ja znam jego słabe punkty. Gdyby był na zwolnieniu musiałabym trenować z Mac, przemądrzałą lafiryndą, która jest stażystą tak jak ja, a ze względu na naszą charakterność nie trenujemy razem, bo zajechałybyśmy konie.
 - Ja i Mac. To oczywista oczywistość.
 - Serio? Ciekawe kto by wam na to pozwolił. Wszyscy wiedzą że gdybyście zaczęły razem trenować to połowa koni była by od razu niezdolna do udziału w zawodach. - tym zdaniem kończy naszą rozmowę  i odchodzi od stołu w stronę schodów. Po chwili słyszę trzaśnięcie drzwiami. Wspaniale. Znów nie udało mi się go przekonać.

~*~

   Kiedy się budzę, jest już grubo po dziesiątej. Wstając z łóżka dostrzegam na oknie karteczkę z napisem oznajmiającym że mam trenować konie dopiero o dwunastej. Sięgam do szafy i wyciągam niegdyś brązowe, teraz zaś beżowe bryczesy i luźny sweter w różne wzorki. Zakładam go przez głowę i pośpiesznie związuję włosy w luźnego koka. Jednym słowem, topię się w swetrze, a na głowie mam szopę. To nic. W stajni i tak wszyscy wyglądamy tak samo. Nikt nie będzie mnie oceniał. No, chyba że Mac. Mac, ma świetną figurę, jasne, lokowane włosy i gładką skórę. Zawsze nosi bardzo obcisłe bryczesy, a latem bluzki z dużym dekoltem przez co szaleją za nią wszyscy chłopcy na wyspie.
Cóż, przyznaję, jest chuda i zgrabna, ale ewidentnie nie nadaje się do pracy z końmi. Do jazdy? Może tak. Ale nie do pracy z nimi. Jest wątła i ma bardzo mało siły, poza tym płacze od samego złamanego paznokcia więc rzadko kiedy pomaga w stajni. Ale jeśli już pomaga, to kończy  się to zazwyczaj pogryzieniem lub inną kontuzją dla Casa, ponieważ on jest głównym trenerem i zarazem szefem całej kompanii stażystów. Można powiedzieć że jest swego rodzaju niańką.
   Stażyści to osoby które dobrze jeżdżą konno, i chcą kiedyś (w przypadku chłopców) ścigać się na plaży w corocznym Wyścigu Błękitnego Księżyca, lub zostać kiedyś trenerami. Szczerze? Chciałabym dążyć do wzięcia udziału w wyścigu, bo nie uśmiecha mi się fucha trenera. Wszystkich trzeba mieć w garści, wszystkim dowodzić i wiedzieć gdzie co jest. Owszem, jestem błyskotliwa, ale strasznie nie ogarnięta. Nie poradziłabym pięcioosobowej grupie  ludzi.
   Zastanawiając się, kogo będę dziś trenować wyszłam z domu. Nasz dom znajdował się na wzniesieniu, z którego było widać plażę, klify i stajnie Marvra, w której z resztą pracujemy. Stajnia to wielki budynek, otoczony pagórkowatymi padokami i różnego rodzaju wybiegami, na których trenuje sie konie które nie są jeszcze gotowe na zejście z powrotem na plaże.
  Nim się obejrzę dochodzę do stajni i patrzę na rozpiskę treningów.


   Koń po kontuzji?! Dlaczego?! W żadnym wypadku nie powinnam dostawać takiego ślimaka. Jeśli mam kiedykolwiek i gdziekolwiek zdobyć dobrą pracę to muszę dawać z siebie wszystko codziennie, a za tym idzie popylanie po plaży najszybciej jak sie da, a z Redem nie ma takiej możliwości. Owszem, jest młody ale przez Mac (no bo kogo innego) nabawił się kontuzji kilka miesięcy temu. Nie pozostawię tej sprawy samej sobie. Kto jest odpowiedzialny za tą zbrodnię? Oczywiście pan trener.
   Zaczęłam obchód stajni w poszukiwaniu Casa, witając się z każdym mijanym pracownikiem.
W końcu widzę Casa obok ostatniego boksu i stojącą obok niego Mac która robi do niego maślane oczy. Ubrana jest w krótkawą, granatową kurtkę i jak zawsze obcisłe jasne bryczesy. Stoi na przeciwko niego, udając że z uwagą słucha tego co mówi, jednocześnie kręcąc sobie kolejny lok na palcu. Ewidentny przejaw flirtu. Idiotka.
   Nie czekając, wkraczam do akcji i odpycham Mac od Casa... No dobra. Nie robię tego. Proszę go tylko na stronę i pytam dlaczego dał mi takiego konia. I zaraz wszystko staje się jasne... Chciał mi dopiec dzisiaj w stajni za tą nocną docinkę z mojej strony. Cała się gotuję ze złości i zaciskam zęby  w geście buntu. Cas z szyderczym uśmiechem rozkłada ręce i odchodzi w stronę Mac. Ona pewnie dostanie lepszego konia. Ugh. Ciekawie zapowiada się ten dzień.

~*~

   Za ten czas który mi pozostał do treningu zdążyłam oporządzić kilka prywatnych koni, wypastować dwa siodła, pościelić kilka boksów, plus przygotować sobie konia do jazdy. Red jest doświadczonym koniem i mogę go spokojnie zabierać na plażę. Więc nie czekając, wsiadam na dziedzińcu stajni i wyjeżdżam drogą prowadzącą w dół klifów, wprost na plażę.
   Na dole upewniam się że na całej strasie nie ma żadnych niebezpiecznych rzeczy i zaczynam rozgrzewkę. Kilka kółek w tą i w tą, oswojenie  z temperaturą wody i można biegać. Red biega dziś sam ponieważ bardzo forsował by się rywalizacją z innym koniem.
  Zaczynamy bieg. Cóż, jego chód jest przyjemnie wolny, ale chciałabym z niego wycisnąć coś więcej. Niestety. Nie dzisiaj. Ściągam wodze i pilnuję tępa. Koń idzie równo mimo że ściąga trochę w stronę wody, bo pewnie chętnie by się w niej ze mną wykąpał. O nie, nie. Może kiedyś, Red. Jak na razie jesteś skazany na treningi i zawody. Przykro mi.
   Nawet nie zauważam jaka ta jazda jest dla mnie przyjemna. Chyba od bardzo długiego czasu nie jadę konno z prędkością światła i zmarszczonym czołem, tylko wolno, rytmicznie galopuję z uśmiechem na twarzy. Chyba tego mi było trzeba. Trochę znaku stop.
__________________________________________

Witajcie starzy i nowi czytelnicy :)
Przedstawiam wam pierwszy rozdział nowej opowieści "Wild heart's can't be broken" i przepraszam za opóźnienia, ale odcięto mi internet i rozdział nie mógł się pojawić w wyznaczonej dacie. 
Myślę że wam się spodoba :)) 
Pozdrawiam i zapraszam na mojego drugiego bloga ----> http://myvskuuur.blogspot.com/


środa, 19 lutego 2014

To już jest koniec.

Niestety, to już jest koniec. Koniec z opowiadaniem w którym występują postaci potterowskie. Dlaczego? Proste. Od czasu końca ostatniej części z cyklu o Harrym Potterze już nikt tu nie zagląda. Bardzo mnie to martwi, bo nie tylko nie widzę aktywności u siebie na blogu, ale także na innych blogach. Nikt nic nie pisze, a jak już pisze to krótkie nic nie wnoszące notki.
Muszę to powiedzieć. Koniec z tym opowiadaniem. Nie będzie już Freda, Hogwartu, ani Śmierciorzerców. Przykro mi, ale muszę wyeliminować z tego opowiadania te elementy, tym bardziej że utknęłam w takim wątku że chyba już z niego nie wybrnę.
Lecz, mimo że nie będzie już Szkoły Magii, to opowieść będzie toczyła się dalej. Od nowa. W zupełnie innym świecie i czasie. Z innymi ludźmi i z innymi sytuacjami. To będzie opowieść o prawdziwej przyjaźni i przygodzie. Mam nadzieje że spodoba się to zarówno starym czytelnikom jak i nowym.

Zapraszam na "Nowy Początek" już za tydzień.


Teraz w budowie jest także design bloga. Teraz będą górować zimne kolory i zdjęcia z motywami morza. Zmieni się też nagłówek. Ponad to do postów będę dodawała okładki (nagłówki), podobne do tego w górze
Jak widzicie, bloga ma nowy tytuł: "Wild hearts can't be broken", ale adres bloga zostaje taki sam czyli: 
my-secret-red-magic.blogspot.com 
To tyle w kwestiach technicznych. 

Mam nadzieje że nowy blog odbierzecie z uśmiechem na twarzy i pozytywnymi emocjami. 
Pozdrawiam, a tymczasem zapraszam na mojego drugiego bloga:
http://myvskuuur.blogspot.com/