To nie będzie
komedia. To nie będzie opowieść o przyjemnościach i miłości.
Mimo tych wesołych
dni...
Dziś był
wyjątkowo pracowity dzień, więc gdy jakimś cudem wracamy do domu, każde
rozchodzi sie do swojego pokoju i od razu pada na łóżko. Jesteśmy tak zmęczeni
że nawet nie chce nam się zjeść kolacji, ale znając życie jedno z nas w końcu
nie wytrzyma i zejdzie na dół do kuchni koło północy i zaśnie przy stole z lukrowanym pączkiem w ręce. I tą osobą zapewne będę ja.
Ani się obejrzę,
jest już północ, schodzę więc na dół myśląc tylko o mojej dyskretnej chwili z
pączkiem. Jednak dochodząc do kuchni, zdaję sobie sprawę że to nie będzie
chwila sam na sam, bo przy stole siedzi juz Cas i zajada się -o zgrozo- moim
pączkiem. Na ten widok spuszczam tylko ręce i wzdycham ciężko bo uświadamiam
sobie że w szafce została już tylko bułka z serem. Chwytam ją więc i siadam
koło chłopaka. Po chwili milczenia odzywam się:
- Co zamierzamy
robić dzisiaj?
- Pewnie dwa
treningi i praca w obejściu jak zwykle. - mówi między jednym kęsem a drugim.
Patrzę na jego rękę która obwinięta jest bandażem na którym widnieje plama krwi.
Świeże ugryzienia nie są niczym nowym, ale z takim obrażeniem o trening jutro
będzie ciężko.
- Ty też będziesz
trenował? - pytam po chwili namysłu.
- Tak. -
odpowiada. Zaczyna się robić gorąco. Wie że nie chcę żeby jutro jeździł, ale
mimo to znowu będzie się ze mną sprzeczał. Już widać że się przygotowuje do
starcia ze mną.
- Kto normalny
ujeżdża konie morskie z rozdartym ramieniem! - sprostujmy. Mówiąc "konie
morskie" nie mam na myśli małych rybek żyjących na rafach, tylko prawdziwe
konie morskie...Co? Nadal nie halo? Cóż, można by rzec że te zwierzęta nie
różnią się absolutnie niczym od zwykłych koni. Ten kto tak myśli, musi być albo
bardzo głupi, albo ślepy i głuchy. Konie morskie są większe, inteligentniejsze,
bardzo niebezpieczne, no i (chyba najistotniejsza rzecz) mogą rozszarpać
swojego właściciela na strzępy, wypić
jego krew, a potem przemielić jego pozostałości ostrymi jak brzytwa
zębami. Milutkie zwierzątka.
Sokoro już wszyscy są uświadomieni, przejdźmy do rozmowy
którą właśnie odbywam z Casem, bo chyba zbytnio zagalopowałam się w sprawie
mojego chorego hobby.
- A może nie
jestem według ciebie normalny?! - uchu. Ostro. Miałam ochotę mu to wytknąć, ale
stwierdziłam że to na nic.
- Wiesz przecież
jak reagują na zapach krwi, panie trenerze! - punkt dla mnie! Cas nienawidzi
jak mówi się do niego w ten sposób. Mówi że nie jest aż taki dobry, bla, bla,
bla, a i tak cała wyspa sądzi że właśnie jest tak dobry.
- Kate! Koniec
tego! Zawsze ta sama śpiewka! Przecież wiesz że nic tą gadaniną nie zdziałasz,
pamiętasz? Mam umowę, nie mogę sobie pozwolić na dzień odpoczynku, konie muszą
trenować! - uderzył pięścią w stół i zacisną zęby.
- Możesz na mnie
krzyczeć, proszę bardzo, ale ja i tak wiem, że gdybyś tylko poprosił doktor
Elir wypisałby ci zwolnienie! - drugi
punkt dla mnie.
- Tak? A kto by
sobie wtedy dał radę z 10 końmi które mamy trenować do wyścigu?! - punkt dla
niego. Cholera, okazuje się że nie tylko ja znam jego słabe punkty. Gdyby był
na zwolnieniu musiałabym trenować z Mac, przemądrzałą lafiryndą, która jest
stażystą tak jak ja, a ze względu na naszą charakterność nie trenujemy razem,
bo zajechałybyśmy konie.
- Ja i Mac. To
oczywista oczywistość.
- Serio? Ciekawe
kto by wam na to pozwolił. Wszyscy wiedzą że gdybyście zaczęły razem trenować
to połowa koni była by od razu niezdolna do udziału w zawodach. - tym zdaniem
kończy naszą rozmowę i odchodzi od stołu
w stronę schodów. Po chwili słyszę trzaśnięcie drzwiami. Wspaniale. Znów nie
udało mi się go przekonać.
~*~
Kiedy się budzę,
jest już grubo po dziesiątej. Wstając z łóżka dostrzegam na oknie karteczkę z
napisem oznajmiającym że mam trenować konie dopiero o dwunastej. Sięgam do
szafy i wyciągam niegdyś brązowe, teraz zaś beżowe bryczesy i luźny sweter w
różne wzorki. Zakładam go przez głowę i pośpiesznie związuję włosy w luźnego
koka. Jednym słowem, topię się w swetrze, a na głowie mam szopę. To nic. W
stajni i tak wszyscy wyglądamy tak samo. Nikt nie będzie mnie oceniał. No,
chyba że Mac. Mac, ma świetną figurę, jasne, lokowane włosy i gładką skórę.
Zawsze nosi bardzo obcisłe bryczesy, a latem bluzki z dużym dekoltem przez co
szaleją za nią wszyscy chłopcy na wyspie.
Cóż, przyznaję, jest chuda i zgrabna, ale ewidentnie nie
nadaje się do pracy z końmi. Do jazdy? Może tak. Ale nie do pracy z nimi. Jest
wątła i ma bardzo mało siły, poza tym płacze od samego złamanego paznokcia więc
rzadko kiedy pomaga w stajni. Ale jeśli już pomaga, to kończy się to zazwyczaj pogryzieniem lub inną
kontuzją dla Casa, ponieważ on jest głównym trenerem i zarazem szefem całej
kompanii stażystów. Można powiedzieć że jest swego rodzaju niańką.
Stażyści to
osoby które dobrze jeżdżą konno, i chcą kiedyś (w przypadku chłopców) ścigać
się na plaży w corocznym Wyścigu Błękitnego Księżyca, lub zostać kiedyś
trenerami. Szczerze? Chciałabym dążyć do wzięcia udziału w wyścigu, bo nie
uśmiecha mi się fucha trenera. Wszystkich trzeba mieć w garści, wszystkim
dowodzić i wiedzieć gdzie co jest. Owszem, jestem błyskotliwa, ale strasznie
nie ogarnięta. Nie poradziłabym pięcioosobowej grupie ludzi.
Zastanawiając
się, kogo będę dziś trenować wyszłam z domu. Nasz dom znajdował się na
wzniesieniu, z którego było widać plażę, klify i stajnie Marvra, w której z
resztą pracujemy. Stajnia to wielki budynek, otoczony pagórkowatymi padokami i
różnego rodzaju wybiegami, na których trenuje sie konie które nie są jeszcze
gotowe na zejście z powrotem na plaże.
Nim się obejrzę
dochodzę do stajni i patrzę na rozpiskę treningów.
Koń po
kontuzji?! Dlaczego?! W żadnym wypadku nie powinnam dostawać takiego ślimaka.
Jeśli mam kiedykolwiek i gdziekolwiek zdobyć dobrą pracę to muszę dawać z
siebie wszystko codziennie, a za tym idzie popylanie po plaży najszybciej jak
sie da, a z Redem nie ma takiej możliwości. Owszem, jest młody ale przez Mac
(no bo kogo innego) nabawił się kontuzji kilka miesięcy temu. Nie pozostawię
tej sprawy samej sobie. Kto jest odpowiedzialny za tą zbrodnię? Oczywiście pan
trener.
Zaczęłam obchód
stajni w poszukiwaniu Casa, witając się z każdym mijanym pracownikiem.
W końcu widzę Casa obok ostatniego boksu i stojącą obok
niego Mac która robi do niego maślane oczy. Ubrana jest w krótkawą, granatową
kurtkę i jak zawsze obcisłe jasne bryczesy. Stoi na przeciwko niego, udając że
z uwagą słucha tego co mówi, jednocześnie kręcąc sobie kolejny lok na palcu.
Ewidentny przejaw flirtu. Idiotka.
Nie czekając,
wkraczam do akcji i odpycham Mac od Casa... No dobra. Nie robię tego. Proszę go
tylko na stronę i pytam dlaczego dał mi takiego konia. I zaraz wszystko staje
się jasne... Chciał mi dopiec dzisiaj w stajni za tą nocną docinkę z mojej
strony. Cała się gotuję ze złości i zaciskam zęby w geście buntu. Cas z szyderczym uśmiechem
rozkłada ręce i odchodzi w stronę Mac. Ona pewnie dostanie lepszego konia. Ugh.
Ciekawie zapowiada się ten dzień.
~*~
Za ten czas
który mi pozostał do treningu zdążyłam oporządzić kilka prywatnych koni,
wypastować dwa siodła, pościelić kilka boksów, plus przygotować sobie konia do
jazdy. Red jest doświadczonym koniem i mogę go spokojnie zabierać na plażę.
Więc nie czekając, wsiadam na dziedzińcu stajni i wyjeżdżam drogą prowadzącą w
dół klifów, wprost na plażę.
Na dole upewniam
się że na całej strasie nie ma żadnych niebezpiecznych rzeczy i zaczynam
rozgrzewkę. Kilka kółek w tą i w tą, oswojenie
z temperaturą wody i można biegać. Red biega dziś sam ponieważ bardzo
forsował by się rywalizacją z innym koniem.
Zaczynamy bieg.
Cóż, jego chód jest przyjemnie wolny, ale chciałabym z niego wycisnąć coś
więcej. Niestety. Nie dzisiaj. Ściągam wodze i pilnuję tępa. Koń idzie równo
mimo że ściąga trochę w stronę wody, bo pewnie chętnie by się w niej ze mną
wykąpał. O nie, nie. Może kiedyś, Red. Jak na razie jesteś skazany na treningi
i zawody. Przykro mi.
Nawet nie
zauważam jaka ta jazda jest dla mnie przyjemna. Chyba od bardzo długiego czasu
nie jadę konno z prędkością światła i zmarszczonym czołem, tylko wolno,
rytmicznie galopuję z uśmiechem na twarzy. Chyba tego mi było trzeba. Trochę
znaku stop.
__________________________________________
Witajcie starzy i nowi czytelnicy :)
Przedstawiam wam pierwszy rozdział nowej opowieści "Wild heart's can't be broken" i przepraszam za opóźnienia, ale odcięto mi internet i rozdział nie mógł się pojawić w wyznaczonej dacie.
Myślę że wam się spodoba :))
Pozdrawiam i zapraszam na mojego drugiego bloga ----> http://myvskuuur.blogspot.com/


