wtorek, 16 lipca 2013

XVI "Ona i Fred"

XVI
"Ona i Fred"

   Kate ledwo doczłapała do Wieży Gryffindoru. Tuż przed obrazem Grubej Damy zdjęła buty i rozpuściła włosy. Na bosaka doszła do dormitorium gdzie spały już smacznie Hermiona i Ginny. Ciemnowłosa bez entuzjazmu padła na łóżko, nadal w głowie mając dzisiejszy bal. Poszła tam z Fredem, śpiewała, i... Nie, tego na pewno nie będzie wspominać. Niebieskooka próbowała odrzucić z całej siły tą myśl, lecz ta była silniejsza i, i tak  przemknęła jej do głowy. Tańczyła z Fredem i nawet się do niego przytulała! Ciekawe czy ktoś to widział? Kate, ty idiotko! Oczywiście że ktoś to widział! Cała sala to widziała! Czy teraz będą się z niej śmiać? Czy wyśmieją ją tylko dlatego że była na balu z kimś, kto jej się na prawdę podoba? Nie, dlaczego mieliby to zrobić? "Co się ze mną dzieje?" przeszło jej przez myśl. Zamknęła oczy i głęboko odetchnęła. Czy tak to jest jak się zakochasz?
  Z rozmyśleń dziewczynę wyrwał dźwięk pukania do drzwi. Wstała niechętnie i podeszła do drzwi. Otworzyła je i spojrzała na rudą czuprynę. To był Fred.
 - Cześć. - odezwał się.
 - Cześć... - odpowiedziała Kate spuszczając wzrok.
 - Niemiałabyś ochoty pójść ze mną na spacer? - spytał. - Pomyślałem że nie możesz zasnąć tak jak ja, no i... Jestem. - uśmiechną się nieśmiało. Niebieskooka pomyślała przez chwilę że Fred zabierze ją gdzieś by wyznać jej miłość i w pewnym momencie się wystraszyła. Jak by to wyglądało? Ona i Fred. Ona i Fred. Ona i Fred. Ona...
 - To idziesz? - odezwał się znowu.
 - Tak, już. Tylko pójdę po buty. - odeszła i zaczęła szukać trampek (coś typu converse wysokie). Znalazła je pod łóżkiem, gdzie ich miejsce. Ciemnowłosej przeszło przez myśl żeby przebrać się w jakieś spodnie i zwykły T-shirt, ale stwierdziła że nie ma na to czasu. W biegu złapała jeszcze biały, wełniany sweter i narzuciła na siebie. Mijając lustro, zerknęła na swoje odbicie i zobaczyła że wygląda jeszcze głupiej niż przed balem. Dzięki swetrowi wyglądała jakby miała na sobie spódniczkę a nie sukienkę. Trampki na jej nogach dodawały chaotyczności co jeszcze wzmacniały rozczochrane włosy. Spojrzała na swoje oczy. Były wyraźne i trzeźwe, ponadto aż świeciły niebieskością. Dziewczyna odwróciła się w stronę drzwi i poszła w tamtą stronę. Gdy tylko wyszła poczuła że coś chwyta ją za rękę. Poczuła dziwne ciepło przechodzące z jej dłoni ku skroniom. Uff, zrobiło się gorąco. Dziwnie, nigdy wcześniej się tak nie czuła. Spojrzała na nadgarstek trzymanej przez Freda ręki. Pozornie wyglądające żyły zaczęły rozchodzić się aż do przedramienia czerwieniąc się i napinając pod wpływem jaśniejącej krwi. Magia.
   Kate uwolniła z uścisku rękę i przybliżyła do oczu.
 - Co się dzieje? Przecież cię nie zjem. - odezwał się chłopak.
 - Wiem, patrz. - pokazała nadgarstek. Fred zrobił wielkie oczy. To wyglądało okropnie, i na dodatek rozprzestrzeniało się po całym ciele dziewczyny.
 - Musisz iść z tym do lekarza. - powiedział półgłosem.
 - Nie, no co ty! Nie ma mowy, to zaraz przejdzie, zobaczysz. Chodźmy już. - i skierowali się w stronę dziedzińca. Kiedy już tam byli, usiedli na jednej z ławek i mocniej otulili się swetrami.  Wiał zimny wiatr, który czochrał im włosy, ale poza tym było nawet ciepło jak na tak późną godzinę. Kate włożyła ręce do kieszeni swetra i spojrzała na niebo. Nie było w ogóle chmur, co pozwalało dojrzeć nawet najbardziej odległą od Ziemi gwiazdę. A księżyc...Ach, ciemnowłosa jeszcze nigdy nie widziała tak pięknego księżyca. Świecił jasno, rzucając na kamienny dziedziniec niebieskawą poświatę.
 - Naprawdę uważam że powinnaś coś z tym zrobić. - Fred spojrzał na dziewczynę i podniósł jej rękę bliżej swojej twarzy. Czerwone żyły nie znikały. Chłopak, w niebieskawej poświacie księżyca, przyjrzał się bardziej bladej skórze dziewczyny. - Kate zrób z tym coś. - odezwał się znowu. - To wygląda okropnie.
 - Fred, uwierz mi, nic mi nie jest. - powiedziała przyglądając się z udawanym zaciekawieniem gipsowi na swojej drugiej ręce. Podpisy były już słabo widocznie, wyglądały bardziej jak rozmazane kleksy z atramentu.
 - Follow! A co jeśli jesteś na coś chora? - odparł puszczając jej rękę.
 - Nie jestem na nic chora. Ja nigdy nie choruję. Zdarzają mi się tylko urazy mechaniczne i alergie.
 - Jak to? Nigdy nie byłaś chora?! - Fred nie krył zaskocznia.
 - To dzięki Czerwonej Magii. Te żyły to też pewnie przez to. - uśmiechnęła się blado. Fred spojrzał na nią i już nic nie powiedział. Widać było że chciał by coś zrobić, ale czuje się niezręcznie lub wręcz, boi się zadziałać. Speszył się. Kate nie wiedziała co robić, zaczęło jej się robić głupio i już miała wstać i podziękować, lecz...
 - Kate? -spytał.
 - Tak?
 - Słuchaj, bo ten, ja chciałem... no... - czy on się jąka? Naprawdę się jąka! Naprawdę nie może z siebie wykrztusić słowa. To dziwne.
 - Fred, wszystko dobrze? - spytała, spoglądając na rudzielca.
- Nie... Tak, to znaczy. Chciałem cię o coś zapytać
 - Wal śmiało. - powiedziała z  uśmiechem.
 - Więc... Będziesz ze mną chodzić? - powiedział po chwili.
 - Gdzie mam z tobą chodzić? - Kate udawała że nie rozmunie.
 - Po bułki, wiesz! - parskną śmiechem, Kate również. Cała sytuacja wydawała się napięta i niezręczna dla nich obojgu a jednak śmiali się do łez. Trwali w takim stanie, chyba przez całe pięć minut, aż w końcu Fred powtórzył pytanie.
 - Fred, ja nie chcę się z nikim wiązać. Nigdy tego nie robiłam, nigdy nawet o tym nie myślałam. Poza tym, tak dobrze mi się z tobą rozmawia i tak bardzo cię lubię, nie chciałabym tego zniszczyć. - powiedziała szczerze. Naprawdę nigdy nawet przez myśl jej nie przeszło żeby była z kimś w związku. Sądziła że będzie tylko ona, przyjaciele i Corr. 
 - Skoro tak bardzo mnie lubisz, to czemu nie możemy być razem? - spytał zbity z tropu. Jeszcze żadna dziewczyna mu nie odmówiła, i nigdy nie czuł się przy żadnej tak niezręcznie. To była nowa sytuacja dla ich obojga.
 - Bo...
 - Kate. - złapał ją za ręce i popatrzył w oczy. - Zaufaj mi to nic strasznego. Nie próbuj nawet wmawiać mi że się nie boisz! Wiem, że tak. - przybliżył twarz to jej twarzy, cały czas patrząc jej głęboko w oczy i prawie w ogóle nie mrugając,  oczarowując ją swoim spojrzeniem. Kate nawet nie zauważyła kiedy jej usta zetknęły się z ustami chłopaka. Zamknęła oczy i w mig w jej głowie pojawiła się wątpliwość. "Co ja robię?! Miałam go spławić!",  jednak nie mogła. Kiedy wpatrywała się w ciepłe, czekoladowe oczy Freda zupełnie zapominała o tym że była zbuntowaną dziewczyna, która patrzyła na chłopców jak na przyjaciół a nie jak na słodkich, umięśnionych przystojniaków, na widok których zaczyna się ślinić. Hej Kate! Heeej Kateee!! Kate!!!
   Dziewczyna szybkim ruchem odkleiła się od chłopaka i spojrzała na niego z politowaniem. "Skończony idiota" pomyślała.
   Fred nagle parskną śmiechem, przyglądając się włosom Kate.
 - Co cię tak bawi? - powiedziała z lekkim wyrzutem - Dopiołeś swego! Pocałowałeś mnie, a teraz się ze mnie śmiejesz, właśnie tego się bałam. - spuściła wzrok.
 - Ale nie o to chodzi, patrz! - chwycił za kosmyk jej włosów i przysunął jej do oczu.  Nie uwierzycie, ale... Jej włosy były RÓŻOWE! Kate zaczęła się śmiać na całe gardło. Co to ma niby oznaczać? Nie mogła tego zrozumieć, śmiała się aż w końcu zaczęło jej brakować tchu. Różowe włosy, haha, ma różowe włosy. Zakochała się. Zakochała się...
    Kiedy obydwoje się uspokoili nastała chwila ciszy. Fred drgnął nagle, jakby mu się coś przypomniało i sięgną do kieszeni. Trzymał w rękach coś co przypominało zdjęcia zrobione polaroidem. Rudowłosy pokazał dziewczynie ruszające się zdjęcia które przedstawiały osoby obecne na balu.  Na jednym ze zdjęć, Kate rozpoznała Ginny tańczącą z jakimś ciemnowłosym Krukonem. Nie znała go.
 - Nie poszczęściło jej się. - odezwał się Fred. - Wybiegła zaraz po trzeciej piosence.
 - Oh, ale mi teraz głupio... Powinnam tam być. - powiedziała zasmucona.
 - Nie martw się, przecież oni kazali ci śpiewać.
 - Może masz rację. Pogadam z nią później. - powiedziała spoglądając na następne zdjęcie. Przedstawiało ono przytulającą się parę. Czarnowłosa dziewczyna była przytulona do klatki piersiowej chłopaka, a on trzymał ją za rękę i opierał czoło na jej głowie. Patrzył w obiektyw z łobuzerskim uśmieszkiem i śmiejącymi się oczami. Dziewczyna wyglądała jakby spała, miała przymknięte oczy i lekko się uśmiechała. Nagle Kate dostrzegła że obrazek przedstawia ją i Freda, podczas balu, bujających się w rytm niemej muzyki. Tak pięknie wyglądali.
 - Ładne zdjęcie. - uśmiechnęła się ciemnowłosa. Znowu zawiał zimny wiatr, na co dziewczynę przeszedł dreszcz. Było jej już zimno, i czuła się bardzo śpiąca. Kate wstała, pogładziła materiał czarnej sukienki i odezwała się do Freda - Ja chyba już pójdę, jestem zmęczona. To narazie. - ciemnowłosa odeszła cicho w stronę wejścia do zamku. Już miała puścić się szybkim krokiem w stronę wieży Gryffindoru, kiedy zatrzymał ją głos Freda.
 - Kate.
 - Tak? - odwróciła się do niego.
 - Mam jakąś szansę? - spytał, uśmiechając się smutno. Jeszcze nigdy go takiego nie widziała. Oczywiście, zdawała sobie sprawę z tego, że nie zna Freda przez całe życie, ale wiedziała że "smutne uśmiechanie" nie leży w naturze rudzielca. Ponadto nie chciałaby żeby chłopak był smutny lub zawiedziony z jej powodu.
 - Niech ci będzie. - odeszła bez pożegnania. Fred zobaczył tylko jej różowe włosy znikające za framugą ogromnych drzwi... 

~*~

    Kate sięgała właśnie po tosta, kiedy zobaczyła Freda wchodzącego do Wielkiej Sali.
 - Kryjcie mnie! - wrzasnęła do paczki przyjaciół, dając nura pod stół i tym samym wprawiając stół w drganie, co z kolei spowodowało wylanie się soku pomarańczowego na plecy dziewczyny. Kate czym prędzej podciągnęła kolana pod brodę i patrzyła jak Fred siada  na jej miejscu. Słyszała urywki rozmów i modliła się żeby przyjaciele jej nie wsypią.
 - Poczta! - powiedział ktoś siedzący przy stole. Dziewczyna odczekała chwilę po czym znowu usłyszała strzępek rozmowy.
 - To do Kate. Przechowam dla niej. - odezwał się Fred.
 - Nie! - wyrwało się Hermionie - Ja to wezmę, Kate jeszcze nie zeszła z dormitorium. Zaniosę jej to. - powiedziała i dyskretnie podała ciemnowłosej dwa listy pod stołem. Kate ukryła je w kieszeni.
 - Fred zobacz! - ktoś się odezwał - Georg do ciebie macha, chyba coś się stało. Idź zobacz co.
 - Gdzie? Nie widzę.
 - Tam obok stołu Krukonów. No idź! - to Hermiona, wygoniła Freda i skinęła ręką żeby Kate wyszła spod stołu. Tak też uczyniła, po czym rzuciła się w stronę wyjścia. Szatynka pobiegła za nią.
   Zanim rudzielec zdążył wrócić do stołu, dziewczyn już nie było. Siedziały już na łóżkach w swoim dormitorium i rozmawiały.
 - Czemu unikasz Freda? - spytała w końcu Hermiona.
 - Bo my... ee...
 - No co? Mów.
 - My się... - wzięła głęboki oddech - Całowaliśmy.
 - Nie gadaj! - wrzasnęła Hermiona. W tym samym momencie drzwi dormitorium otworzyły się, a w nich stanęła Ginny.
 - Co robiliście?! - wrzasnęła i czym prędzej rzuciła się na łóżko obok ciemnowłosej. - Opowiadaj!
 - No, ale ja nawet tego nie pamiętam...
 - Jejku! Jak można czegoś takiego nie pamiętać! - dziewczyny  nie kryły zdziwnienia. Rzeczywiście, Kate nie pamiętała. Nie pamiętała prawie nic z tego siedzącego spaceru z Fredem. Tamtejsze wspomnienia zasnuły się gęstą mgłą, która zaćmiła cały jej umysł. Może to przez tą niespodziewaną propozycję złożoną przez Freda? A może to wszytko dzieje się zbyt szybko?
 - Dobra, rozumiem że to dziwne, ale nie mam ochoty o tym teraz rozmawiać. Muszę to wszystko teraz przemyśleć, bo zaczynam czuć się jakbym grała w jakiejś komedii romantycznej. - westchnęła ciemnowłosa.
 - Czyli teraz można was nazwać parą? - spytała Ginny.
 - Właśnie nie jestem pewna. Chyba jak na razie nie będę zbytnio tego okazywała. Wiecie to dla mnie nowa sytuacja i nie bardzo wiem jak mam się zachowywać. Ehh... - położyła głowę na poduszce i przymknęła oczy. - Porąbane to wszystko...

~*~

   Kate szła korytarzem kiedy natknęła się na profesora Snape'a który zaprowadził ją prosto do gabinetu dyrektora. Dziewczyna usadowiła się na krześle które jej wskazano i wpatrywała się ze zdziwieniem w grupkę nauczycieli. Co znowu zbroiła? Czyżby ktoś ją wrabiał?
 - Nie domyślasz się dlaczego tu jesteś? - spytał dyrektor.
 - Nie, panie profesorze.
 - Więc może wytłumaczę? Widzisz wezwaliśmy cię tutaj żeby uświadomić ci jak bardzo dużo masz swobody. Otóż, chcemy ci powiedzieć coś o twojej przeszłości, jak to wszystko się zaczęło, jak żyłaś przez te wszystkie lata i dlaczego jesteś obdarzona tym niezwykłym darem - Czerwoną Magią.
Więc, może zacznę od tego że gdy miałaś niespełna rok, twoi rodzice zabrali cię na wyprawę w Latające Góry Troflit. Istny raj dla poszukiwaczy przygód. Drogocenne kamienie, skarby, piękne widoki. Ale do rzeczy, twoi rodzice znaleźli coś, co dało ci Czerwoną Magie, ale oni sami nie wiedzieli co. Wiele razy ich przesłuchiwano, wiele razy wracano do tej sprawy, i wiele razy śledztwo kończyło sie fiaskiem...
Od tamtej pamiętnej wyprawy w góry zaczęły się twoje ataki, coraz częściej wpadałaś w letarg, powodując lewitacje różnych przedmiotów w twoim otoczeniu. Ministerstwo coraz bardziej zaczęło się tobą interesować i prowadzić badania na temat twojej przypadłości, jeżeli to w ogóle można tak nazwać. Badania doprowadziły do tego, że dowiedzieliśmy się że jesteś jak... - zawiesił na chwilę głos i spojrzał w sufit, jakby tam miał znaleźć odpowiedz. - Jesteś jak elektrownia. W twoim ciele zachodzą takie przemiany, że gdybyś tylko wykorzystywała całą swoją moc, mogłabyś zasilić niejedno duże miasto, a nawet i kilka na raz.
Ale najgorsze jest to... Że ktoś bardzo zły chciałby posiąść tę moc. Chyba domyślasz się kto? Więc, kiedy było to już wyraźnie widać, Ministerstwo zapewniło ci pewien rodzaj ochrony. Szpiegowali ciebie i twoją rodzinę bez przerwy, chronili tak cenne źródło energii jakim jesteś.
Potem twoi rodzice zdecydowali się zapisać cię do szkoły magii. Pojechałaś do Deumstrangu i tam rozpoczęłaś naukę. Oczywiście, nadal byłaś obserwowana. Tam miewałaś częstsze napady, zgadza się? - Kate przytaknęła. Oczywiście że miała wtedy częstsze napady. Dlaczego? Dlatego, że w poprzedniej szkole było o wiele więcej osób które śmiały się z jej czerwonej czupryny. To powodowało że zachodziła się furią i nie dawała potem za wygraną. Każdy kto jej dopiekł, musiał ponieść karę. Potem napastnicy przez długie miesiące chodzili z obolałymi kończynami i nawet nie ośmielili się podejść do czarnowłosej.
Dumbledore kontynłował. - Następnie rodzice postanowili przenieść cię tutaj, ale kilka dni przed twoim przyjazdem zostali zamordowani, przez ludzi Czarnego Pana... Teraz cała nadzieja w tobie i w ludziach którzy cię od tak dawna pilnują. Kate. Nie daj się złapać..

~*~

   Zanim Kate wyszła z gabinetu dyrektora, uczniowie schodzili się już do dormitoriów po obiedzie. Dziewczynie przeszło przez myśl że też powinna pójść wrzucić coś na ząb, ale jej nogi wiedziały lepiej i tylko posuwały ją coraz dalej pustym korytarzem, nie dając szansy na sprzeciw.

   W tym momencie ciemnowłosa nie czuła zupełnie nic. Szła tylko z opadniętą szczęką i pustym wzrokiem niewiadomo gdzie. Cichutko w jej głowie krzyczał głos który próbował jej uświadomić czego się przed chwilą dowiedziała. Była obserwowana. Ministerstwo prowadzi nad nią badania. Śmierciożercy chcą ją złapać i zabrać jej moc... Jej życie jest chore.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

BUUUUM! Powracam! ;D
Kończyłam pisać ten rozdział w hotelu, w kawiarni, jedząc paluszki ;p 
Pozdrowienia z Pomorza! :*




5 komentarzy:

  1. rozdział genialny ;)
    czekam na następny :D
    ja też wróciłam ;3
    nowy rozdział u mnie ; )

    OdpowiedzUsuń
  2. dziękuje :)
    lece czytać i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Majka! PRZECZYTAŁAM TWOJĄ TE WSZYSTKIE ROZDZIAŁY I JESTEM ZACHWYCONA! JESTEM DUMNA Z MOJEGO PĄCZKA <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Reaktywacja bloga :D Zapraszam serdecznie :D
    http://fremione-ujawniona-milosc.blogspot.com
    Pozdrawiam.
    ~Clar <3

    OdpowiedzUsuń
  5. dzięki Czekoladowa_Poziomka <3
    Clar wpadam do cb <3

    OdpowiedzUsuń