środa, 26 lutego 2014

Rozdział 1

To nie będzie komedia. To nie będzie opowieść o przyjemnościach i miłości.

Mimo tych wesołych dni...

 To będzie opowieść o cierpieniu i przyjaźni.


    Dziś był wyjątkowo pracowity dzień, więc gdy jakimś cudem wracamy do domu, każde rozchodzi sie do swojego pokoju i od razu pada na łóżko. Jesteśmy tak zmęczeni że nawet nie chce nam się zjeść kolacji, ale znając życie jedno z nas w końcu nie wytrzyma i zejdzie na dół do kuchni koło północy i zaśnie przy stole z lukrowanym pączkiem w ręce. I tą osobą zapewne będę ja.
   Ani się obejrzę, jest już północ, schodzę więc na dół myśląc tylko o mojej dyskretnej chwili z pączkiem. Jednak dochodząc do kuchni, zdaję sobie sprawę że to nie będzie chwila sam na sam, bo przy stole siedzi juz Cas i zajada się -o zgrozo- moim pączkiem. Na ten widok spuszczam tylko ręce i wzdycham ciężko bo uświadamiam sobie że w szafce została już tylko bułka z serem. Chwytam ją więc i siadam koło chłopaka. Po chwili milczenia odzywam się:
 - Co zamierzamy robić dzisiaj?
 - Pewnie dwa treningi i praca w obejściu jak zwykle. - mówi między jednym kęsem a drugim. Patrzę na jego rękę która obwinięta jest bandażem na którym widnieje plama krwi. Świeże ugryzienia nie są niczym nowym, ale z takim obrażeniem o trening jutro będzie ciężko.
 - Ty też będziesz trenował? - pytam po chwili namysłu.
 - Tak. - odpowiada. Zaczyna się robić gorąco. Wie że nie chcę żeby jutro jeździł, ale mimo to znowu będzie się ze mną sprzeczał. Już widać że się przygotowuje do starcia ze mną.
 - Kto normalny ujeżdża konie morskie z rozdartym ramieniem! - sprostujmy. Mówiąc "konie morskie" nie mam na myśli małych rybek żyjących na rafach, tylko prawdziwe konie morskie...Co? Nadal nie halo? Cóż, można by rzec że te zwierzęta nie różnią się absolutnie niczym od zwykłych koni. Ten kto tak myśli, musi być albo bardzo głupi, albo ślepy i głuchy. Konie morskie są większe, inteligentniejsze, bardzo niebezpieczne, no i (chyba najistotniejsza rzecz) mogą rozszarpać swojego właściciela na strzępy, wypić  jego krew, a potem przemielić jego pozostałości ostrymi jak brzytwa zębami. Milutkie zwierzątka.
Sokoro już wszyscy są uświadomieni, przejdźmy do rozmowy którą właśnie odbywam z Casem, bo chyba zbytnio zagalopowałam się w sprawie mojego chorego hobby.
 - A może nie jestem według ciebie normalny?! - uchu. Ostro. Miałam ochotę mu to wytknąć, ale stwierdziłam że to na nic.
 - Wiesz przecież jak reagują na zapach krwi, panie trenerze! - punkt dla mnie! Cas nienawidzi jak mówi się do niego w ten sposób. Mówi że nie jest aż taki dobry, bla, bla, bla, a i tak cała wyspa sądzi że właśnie jest tak dobry.
 - Kate! Koniec tego! Zawsze ta sama śpiewka! Przecież wiesz że nic tą gadaniną nie zdziałasz, pamiętasz? Mam umowę, nie mogę sobie pozwolić na dzień odpoczynku, konie muszą trenować! - uderzył pięścią w stół i zacisną zęby.
 - Możesz na mnie krzyczeć, proszę bardzo, ale ja i tak wiem, że gdybyś tylko poprosił doktor Elir wypisałby ci zwolnienie!  - drugi punkt dla mnie.
 - Tak? A kto by sobie wtedy dał radę z 10 końmi które mamy trenować do wyścigu?! - punkt dla niego. Cholera, okazuje się że nie tylko ja znam jego słabe punkty. Gdyby był na zwolnieniu musiałabym trenować z Mac, przemądrzałą lafiryndą, która jest stażystą tak jak ja, a ze względu na naszą charakterność nie trenujemy razem, bo zajechałybyśmy konie.
 - Ja i Mac. To oczywista oczywistość.
 - Serio? Ciekawe kto by wam na to pozwolił. Wszyscy wiedzą że gdybyście zaczęły razem trenować to połowa koni była by od razu niezdolna do udziału w zawodach. - tym zdaniem kończy naszą rozmowę  i odchodzi od stołu w stronę schodów. Po chwili słyszę trzaśnięcie drzwiami. Wspaniale. Znów nie udało mi się go przekonać.

~*~

   Kiedy się budzę, jest już grubo po dziesiątej. Wstając z łóżka dostrzegam na oknie karteczkę z napisem oznajmiającym że mam trenować konie dopiero o dwunastej. Sięgam do szafy i wyciągam niegdyś brązowe, teraz zaś beżowe bryczesy i luźny sweter w różne wzorki. Zakładam go przez głowę i pośpiesznie związuję włosy w luźnego koka. Jednym słowem, topię się w swetrze, a na głowie mam szopę. To nic. W stajni i tak wszyscy wyglądamy tak samo. Nikt nie będzie mnie oceniał. No, chyba że Mac. Mac, ma świetną figurę, jasne, lokowane włosy i gładką skórę. Zawsze nosi bardzo obcisłe bryczesy, a latem bluzki z dużym dekoltem przez co szaleją za nią wszyscy chłopcy na wyspie.
Cóż, przyznaję, jest chuda i zgrabna, ale ewidentnie nie nadaje się do pracy z końmi. Do jazdy? Może tak. Ale nie do pracy z nimi. Jest wątła i ma bardzo mało siły, poza tym płacze od samego złamanego paznokcia więc rzadko kiedy pomaga w stajni. Ale jeśli już pomaga, to kończy  się to zazwyczaj pogryzieniem lub inną kontuzją dla Casa, ponieważ on jest głównym trenerem i zarazem szefem całej kompanii stażystów. Można powiedzieć że jest swego rodzaju niańką.
   Stażyści to osoby które dobrze jeżdżą konno, i chcą kiedyś (w przypadku chłopców) ścigać się na plaży w corocznym Wyścigu Błękitnego Księżyca, lub zostać kiedyś trenerami. Szczerze? Chciałabym dążyć do wzięcia udziału w wyścigu, bo nie uśmiecha mi się fucha trenera. Wszystkich trzeba mieć w garści, wszystkim dowodzić i wiedzieć gdzie co jest. Owszem, jestem błyskotliwa, ale strasznie nie ogarnięta. Nie poradziłabym pięcioosobowej grupie  ludzi.
   Zastanawiając się, kogo będę dziś trenować wyszłam z domu. Nasz dom znajdował się na wzniesieniu, z którego było widać plażę, klify i stajnie Marvra, w której z resztą pracujemy. Stajnia to wielki budynek, otoczony pagórkowatymi padokami i różnego rodzaju wybiegami, na których trenuje sie konie które nie są jeszcze gotowe na zejście z powrotem na plaże.
  Nim się obejrzę dochodzę do stajni i patrzę na rozpiskę treningów.


   Koń po kontuzji?! Dlaczego?! W żadnym wypadku nie powinnam dostawać takiego ślimaka. Jeśli mam kiedykolwiek i gdziekolwiek zdobyć dobrą pracę to muszę dawać z siebie wszystko codziennie, a za tym idzie popylanie po plaży najszybciej jak sie da, a z Redem nie ma takiej możliwości. Owszem, jest młody ale przez Mac (no bo kogo innego) nabawił się kontuzji kilka miesięcy temu. Nie pozostawię tej sprawy samej sobie. Kto jest odpowiedzialny za tą zbrodnię? Oczywiście pan trener.
   Zaczęłam obchód stajni w poszukiwaniu Casa, witając się z każdym mijanym pracownikiem.
W końcu widzę Casa obok ostatniego boksu i stojącą obok niego Mac która robi do niego maślane oczy. Ubrana jest w krótkawą, granatową kurtkę i jak zawsze obcisłe jasne bryczesy. Stoi na przeciwko niego, udając że z uwagą słucha tego co mówi, jednocześnie kręcąc sobie kolejny lok na palcu. Ewidentny przejaw flirtu. Idiotka.
   Nie czekając, wkraczam do akcji i odpycham Mac od Casa... No dobra. Nie robię tego. Proszę go tylko na stronę i pytam dlaczego dał mi takiego konia. I zaraz wszystko staje się jasne... Chciał mi dopiec dzisiaj w stajni za tą nocną docinkę z mojej strony. Cała się gotuję ze złości i zaciskam zęby  w geście buntu. Cas z szyderczym uśmiechem rozkłada ręce i odchodzi w stronę Mac. Ona pewnie dostanie lepszego konia. Ugh. Ciekawie zapowiada się ten dzień.

~*~

   Za ten czas który mi pozostał do treningu zdążyłam oporządzić kilka prywatnych koni, wypastować dwa siodła, pościelić kilka boksów, plus przygotować sobie konia do jazdy. Red jest doświadczonym koniem i mogę go spokojnie zabierać na plażę. Więc nie czekając, wsiadam na dziedzińcu stajni i wyjeżdżam drogą prowadzącą w dół klifów, wprost na plażę.
   Na dole upewniam się że na całej strasie nie ma żadnych niebezpiecznych rzeczy i zaczynam rozgrzewkę. Kilka kółek w tą i w tą, oswojenie  z temperaturą wody i można biegać. Red biega dziś sam ponieważ bardzo forsował by się rywalizacją z innym koniem.
  Zaczynamy bieg. Cóż, jego chód jest przyjemnie wolny, ale chciałabym z niego wycisnąć coś więcej. Niestety. Nie dzisiaj. Ściągam wodze i pilnuję tępa. Koń idzie równo mimo że ściąga trochę w stronę wody, bo pewnie chętnie by się w niej ze mną wykąpał. O nie, nie. Może kiedyś, Red. Jak na razie jesteś skazany na treningi i zawody. Przykro mi.
   Nawet nie zauważam jaka ta jazda jest dla mnie przyjemna. Chyba od bardzo długiego czasu nie jadę konno z prędkością światła i zmarszczonym czołem, tylko wolno, rytmicznie galopuję z uśmiechem na twarzy. Chyba tego mi było trzeba. Trochę znaku stop.
__________________________________________

Witajcie starzy i nowi czytelnicy :)
Przedstawiam wam pierwszy rozdział nowej opowieści "Wild heart's can't be broken" i przepraszam za opóźnienia, ale odcięto mi internet i rozdział nie mógł się pojawić w wyznaczonej dacie. 
Myślę że wam się spodoba :)) 
Pozdrawiam i zapraszam na mojego drugiego bloga ----> http://myvskuuur.blogspot.com/


środa, 19 lutego 2014

To już jest koniec.

Niestety, to już jest koniec. Koniec z opowiadaniem w którym występują postaci potterowskie. Dlaczego? Proste. Od czasu końca ostatniej części z cyklu o Harrym Potterze już nikt tu nie zagląda. Bardzo mnie to martwi, bo nie tylko nie widzę aktywności u siebie na blogu, ale także na innych blogach. Nikt nic nie pisze, a jak już pisze to krótkie nic nie wnoszące notki.
Muszę to powiedzieć. Koniec z tym opowiadaniem. Nie będzie już Freda, Hogwartu, ani Śmierciorzerców. Przykro mi, ale muszę wyeliminować z tego opowiadania te elementy, tym bardziej że utknęłam w takim wątku że chyba już z niego nie wybrnę.
Lecz, mimo że nie będzie już Szkoły Magii, to opowieść będzie toczyła się dalej. Od nowa. W zupełnie innym świecie i czasie. Z innymi ludźmi i z innymi sytuacjami. To będzie opowieść o prawdziwej przyjaźni i przygodzie. Mam nadzieje że spodoba się to zarówno starym czytelnikom jak i nowym.

Zapraszam na "Nowy Początek" już za tydzień.


Teraz w budowie jest także design bloga. Teraz będą górować zimne kolory i zdjęcia z motywami morza. Zmieni się też nagłówek. Ponad to do postów będę dodawała okładki (nagłówki), podobne do tego w górze
Jak widzicie, bloga ma nowy tytuł: "Wild hearts can't be broken", ale adres bloga zostaje taki sam czyli: 
my-secret-red-magic.blogspot.com 
To tyle w kwestiach technicznych. 

Mam nadzieje że nowy blog odbierzecie z uśmiechem na twarzy i pozytywnymi emocjami. 
Pozdrawiam, a tymczasem zapraszam na mojego drugiego bloga:
http://myvskuuur.blogspot.com/



środa, 29 stycznia 2014

XVII "[..]nie będzie czuła się taka samotna"

XVII "[..]nie będzie czuła się taka samotna"

   Wieczorem Kate znów spotkała się z Fredem i resztą znajomych w pokoju wspólnym. Reszta uczniów, wykończonych dzisiejszymi lekcjami poszła już do dormitorów  z których słychać było tylko ciche szepty a co jakiś czas nagłe wybuchy śmiechu.
   Przyjaciele siedzieli jednak cicho wpatrując się w ogień. Siedzieli na podłodze, opaci o kanapę i rozmyślali. Tylko Kate od czasu do czasu wzdychała do swoich myśli, a uśmiech nie schodził jej z twarzy. To był taki piękny dzień. Czuła się tak, jakby znów wróciła do czasów kiedy mieszkała jeszcze na Prowos. Codziennie ta sama pogoda, zapach bryzy i jazda po plaży w takiej, jak by to powiedziało wiele ludzi, paskudnej pogodzie. Ona jednak uważała że szare chmury będące bliskie deszczu, przerażający wiatr, niosący ze sobą bryzę i ten chłód który tak bardzo dodawał jej otuchy były najpiękniejsze na świecie.
Czego mogła jeszcze w tej chwili chcieć? Tylko jednego. Chciała wrócić na Prowos, i zobaczyć czy nadal jest tam tak samo jak pamiętała.
   Wyobrażając sobie jak tam się zmieniło, zasnęła oparta na ramieniu pewnego chłopaka, a później znów śniły jej się czasy kiedy wolna galopowała po plaży i słuchała nucenia dzikich kelpie.

~*~

   Kilka tygodni później.

   Zaczęły się ferie świąteczne i jak wiecie większość uczniów wyjechała do domów. Kate została w Hogwarcie wraz z garstką nastolatków która również nie wyjechała by spotkać się z rodzinami.
Dziewczyna myślała że jest już na straconej pozycji, bo przecież cała jej paczka odjechała kilka minut temu. Westchnęła patrząc w okno i widząc że w oddali między drzewami unosi się para z komina ruszającej lokomotywy.
Odwróciła się i udała w stronę wielkiej sali. Kiedy była już na dole usłyszała za sobą znajomy głos.
 - Niespodzianka! - i poczuła że coś rzuca się na nią od tyłu razem ze wszelkimi tobołami, jakie to coś ze sobą miało.
 - Fred! - wrzasnęła odwracając się i tuląc przyjaciela - Pociąg ci zwiał!
 - Nie, zostaję z tobą! - odpowiedział odwzajemniając uścisk.
 - Co? Jak to? - puściła chłopaka.
 - No tak. Po prostu pomyślałem że będzie ci samej smutno i postanowiłem zostać. - jeszcze raz objął dziewczynę.
 - Naprawdę? - spytała Kate z lekkim powątpieniem w głosie.
 - Nie. Po prostu pociąg mi zwiał. - puścił ją, uśmiechając się zawadiacko, tak jak to tylko bliźniak Wesley potrafi.
 - Osz ty! - popchnęła go i odwróciła się składając ręce na piersi.
 - Ej no. Jak już mi uciekł to co się będę złościł i próbował za wszelką cenę wrócić, skoro mogę zostać z tobą?
 - W sumie racja... Dobra, denerwujesz mnie ale i tak się cieszę że zostajesz. Los się do mnie uśmiechną. - skwitowała to uśmiechem i pomyślała że naprawdę jest szczęśliwa że Fred zostaje. Nie będzie musiała całe dnie gadać do siebie, może nawet razem z chłopakiem wybierze się na spacer, albo pooglądają jakieś stare zdjęcia z kronik Hogwartu? Chciałaby żeby tak było. Przynajmniej nie będzie czuła się taka samotna.

~*~

   Tego dnia przyjaciele siedzieli na śniadaniu w prawie pustej sali, rozmyślając nad tym, jak spędzić dzisiejszy dzień. Wcześniejsze dni spędzali na spacerowaniu, przesiadywaniu na błoniach i żartowaniu sobie z innych uczniów którzy zostali, do tego stopnia że tamci zaczęli ich unikać.
   Kate pomyślała że znów zaniedbała Corra, przez ten cały czas spędzony z Fredem. Nagle coś wpadło jej do głowy. Wypiła sok dyniowy i chwyciła Freda za rękę. Zaskoczony chłopak zdążył złapać tylko ze stołu jednego pączka i udał się za dziewczyną.
 - Gdzie idziemy? - spytał.
 - Zobaczysz. Poznam cię z kimś, dobrze? - zapytała czy dobrze, lecz Fred wiedział że nie ma tu już nic do gadania. Czym prędzej wyszli z zamku w stronę Zakazanego Lasu i chatki Hagrida.


Wraaaaacam :))
Łapcie nowy wygląd bloga i nowy rozdział :)) no bo jak już wracać to w wielkim stylu!
Piszcie jak wam się podoba i komentujcie ;*
Wspominałam że zaczęłam prowadzić nowego bloga? No więc łapcie link http://myvskuuur.blogspot.com/
Co jeszcze? Ah, tak. Ten rodział jest jeszcze niekompletny, ale dzisiaj lub jutro wstawię jego kontynuację :))
Pozdrawiam, i odezwijcie się czasem z nowymi rozdziałami waszych blogów :*

środa, 11 września 2013

XVII "Droga Kate,"

XVII "Droga Kate,"

  Kate  wstała przed siódmą w bardzo dobrym humorze. Uśmiechnięta od ucha do ucha podeszła do okna i cichutko otworzyła je na oścież. Zawiał chłodny wiatr, który rozwiał czarną czuprynę Kate, i ułożył ją w sobie tylko znaną fryzurę. Kate otworzyła trzeźwe oczy i uśmiechnęła się do świetlistej kuli zwanej Słońcem. Owa gwiazda wschodziła wysoko do góry niczym leniwy kominiarz wspinający się na szczyt budynku.
A skoro o tym mowa...
 - Dzień dobry panie kominiarzu! - krzyknęła radośnie Kate, wychylając się bardzo niebezpiecznie po za okno. Kiedy współlokatorki usłyszały wrzask ciemnowłosej od razu poderwały się z poduszek.
 - Kate? Co ty do diabła robisz? - odezwała się Hermiona zaspanym głosem.
 - Witam się ze słońcem! Dziś jest tak pięknie i rześko! - odpowiedziała entuzjastycznie zza framugi okna.
 - UUgghrr... - zabrzmiało chóralnie.
Kate, stojąc w oknie w piżamie (która składała się z niebieskich majtek i jasnej bluzeczki) wywróciła tylko oczami i wróciła na łóżko. Kiedy usadowiła się na miękkiej pościeli coś sobie przypomniała. Owa rzecz leżała teraz pod łóżkiem starannie wepchnięta pomiędzy kartki pamiętnika. Ciemnowłosa sięgnęła po zeszyt i wysypała z niego dwa listy. Zerknęła na oba na raz. Na pierwszym widniało jakieś nazwisko a na drugim imię Rose. Nastolatka zabrała się za otwieranie pierwszego listu. Kiedy koperta była już rozdarta, z jej wnętrza wychynęła karteczka naznaczona pięknym, zawijastym pismem ciotki.


Droga Kate,

   Piszemy do Ciebie z powodu niezbyt przyjemnej wiadomości. Niestety nie wrócisz do domu na ferie ponieważ wyjeżdżamy do Bułgarii w interesach a Rose zabieramy ze sobą. Wiem że do ferii jeszcze kupa czasu ale chcieliśmy cię po prostu powiadomić że zostaniesz w Hogwarcie na ten czas. Ufam, że nie jesteś na nas zbytnio zła i niedługo się spotkamy.

 Buziaczki Ciocia, Wujek i Rose


   "Phi" pomyślała Kate. "Myślą że będę na nich zła, za to że wyjeżdżają w interesach? Skoro muszą to niech jadą i tak nic na to nie poradzę..." Pomyślała i schowała list z powrotem do notesu. Postanowiła że później wyśle odpowiedź. Dziewczyna sięgnęła po następny list. Ledwie wzięła kopertę do ręki, a imię adresata wywołało u niej zachłyśnięcie się powietrzem. Żeby upewnić się że wzrok ją nie zawodzi, zbliżyła do twarzy list i przyjrzała mu się z niedowierzaniem. Pisał do niej nie kto inny jak Cassio Roswell, jej najlepszy przyjaciel sprzed lat. Ah, ile by dała żeby go teraz zobaczyć! Tak dawno się nie widzieli. Cas, był jej najlepszym przyjacielem, prawie bratem, kiedy mieszkała jeszcze na wyspie zwanej Prowos. To miejsce odgania od siebie każdego kto tam przypłynie, choćby na chwilę. Dlaczego? Bo sama zimna plaża cuchnie krwią. Co roku na wyspie odbywa się wyścig dookoła plaży na... Kelpiach. Dlatego Kate i Cas znaleźli tam swój raj na ziemi, od dziecka uczyli się jeździć, przebywać, kochać. Mieszkała tam zaledwie sześć lat, i miała zaledwie sześć lat kiedy pierwszy raz wsiadła na prawdziwego kelpie, starą, wysłużoną klacz Edanę.
   Ciemnowłosa zamknęła oczy i przez myśli przebiegło jej te całe sześć lat. Ale nie wszystkie chwile były szczęśliwe. Przypomniała sobie ich rany, które zadały im kelpie, złamania, płacz i wreszcie najgorsze. Śmierć rodziców Casa. Opiekunowie chłopca zginęli dwa dni przed przeprowadzką Kate do Anglii, nic nie dało się już zrobić. Chłopiec został sam. Po zaledwie roku napisał do dziewczyny pierwszy list i oznajmił w nim że zaopiekował się nim właściciel prestiżowej stajni kelpie i zatrudnił go jako stajennego. Wtedy pisali do siebie tylko dwa lata i kontakt się urwał.
   Kate stanęły łzy w oczach. Co ona by dała żeby znów się z nim zobaczyć!
  Szklistymi oczami spojrzała na wymiętą kopertę i otworzyła ją bardzo ostrożnie. Wyjęła karteczkę i zaczęła czytać.


Droga Kate,

    Mam nadzieję że mnie jeszcze chociaż trochę pamiętasz. Dosyć nie dawno otrzymałem wiadomość o śmierci twoich rodziców. Wtedy zacząłem do Ciebie pisać, aczkolwiek nie wiem czy te lisy kiedykolwiek do ciebie dotarły... Ale teraz, kiedy dowiedziałem się że chodzisz do Hogwartu, od razu do ciebie napisałem. Chciałem dowiedzieć się co tam u Ciebie, jak sobie radzisz i czy nadal kochasz zwierzęta które pokochaliśmy owych pamiętnych dni kiedy jeszcze mieliśmy siebie na co dzień.

  Pewnie zadajesz sobie pytanie co u mnie? A więc, nadal pracuję w stajni tego nadentego bogacza, ale nie mieszkam już u niego. Pamiętasz jeszcze stary Domek na Cyplu, który sami dekorowaliśmy? Właśnie tam się osiedliłem, i wiesz co, powiem ci że prawie nic się tam nie zmieniło. Myślę że chciałabyś się o tym przekonać, więc chciałbym Cię zaprosić do siebie na wakacje. Co ty na to? Niestety, jest jeden warunek. Musisz pracować, ale załatwiłbym prace w stajni. To jak będzie? Wiem że do wakacji jeszcze daleko, ale już chciałbym dostać od ciebie odpowiedź.

 Kocham Cas.


Kate rzuciła się w stronę ryzy kartek leżącej nieopodal łóżka Ginny. Wzięła pospiesznie jedną z nich i rzuciła się w wymiętą pościel. Sięgnęła jeszcze raz pod łóżko w poszukiwaniu pióra i zaczęła odpisywać na list:


Kochany Casie,

   Oczywiście że cię pamiętam, i nawet nie wiesz jak za Tobą tęsknię! Muszę przyznać że twój list był dla mnie wielkim zaskoczeniem, byłam przekonana że kontakt z Tobą straciłam na dobre. Co u mnie? Jak sobie radzę? Teraz wszystko jest w porządku. W Hogwarcie poznałam nowych przyjaciół i zdążyłam już tutaj trochę nabroić. Rzecz jasna, nie wyrzucili mnie jeszcze ze szkoły, ale jeżeli nadal w pobliżu moich wygłupów (lub czasem przypadkowych wpadek) będą nauczyciele, spodziewaj się mnie na Prowos w pobliżu Domu na Cyplu.

   Co do pracy i przyjazdu... Oczywiście! Tylko nie wiem za bardzo, kiedy będę wolna, na tyle żeby przyjechać na wyspę i cię odwiedzić. Może w wakacje? Co ty na to?

  Myślę że taka odpowiedź na razie ci wystarczy, ale następnym razem chcę porozmawiać z Tobą nie na papierze. Chcę usłyszeć twój głos i zobaczyć jak się zmieniłeś przez te wszystkie lata.


Całuję Kate.


   Dziewczyna sięgnęła po kopertę, zaadresowała ją i wepchnęła do środka korespondencję. Włożyła oba listy do notatnika i schowała pod łóżko. Postanowiła że od razu po śniadaniu uda się do sowiarni żeby wysłać list. Tym czasem, wyobrażając sobie Casa, starszego, wyższego i na pewno bardziej doświadczonego w pracy z kelpiami, zabrała się za robienie porannej toalety.

            ~*~


   Jak pomyślała, tak zrobiła. Od razu po śniadaniu Kate znalazła się w sowiarni i wysłała obie odpowiedzi. W liście do wujostwa napisała że nie gniewa sie, i na pewno czas ferii w Hogwarcie minie jej bardzo miło.
Kiedy dziewczyna udała się na Transmutację, po drodze widziała nieco zagubioną twarz Freda. Chciała do niego podejść i się przywitać, ale stwierdziła że wolałaby to zrobić później, ponieważ rudzielec wyglądał na bardzo zamyślonego.

   Lekcja Transmutacji, minęła ciemnowłosej na rozmyślaniu na temat tego że nie spotkała się dziś w ogóle ze swoją "paczką". Na śniadaniu siedziała sama, a posiłku od razu, niemal wybiegła, by wysłać odpowiedzi na listy. Nastolatka zamknęła książkę i oparła na niej głowę, powoli przymykając oczy i odpływając do krainy snów. Kiedy się obudziła uczniowie pośpiesznie udawali się na obiad. Kate zrobiła to samo, a na posiłku pojawili się już jej przyjaciele. Zamienili kilka słów na temat tego dlaczego się nie widzieli. Otóż, Hermiona, Ginny, Harry i Ron, przyszli na śniadanie trochę później niż zwykle i po prostu minęli się z ciemnowłosą.

   Kiedy Harry i Ron odeszli, pod pretekstem omówienia strategii najbliższego meczu quiddicha, Ginny odezwała się nakładając sobie deser i patrząc na uśmiechniętą od ucha do ucha Kate.
 - Kate, co taka wesoła?
 - Ah, jest taki piękny dzień! Dlaczego mam się smucić? Zważając na to, czego się wczoraj dowiedziałam, powinnam tryskać radością póki jeszcze mogę.
 - Ale czego się wczoraj dowiedziałaś? - spytała  Hermiona nalewając sobie soku dyniowego.
 - Że jestem jak elektrownia...Że jestem śledzona.... Że dyrektor nie wie jak ma nazywać Czerwoną magię... Że codziennie na mnie polują...Że mam nie dać się złapać i... A no tak, bardzo zagrażam Harremu, bo niejaki pan Lord  Voldemord chce mnie złapać, zabrać magię i zabić wybrańca... Więc co za tym idzie? Będę szczerzyć się do bladych ścian, pleść wianki i nosić je na głowie, śpiewać, wesołe elfie piosenki, i roznosić radość gdzie tylko się da! - ostatnie słowa skwitowała szerokim uśmiechem, machnięciem w górę rękoma i teatralnym westchnieniem, którego nie powstydziłaby się naga nimfa, błądząca po lesie z waty cukrowej, i oprowadzana przez wesołe bańki po Krainie Wiecznej Radości.
   Dziewczyny wytrzeszczyły oczy, by dać dziewczynie do zrozumienia że ma im to teraz powoli i szczegółowo wyjaśnić.
Po tej krótkiej, ale treściwej pogadance, Hermiona, chcąc zmienić temat, wróciła do tej wczorajszej zabawy w kotka i myszkę, gdzie Fred był kotem, a Kate myszą.  Szatynka chciała wprowadzić rozmowę na luźniejsze tory, jednak niezbyt jej się to udało. Kate nadal nie chciała poruszać tego tematu, aczkolwiek odpowiedziała na pojedyńcze pytanie dziewczyn:
 - Co zamierzasz z tym zrobić? - spytały jednocześnie.
 - Kompletnie nic. Jak już mówiłam, mam zamiar cieszyć się życiem póki jeszcze mogę, a Fred w niczym tu nie przeszkadza. - odparła, biorąc kęs soczystej brzoskwini, którą zafundowała sobie dziś jako deser. Ogarniając wzrokiem całą Salę natrafiła na drzwi wejściowe którymi wchodzili właśnie bliźniacy Wesley, po zakończonej naradzie na temat meczu.
   Fred, widząc nastolatkę zajadającą sie brzoskwinią, usiadł obok i objął ramieniem.
 - Hej, jak tam? - spytał z zawadiackim uśmiechem, czekając na wybuchową reakcję Kate. Dziewczyna jednak nic mu nie zrobiła, ani nawet nie raczyła się odezwać, na jej głowie tylko znów pojawił się różowy kolor. To mówiło samo za siebie. - Chyba bardzo dobra ta brzoskwinia. Dasz gryza? - spytał ciągle przewiercając ją wzrokiem, na wylot.
Kate odpowiedziała lekkim ruchem głowy i włożyła (czyt. wepchnęła z impetem) brzoskwinię do swojej szklanki z sokiem dyniowym. Cholera wie, jak ta dziewczyna ją tam zmieściła!
 - Może teraz chcesz spróbować? - odpowiedziała, obdarzając rudzielca szerokim uśmiechem.
 - Co ona dzisiaj taka cała w skowronkach? Ciągle się uśmiecha! - Fred pokazał na Kate, pytając zgromadzonego ogółu. Dziewczyny opowiedziały wszytko Wesleyowi na co ten powiedział tylko:
 - Oj, biedna ty... - i chciał ucałować ciemnowłosą w głowę, lecz ta odsunęła się zgrabnie i z uśmiechem numer trzy, odpowiedziała:
 - Na za dużo sobie nie pozwalasz, kotku? - poklepała rudzielca po policzku, w geście który miał oznaczać że nastolatka najzwyczajniej sobie z niego kpi. - A teraz przepraszam, idę dokarmiać tęczą głodne jednorożce. - zarzuciła włosami i odeszła w podskokach.

~*~

   Kate żekomo poszła dokarmiać jednorożce, lecz w rzeczywistości udała się do skrzydła szpitalnego, gdzie pani Pomfrey miała zdjąć jej gips. Była już nie daleko kiedy uświadomiła sobie że Corr już ponand miesiąc nie jeździł pod siodłem. To było niesprawiedliwe, jak mogła aż tak zaniedbać swojego przyjaciela. Zacisnęła pięści i pomaszerowała dalej. Kiedy była już w skrzydle szpitalnym, poprosiła szybko panią Pomfrey o zdjęcie gipsu, a kiedy było już po wszystkim w podskokach udała się do stajni Corra.
   Czerwony koń, był wypuszczony na wybieg i właśnie wąchał jakieś korzonki. Kate szybko otworzyła kłódkę, uchyliła lekko bramę i wślizgnęła się do środka wybiegu. Rzuciła się Corrowi na szyję, tuląc się w jego czerwoną grzywę. Koń przyłożył do jej pleców swój łeb i przymkną oczy. Dziewczyna pomyślała że nie może dłużej zwlekać z jazdą i szybko puściła zwierzaka i pobiegła do siodlarni zabrać sprzęt. Przed założeniem granatowego pleda i siodła, dziewczyna pociągnęła szczotką grzbiet Corra, ściągając z niego warstwę kurzu. Cisnęła miękką szczotkę w koszyk z kosmetykami i wrzuciła siodło na dwumetrowego rumaka. Zapięła popręg i zabrała się za zakładanie ogłowia. Kiedy Corr przyjął wędzidło, Kate spuściła strzemiona i wskoczyła na grzbiet zwierzęcia.
Nakazała Corrowi iść w stronę bramy, podczas gdy ona zakładała rękawice jeździeckie, które dotychczas schowane były w kieszeniach jej beżowych bryczesów. Kiedy byli już blisko wyjścia Kate pchnęła bramę i wyjechała na otwartą przestrzeń. Rozejrzała się krótko po okolicy i Pomyślała że nie będzie jeździć po pagórkowatym terenie do okoła zamku, bo w takich warunkach nie będzie mogła dość szybko galopować. Spojrzała za siebie i zobaczyła bramę wybiegu, stajenkę a za nią przrarzający ogrom Zakazanego Lasu. Znów odwróciła głowę w przód, a jej wzrok tym razem padł na rozległe jezioro. Każdy detal krajobrazu Kate obejrzała jak najdokładniej się dało, ale dostrzegła tylko kamieniste wybrzeże i płytką, szarą wodę.
Słońce nagle wychynęło zza jednego obłoczka, a dziewczyna przysłoniła dłonią oczy i przymknęła je, starając się uchwycić ostrość jakiej nie powstydziłby się żaden kot. Omiotła raz jeszcze jezioro zrezygnowanym spojrzeniem, kiedy jej uwagę przykół... Kawałek plażyczki?
Czym prędzej Kate ściągnęła wodze i ścisnęła boki Corra nogami, a ten zaskoczony kwikną tylko i rzucił się do biegu. Czarnowłosa objechała część jeziora i dotarła do swojego celu. "Plażyczka" nie okazała się wcale taka mała bo miała podad dwa kilometry, ale cóż się dziwić z tak dużej odległości ludzie widzą różne rzeczy.
Kate przejechała się kłusem dookoła plaży żeby sprawdzić czy nie ma jakiś dołków lub wystających korzeni o które Corr mógłby sobie zrobić krzywdę. Kiedy dotarła już na sam koniec nowo odkrytego miejsca, zwróciła się w przeciwną stronę. Nachyliła się nad szyją konia i szepnęła mu do ucha:
 - Teraz się rozpędzimy... - i szarpnęła znacząco za wodze - Zobaczysz, znów poczujemy się wolni... Znów będziemy ścigać się z wiatrem, znów będziemy jednym oddechem, biciem, ciałem. Dalej! - wykrzykując ostatnie słowo dała kelpie znak żeby ruszył. Corr podniósł do góry przednie kopyta i ruszył dzikim cwałem, zostawiając za sobą kłęby piachu.
- Łuchu! - wykrzyknęła czarnowłosa wznosząc wzrok ku górze. Otworzyła oczy i spojrzała w niebo. Było zachmurzone, tak jak zawsze na Prowos. Wtedy poczuła ten dreszcz, który czuła każdego dnia na wyspie kiedy chłodny wiatr bawił się jej włosami. Znów przymknęła oczy i poczuła się nagle jakby była tam z nim, jakby cofnęła się w czasie.
Nie wiedziała, że dosłownie w tej samej chwili pewien czarnowłosy chłopak poczuł dokładnie to samo...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Witam :*
Łapcie nowy rozdział i czytajcie :)
A jak już przeczytacie, napiszcie w komentarzu jak wam się podoba nowa postać :) Wiem, wiem, mało o niej wiemy jak na razie, ale chcę po prostu wiedzieć czy jest sens rozwijania wątku o Casie ;)

Pozdrowionka kochani :*



poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Podziękowania :)

Podziękowania :)

Chcę poświęcić tego posta na podziękowanie użytkownikowi Czekoladowa_Poziomka,
za zrobienie pięknego nagłówka i pomocy w jego umieszczeniu ;) <3 

Więc jak wam się podoba nowy wygląd bloga? :)

wtorek, 16 lipca 2013

XVI "Ona i Fred"

XVI
"Ona i Fred"

   Kate ledwo doczłapała do Wieży Gryffindoru. Tuż przed obrazem Grubej Damy zdjęła buty i rozpuściła włosy. Na bosaka doszła do dormitorium gdzie spały już smacznie Hermiona i Ginny. Ciemnowłosa bez entuzjazmu padła na łóżko, nadal w głowie mając dzisiejszy bal. Poszła tam z Fredem, śpiewała, i... Nie, tego na pewno nie będzie wspominać. Niebieskooka próbowała odrzucić z całej siły tą myśl, lecz ta była silniejsza i, i tak  przemknęła jej do głowy. Tańczyła z Fredem i nawet się do niego przytulała! Ciekawe czy ktoś to widział? Kate, ty idiotko! Oczywiście że ktoś to widział! Cała sala to widziała! Czy teraz będą się z niej śmiać? Czy wyśmieją ją tylko dlatego że była na balu z kimś, kto jej się na prawdę podoba? Nie, dlaczego mieliby to zrobić? "Co się ze mną dzieje?" przeszło jej przez myśl. Zamknęła oczy i głęboko odetchnęła. Czy tak to jest jak się zakochasz?
  Z rozmyśleń dziewczynę wyrwał dźwięk pukania do drzwi. Wstała niechętnie i podeszła do drzwi. Otworzyła je i spojrzała na rudą czuprynę. To był Fred.
 - Cześć. - odezwał się.
 - Cześć... - odpowiedziała Kate spuszczając wzrok.
 - Niemiałabyś ochoty pójść ze mną na spacer? - spytał. - Pomyślałem że nie możesz zasnąć tak jak ja, no i... Jestem. - uśmiechną się nieśmiało. Niebieskooka pomyślała przez chwilę że Fred zabierze ją gdzieś by wyznać jej miłość i w pewnym momencie się wystraszyła. Jak by to wyglądało? Ona i Fred. Ona i Fred. Ona i Fred. Ona...
 - To idziesz? - odezwał się znowu.
 - Tak, już. Tylko pójdę po buty. - odeszła i zaczęła szukać trampek (coś typu converse wysokie). Znalazła je pod łóżkiem, gdzie ich miejsce. Ciemnowłosej przeszło przez myśl żeby przebrać się w jakieś spodnie i zwykły T-shirt, ale stwierdziła że nie ma na to czasu. W biegu złapała jeszcze biały, wełniany sweter i narzuciła na siebie. Mijając lustro, zerknęła na swoje odbicie i zobaczyła że wygląda jeszcze głupiej niż przed balem. Dzięki swetrowi wyglądała jakby miała na sobie spódniczkę a nie sukienkę. Trampki na jej nogach dodawały chaotyczności co jeszcze wzmacniały rozczochrane włosy. Spojrzała na swoje oczy. Były wyraźne i trzeźwe, ponadto aż świeciły niebieskością. Dziewczyna odwróciła się w stronę drzwi i poszła w tamtą stronę. Gdy tylko wyszła poczuła że coś chwyta ją za rękę. Poczuła dziwne ciepło przechodzące z jej dłoni ku skroniom. Uff, zrobiło się gorąco. Dziwnie, nigdy wcześniej się tak nie czuła. Spojrzała na nadgarstek trzymanej przez Freda ręki. Pozornie wyglądające żyły zaczęły rozchodzić się aż do przedramienia czerwieniąc się i napinając pod wpływem jaśniejącej krwi. Magia.
   Kate uwolniła z uścisku rękę i przybliżyła do oczu.
 - Co się dzieje? Przecież cię nie zjem. - odezwał się chłopak.
 - Wiem, patrz. - pokazała nadgarstek. Fred zrobił wielkie oczy. To wyglądało okropnie, i na dodatek rozprzestrzeniało się po całym ciele dziewczyny.
 - Musisz iść z tym do lekarza. - powiedział półgłosem.
 - Nie, no co ty! Nie ma mowy, to zaraz przejdzie, zobaczysz. Chodźmy już. - i skierowali się w stronę dziedzińca. Kiedy już tam byli, usiedli na jednej z ławek i mocniej otulili się swetrami.  Wiał zimny wiatr, który czochrał im włosy, ale poza tym było nawet ciepło jak na tak późną godzinę. Kate włożyła ręce do kieszeni swetra i spojrzała na niebo. Nie było w ogóle chmur, co pozwalało dojrzeć nawet najbardziej odległą od Ziemi gwiazdę. A księżyc...Ach, ciemnowłosa jeszcze nigdy nie widziała tak pięknego księżyca. Świecił jasno, rzucając na kamienny dziedziniec niebieskawą poświatę.
 - Naprawdę uważam że powinnaś coś z tym zrobić. - Fred spojrzał na dziewczynę i podniósł jej rękę bliżej swojej twarzy. Czerwone żyły nie znikały. Chłopak, w niebieskawej poświacie księżyca, przyjrzał się bardziej bladej skórze dziewczyny. - Kate zrób z tym coś. - odezwał się znowu. - To wygląda okropnie.
 - Fred, uwierz mi, nic mi nie jest. - powiedziała przyglądając się z udawanym zaciekawieniem gipsowi na swojej drugiej ręce. Podpisy były już słabo widocznie, wyglądały bardziej jak rozmazane kleksy z atramentu.
 - Follow! A co jeśli jesteś na coś chora? - odparł puszczając jej rękę.
 - Nie jestem na nic chora. Ja nigdy nie choruję. Zdarzają mi się tylko urazy mechaniczne i alergie.
 - Jak to? Nigdy nie byłaś chora?! - Fred nie krył zaskocznia.
 - To dzięki Czerwonej Magii. Te żyły to też pewnie przez to. - uśmiechnęła się blado. Fred spojrzał na nią i już nic nie powiedział. Widać było że chciał by coś zrobić, ale czuje się niezręcznie lub wręcz, boi się zadziałać. Speszył się. Kate nie wiedziała co robić, zaczęło jej się robić głupio i już miała wstać i podziękować, lecz...
 - Kate? -spytał.
 - Tak?
 - Słuchaj, bo ten, ja chciałem... no... - czy on się jąka? Naprawdę się jąka! Naprawdę nie może z siebie wykrztusić słowa. To dziwne.
 - Fred, wszystko dobrze? - spytała, spoglądając na rudzielca.
- Nie... Tak, to znaczy. Chciałem cię o coś zapytać
 - Wal śmiało. - powiedziała z  uśmiechem.
 - Więc... Będziesz ze mną chodzić? - powiedział po chwili.
 - Gdzie mam z tobą chodzić? - Kate udawała że nie rozmunie.
 - Po bułki, wiesz! - parskną śmiechem, Kate również. Cała sytuacja wydawała się napięta i niezręczna dla nich obojgu a jednak śmiali się do łez. Trwali w takim stanie, chyba przez całe pięć minut, aż w końcu Fred powtórzył pytanie.
 - Fred, ja nie chcę się z nikim wiązać. Nigdy tego nie robiłam, nigdy nawet o tym nie myślałam. Poza tym, tak dobrze mi się z tobą rozmawia i tak bardzo cię lubię, nie chciałabym tego zniszczyć. - powiedziała szczerze. Naprawdę nigdy nawet przez myśl jej nie przeszło żeby była z kimś w związku. Sądziła że będzie tylko ona, przyjaciele i Corr. 
 - Skoro tak bardzo mnie lubisz, to czemu nie możemy być razem? - spytał zbity z tropu. Jeszcze żadna dziewczyna mu nie odmówiła, i nigdy nie czuł się przy żadnej tak niezręcznie. To była nowa sytuacja dla ich obojga.
 - Bo...
 - Kate. - złapał ją za ręce i popatrzył w oczy. - Zaufaj mi to nic strasznego. Nie próbuj nawet wmawiać mi że się nie boisz! Wiem, że tak. - przybliżył twarz to jej twarzy, cały czas patrząc jej głęboko w oczy i prawie w ogóle nie mrugając,  oczarowując ją swoim spojrzeniem. Kate nawet nie zauważyła kiedy jej usta zetknęły się z ustami chłopaka. Zamknęła oczy i w mig w jej głowie pojawiła się wątpliwość. "Co ja robię?! Miałam go spławić!",  jednak nie mogła. Kiedy wpatrywała się w ciepłe, czekoladowe oczy Freda zupełnie zapominała o tym że była zbuntowaną dziewczyna, która patrzyła na chłopców jak na przyjaciół a nie jak na słodkich, umięśnionych przystojniaków, na widok których zaczyna się ślinić. Hej Kate! Heeej Kateee!! Kate!!!
   Dziewczyna szybkim ruchem odkleiła się od chłopaka i spojrzała na niego z politowaniem. "Skończony idiota" pomyślała.
   Fred nagle parskną śmiechem, przyglądając się włosom Kate.
 - Co cię tak bawi? - powiedziała z lekkim wyrzutem - Dopiołeś swego! Pocałowałeś mnie, a teraz się ze mnie śmiejesz, właśnie tego się bałam. - spuściła wzrok.
 - Ale nie o to chodzi, patrz! - chwycił za kosmyk jej włosów i przysunął jej do oczu.  Nie uwierzycie, ale... Jej włosy były RÓŻOWE! Kate zaczęła się śmiać na całe gardło. Co to ma niby oznaczać? Nie mogła tego zrozumieć, śmiała się aż w końcu zaczęło jej brakować tchu. Różowe włosy, haha, ma różowe włosy. Zakochała się. Zakochała się...
    Kiedy obydwoje się uspokoili nastała chwila ciszy. Fred drgnął nagle, jakby mu się coś przypomniało i sięgną do kieszeni. Trzymał w rękach coś co przypominało zdjęcia zrobione polaroidem. Rudowłosy pokazał dziewczynie ruszające się zdjęcia które przedstawiały osoby obecne na balu.  Na jednym ze zdjęć, Kate rozpoznała Ginny tańczącą z jakimś ciemnowłosym Krukonem. Nie znała go.
 - Nie poszczęściło jej się. - odezwał się Fred. - Wybiegła zaraz po trzeciej piosence.
 - Oh, ale mi teraz głupio... Powinnam tam być. - powiedziała zasmucona.
 - Nie martw się, przecież oni kazali ci śpiewać.
 - Może masz rację. Pogadam z nią później. - powiedziała spoglądając na następne zdjęcie. Przedstawiało ono przytulającą się parę. Czarnowłosa dziewczyna była przytulona do klatki piersiowej chłopaka, a on trzymał ją za rękę i opierał czoło na jej głowie. Patrzył w obiektyw z łobuzerskim uśmieszkiem i śmiejącymi się oczami. Dziewczyna wyglądała jakby spała, miała przymknięte oczy i lekko się uśmiechała. Nagle Kate dostrzegła że obrazek przedstawia ją i Freda, podczas balu, bujających się w rytm niemej muzyki. Tak pięknie wyglądali.
 - Ładne zdjęcie. - uśmiechnęła się ciemnowłosa. Znowu zawiał zimny wiatr, na co dziewczynę przeszedł dreszcz. Było jej już zimno, i czuła się bardzo śpiąca. Kate wstała, pogładziła materiał czarnej sukienki i odezwała się do Freda - Ja chyba już pójdę, jestem zmęczona. To narazie. - ciemnowłosa odeszła cicho w stronę wejścia do zamku. Już miała puścić się szybkim krokiem w stronę wieży Gryffindoru, kiedy zatrzymał ją głos Freda.
 - Kate.
 - Tak? - odwróciła się do niego.
 - Mam jakąś szansę? - spytał, uśmiechając się smutno. Jeszcze nigdy go takiego nie widziała. Oczywiście, zdawała sobie sprawę z tego, że nie zna Freda przez całe życie, ale wiedziała że "smutne uśmiechanie" nie leży w naturze rudzielca. Ponadto nie chciałaby żeby chłopak był smutny lub zawiedziony z jej powodu.
 - Niech ci będzie. - odeszła bez pożegnania. Fred zobaczył tylko jej różowe włosy znikające za framugą ogromnych drzwi... 

~*~

    Kate sięgała właśnie po tosta, kiedy zobaczyła Freda wchodzącego do Wielkiej Sali.
 - Kryjcie mnie! - wrzasnęła do paczki przyjaciół, dając nura pod stół i tym samym wprawiając stół w drganie, co z kolei spowodowało wylanie się soku pomarańczowego na plecy dziewczyny. Kate czym prędzej podciągnęła kolana pod brodę i patrzyła jak Fred siada  na jej miejscu. Słyszała urywki rozmów i modliła się żeby przyjaciele jej nie wsypią.
 - Poczta! - powiedział ktoś siedzący przy stole. Dziewczyna odczekała chwilę po czym znowu usłyszała strzępek rozmowy.
 - To do Kate. Przechowam dla niej. - odezwał się Fred.
 - Nie! - wyrwało się Hermionie - Ja to wezmę, Kate jeszcze nie zeszła z dormitorium. Zaniosę jej to. - powiedziała i dyskretnie podała ciemnowłosej dwa listy pod stołem. Kate ukryła je w kieszeni.
 - Fred zobacz! - ktoś się odezwał - Georg do ciebie macha, chyba coś się stało. Idź zobacz co.
 - Gdzie? Nie widzę.
 - Tam obok stołu Krukonów. No idź! - to Hermiona, wygoniła Freda i skinęła ręką żeby Kate wyszła spod stołu. Tak też uczyniła, po czym rzuciła się w stronę wyjścia. Szatynka pobiegła za nią.
   Zanim rudzielec zdążył wrócić do stołu, dziewczyn już nie było. Siedziały już na łóżkach w swoim dormitorium i rozmawiały.
 - Czemu unikasz Freda? - spytała w końcu Hermiona.
 - Bo my... ee...
 - No co? Mów.
 - My się... - wzięła głęboki oddech - Całowaliśmy.
 - Nie gadaj! - wrzasnęła Hermiona. W tym samym momencie drzwi dormitorium otworzyły się, a w nich stanęła Ginny.
 - Co robiliście?! - wrzasnęła i czym prędzej rzuciła się na łóżko obok ciemnowłosej. - Opowiadaj!
 - No, ale ja nawet tego nie pamiętam...
 - Jejku! Jak można czegoś takiego nie pamiętać! - dziewczyny  nie kryły zdziwnienia. Rzeczywiście, Kate nie pamiętała. Nie pamiętała prawie nic z tego siedzącego spaceru z Fredem. Tamtejsze wspomnienia zasnuły się gęstą mgłą, która zaćmiła cały jej umysł. Może to przez tą niespodziewaną propozycję złożoną przez Freda? A może to wszytko dzieje się zbyt szybko?
 - Dobra, rozumiem że to dziwne, ale nie mam ochoty o tym teraz rozmawiać. Muszę to wszystko teraz przemyśleć, bo zaczynam czuć się jakbym grała w jakiejś komedii romantycznej. - westchnęła ciemnowłosa.
 - Czyli teraz można was nazwać parą? - spytała Ginny.
 - Właśnie nie jestem pewna. Chyba jak na razie nie będę zbytnio tego okazywała. Wiecie to dla mnie nowa sytuacja i nie bardzo wiem jak mam się zachowywać. Ehh... - położyła głowę na poduszce i przymknęła oczy. - Porąbane to wszystko...

~*~

   Kate szła korytarzem kiedy natknęła się na profesora Snape'a który zaprowadził ją prosto do gabinetu dyrektora. Dziewczyna usadowiła się na krześle które jej wskazano i wpatrywała się ze zdziwieniem w grupkę nauczycieli. Co znowu zbroiła? Czyżby ktoś ją wrabiał?
 - Nie domyślasz się dlaczego tu jesteś? - spytał dyrektor.
 - Nie, panie profesorze.
 - Więc może wytłumaczę? Widzisz wezwaliśmy cię tutaj żeby uświadomić ci jak bardzo dużo masz swobody. Otóż, chcemy ci powiedzieć coś o twojej przeszłości, jak to wszystko się zaczęło, jak żyłaś przez te wszystkie lata i dlaczego jesteś obdarzona tym niezwykłym darem - Czerwoną Magią.
Więc, może zacznę od tego że gdy miałaś niespełna rok, twoi rodzice zabrali cię na wyprawę w Latające Góry Troflit. Istny raj dla poszukiwaczy przygód. Drogocenne kamienie, skarby, piękne widoki. Ale do rzeczy, twoi rodzice znaleźli coś, co dało ci Czerwoną Magie, ale oni sami nie wiedzieli co. Wiele razy ich przesłuchiwano, wiele razy wracano do tej sprawy, i wiele razy śledztwo kończyło sie fiaskiem...
Od tamtej pamiętnej wyprawy w góry zaczęły się twoje ataki, coraz częściej wpadałaś w letarg, powodując lewitacje różnych przedmiotów w twoim otoczeniu. Ministerstwo coraz bardziej zaczęło się tobą interesować i prowadzić badania na temat twojej przypadłości, jeżeli to w ogóle można tak nazwać. Badania doprowadziły do tego, że dowiedzieliśmy się że jesteś jak... - zawiesił na chwilę głos i spojrzał w sufit, jakby tam miał znaleźć odpowiedz. - Jesteś jak elektrownia. W twoim ciele zachodzą takie przemiany, że gdybyś tylko wykorzystywała całą swoją moc, mogłabyś zasilić niejedno duże miasto, a nawet i kilka na raz.
Ale najgorsze jest to... Że ktoś bardzo zły chciałby posiąść tę moc. Chyba domyślasz się kto? Więc, kiedy było to już wyraźnie widać, Ministerstwo zapewniło ci pewien rodzaj ochrony. Szpiegowali ciebie i twoją rodzinę bez przerwy, chronili tak cenne źródło energii jakim jesteś.
Potem twoi rodzice zdecydowali się zapisać cię do szkoły magii. Pojechałaś do Deumstrangu i tam rozpoczęłaś naukę. Oczywiście, nadal byłaś obserwowana. Tam miewałaś częstsze napady, zgadza się? - Kate przytaknęła. Oczywiście że miała wtedy częstsze napady. Dlaczego? Dlatego, że w poprzedniej szkole było o wiele więcej osób które śmiały się z jej czerwonej czupryny. To powodowało że zachodziła się furią i nie dawała potem za wygraną. Każdy kto jej dopiekł, musiał ponieść karę. Potem napastnicy przez długie miesiące chodzili z obolałymi kończynami i nawet nie ośmielili się podejść do czarnowłosej.
Dumbledore kontynłował. - Następnie rodzice postanowili przenieść cię tutaj, ale kilka dni przed twoim przyjazdem zostali zamordowani, przez ludzi Czarnego Pana... Teraz cała nadzieja w tobie i w ludziach którzy cię od tak dawna pilnują. Kate. Nie daj się złapać..

~*~

   Zanim Kate wyszła z gabinetu dyrektora, uczniowie schodzili się już do dormitoriów po obiedzie. Dziewczynie przeszło przez myśl że też powinna pójść wrzucić coś na ząb, ale jej nogi wiedziały lepiej i tylko posuwały ją coraz dalej pustym korytarzem, nie dając szansy na sprzeciw.

   W tym momencie ciemnowłosa nie czuła zupełnie nic. Szła tylko z opadniętą szczęką i pustym wzrokiem niewiadomo gdzie. Cichutko w jej głowie krzyczał głos który próbował jej uświadomić czego się przed chwilą dowiedziała. Była obserwowana. Ministerstwo prowadzi nad nią badania. Śmierciożercy chcą ją złapać i zabrać jej moc... Jej życie jest chore.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

BUUUUM! Powracam! ;D
Kończyłam pisać ten rozdział w hotelu, w kawiarni, jedząc paluszki ;p 
Pozdrowienia z Pomorza! :*




czwartek, 30 maja 2013

Uwaga!



Niestety muszę to zrobić :( na czas nieokreślony zawieszam bloga. Dlaczego? Po pierwsze, chyba mam depresję (albo jakąś jej odmianę) :( Po drugie, opuściła mnie wena. Chodzi o to że utknęłam na jednej kwestji Dumbledor'a i nie mogę jej skończyć. Nie wiem co dalej :( Po trzecie, zaczęło się poprawiadnie ocen... No i nie mam w ogóle czasu na pisanie :(
Może wrócę za dzień lub dwa, a może dopiero w wakacje? Nie wiem :( Po za tym, nie wiem czy mi się opłaca pisać tego bloga. Mam w zasadzie tylko jedną stałą czytelniczkę, i ostatnio jakoś mało osób mnie odwiedza :(
Tak więc, do zobaczenia. Wypatrujcie mojego posta na blogu, który będzie zapowiedzią rozdziału.

Pozdrawiam ~ Tea