środa, 11 września 2013

XVII "Droga Kate,"

XVII "Droga Kate,"

  Kate  wstała przed siódmą w bardzo dobrym humorze. Uśmiechnięta od ucha do ucha podeszła do okna i cichutko otworzyła je na oścież. Zawiał chłodny wiatr, który rozwiał czarną czuprynę Kate, i ułożył ją w sobie tylko znaną fryzurę. Kate otworzyła trzeźwe oczy i uśmiechnęła się do świetlistej kuli zwanej Słońcem. Owa gwiazda wschodziła wysoko do góry niczym leniwy kominiarz wspinający się na szczyt budynku.
A skoro o tym mowa...
 - Dzień dobry panie kominiarzu! - krzyknęła radośnie Kate, wychylając się bardzo niebezpiecznie po za okno. Kiedy współlokatorki usłyszały wrzask ciemnowłosej od razu poderwały się z poduszek.
 - Kate? Co ty do diabła robisz? - odezwała się Hermiona zaspanym głosem.
 - Witam się ze słońcem! Dziś jest tak pięknie i rześko! - odpowiedziała entuzjastycznie zza framugi okna.
 - UUgghrr... - zabrzmiało chóralnie.
Kate, stojąc w oknie w piżamie (która składała się z niebieskich majtek i jasnej bluzeczki) wywróciła tylko oczami i wróciła na łóżko. Kiedy usadowiła się na miękkiej pościeli coś sobie przypomniała. Owa rzecz leżała teraz pod łóżkiem starannie wepchnięta pomiędzy kartki pamiętnika. Ciemnowłosa sięgnęła po zeszyt i wysypała z niego dwa listy. Zerknęła na oba na raz. Na pierwszym widniało jakieś nazwisko a na drugim imię Rose. Nastolatka zabrała się za otwieranie pierwszego listu. Kiedy koperta była już rozdarta, z jej wnętrza wychynęła karteczka naznaczona pięknym, zawijastym pismem ciotki.


Droga Kate,

   Piszemy do Ciebie z powodu niezbyt przyjemnej wiadomości. Niestety nie wrócisz do domu na ferie ponieważ wyjeżdżamy do Bułgarii w interesach a Rose zabieramy ze sobą. Wiem że do ferii jeszcze kupa czasu ale chcieliśmy cię po prostu powiadomić że zostaniesz w Hogwarcie na ten czas. Ufam, że nie jesteś na nas zbytnio zła i niedługo się spotkamy.

 Buziaczki Ciocia, Wujek i Rose


   "Phi" pomyślała Kate. "Myślą że będę na nich zła, za to że wyjeżdżają w interesach? Skoro muszą to niech jadą i tak nic na to nie poradzę..." Pomyślała i schowała list z powrotem do notesu. Postanowiła że później wyśle odpowiedź. Dziewczyna sięgnęła po następny list. Ledwie wzięła kopertę do ręki, a imię adresata wywołało u niej zachłyśnięcie się powietrzem. Żeby upewnić się że wzrok ją nie zawodzi, zbliżyła do twarzy list i przyjrzała mu się z niedowierzaniem. Pisał do niej nie kto inny jak Cassio Roswell, jej najlepszy przyjaciel sprzed lat. Ah, ile by dała żeby go teraz zobaczyć! Tak dawno się nie widzieli. Cas, był jej najlepszym przyjacielem, prawie bratem, kiedy mieszkała jeszcze na wyspie zwanej Prowos. To miejsce odgania od siebie każdego kto tam przypłynie, choćby na chwilę. Dlaczego? Bo sama zimna plaża cuchnie krwią. Co roku na wyspie odbywa się wyścig dookoła plaży na... Kelpiach. Dlatego Kate i Cas znaleźli tam swój raj na ziemi, od dziecka uczyli się jeździć, przebywać, kochać. Mieszkała tam zaledwie sześć lat, i miała zaledwie sześć lat kiedy pierwszy raz wsiadła na prawdziwego kelpie, starą, wysłużoną klacz Edanę.
   Ciemnowłosa zamknęła oczy i przez myśli przebiegło jej te całe sześć lat. Ale nie wszystkie chwile były szczęśliwe. Przypomniała sobie ich rany, które zadały im kelpie, złamania, płacz i wreszcie najgorsze. Śmierć rodziców Casa. Opiekunowie chłopca zginęli dwa dni przed przeprowadzką Kate do Anglii, nic nie dało się już zrobić. Chłopiec został sam. Po zaledwie roku napisał do dziewczyny pierwszy list i oznajmił w nim że zaopiekował się nim właściciel prestiżowej stajni kelpie i zatrudnił go jako stajennego. Wtedy pisali do siebie tylko dwa lata i kontakt się urwał.
   Kate stanęły łzy w oczach. Co ona by dała żeby znów się z nim zobaczyć!
  Szklistymi oczami spojrzała na wymiętą kopertę i otworzyła ją bardzo ostrożnie. Wyjęła karteczkę i zaczęła czytać.


Droga Kate,

    Mam nadzieję że mnie jeszcze chociaż trochę pamiętasz. Dosyć nie dawno otrzymałem wiadomość o śmierci twoich rodziców. Wtedy zacząłem do Ciebie pisać, aczkolwiek nie wiem czy te lisy kiedykolwiek do ciebie dotarły... Ale teraz, kiedy dowiedziałem się że chodzisz do Hogwartu, od razu do ciebie napisałem. Chciałem dowiedzieć się co tam u Ciebie, jak sobie radzisz i czy nadal kochasz zwierzęta które pokochaliśmy owych pamiętnych dni kiedy jeszcze mieliśmy siebie na co dzień.

  Pewnie zadajesz sobie pytanie co u mnie? A więc, nadal pracuję w stajni tego nadentego bogacza, ale nie mieszkam już u niego. Pamiętasz jeszcze stary Domek na Cyplu, który sami dekorowaliśmy? Właśnie tam się osiedliłem, i wiesz co, powiem ci że prawie nic się tam nie zmieniło. Myślę że chciałabyś się o tym przekonać, więc chciałbym Cię zaprosić do siebie na wakacje. Co ty na to? Niestety, jest jeden warunek. Musisz pracować, ale załatwiłbym prace w stajni. To jak będzie? Wiem że do wakacji jeszcze daleko, ale już chciałbym dostać od ciebie odpowiedź.

 Kocham Cas.


Kate rzuciła się w stronę ryzy kartek leżącej nieopodal łóżka Ginny. Wzięła pospiesznie jedną z nich i rzuciła się w wymiętą pościel. Sięgnęła jeszcze raz pod łóżko w poszukiwaniu pióra i zaczęła odpisywać na list:


Kochany Casie,

   Oczywiście że cię pamiętam, i nawet nie wiesz jak za Tobą tęsknię! Muszę przyznać że twój list był dla mnie wielkim zaskoczeniem, byłam przekonana że kontakt z Tobą straciłam na dobre. Co u mnie? Jak sobie radzę? Teraz wszystko jest w porządku. W Hogwarcie poznałam nowych przyjaciół i zdążyłam już tutaj trochę nabroić. Rzecz jasna, nie wyrzucili mnie jeszcze ze szkoły, ale jeżeli nadal w pobliżu moich wygłupów (lub czasem przypadkowych wpadek) będą nauczyciele, spodziewaj się mnie na Prowos w pobliżu Domu na Cyplu.

   Co do pracy i przyjazdu... Oczywiście! Tylko nie wiem za bardzo, kiedy będę wolna, na tyle żeby przyjechać na wyspę i cię odwiedzić. Może w wakacje? Co ty na to?

  Myślę że taka odpowiedź na razie ci wystarczy, ale następnym razem chcę porozmawiać z Tobą nie na papierze. Chcę usłyszeć twój głos i zobaczyć jak się zmieniłeś przez te wszystkie lata.


Całuję Kate.


   Dziewczyna sięgnęła po kopertę, zaadresowała ją i wepchnęła do środka korespondencję. Włożyła oba listy do notatnika i schowała pod łóżko. Postanowiła że od razu po śniadaniu uda się do sowiarni żeby wysłać list. Tym czasem, wyobrażając sobie Casa, starszego, wyższego i na pewno bardziej doświadczonego w pracy z kelpiami, zabrała się za robienie porannej toalety.

            ~*~


   Jak pomyślała, tak zrobiła. Od razu po śniadaniu Kate znalazła się w sowiarni i wysłała obie odpowiedzi. W liście do wujostwa napisała że nie gniewa sie, i na pewno czas ferii w Hogwarcie minie jej bardzo miło.
Kiedy dziewczyna udała się na Transmutację, po drodze widziała nieco zagubioną twarz Freda. Chciała do niego podejść i się przywitać, ale stwierdziła że wolałaby to zrobić później, ponieważ rudzielec wyglądał na bardzo zamyślonego.

   Lekcja Transmutacji, minęła ciemnowłosej na rozmyślaniu na temat tego że nie spotkała się dziś w ogóle ze swoją "paczką". Na śniadaniu siedziała sama, a posiłku od razu, niemal wybiegła, by wysłać odpowiedzi na listy. Nastolatka zamknęła książkę i oparła na niej głowę, powoli przymykając oczy i odpływając do krainy snów. Kiedy się obudziła uczniowie pośpiesznie udawali się na obiad. Kate zrobiła to samo, a na posiłku pojawili się już jej przyjaciele. Zamienili kilka słów na temat tego dlaczego się nie widzieli. Otóż, Hermiona, Ginny, Harry i Ron, przyszli na śniadanie trochę później niż zwykle i po prostu minęli się z ciemnowłosą.

   Kiedy Harry i Ron odeszli, pod pretekstem omówienia strategii najbliższego meczu quiddicha, Ginny odezwała się nakładając sobie deser i patrząc na uśmiechniętą od ucha do ucha Kate.
 - Kate, co taka wesoła?
 - Ah, jest taki piękny dzień! Dlaczego mam się smucić? Zważając na to, czego się wczoraj dowiedziałam, powinnam tryskać radością póki jeszcze mogę.
 - Ale czego się wczoraj dowiedziałaś? - spytała  Hermiona nalewając sobie soku dyniowego.
 - Że jestem jak elektrownia...Że jestem śledzona.... Że dyrektor nie wie jak ma nazywać Czerwoną magię... Że codziennie na mnie polują...Że mam nie dać się złapać i... A no tak, bardzo zagrażam Harremu, bo niejaki pan Lord  Voldemord chce mnie złapać, zabrać magię i zabić wybrańca... Więc co za tym idzie? Będę szczerzyć się do bladych ścian, pleść wianki i nosić je na głowie, śpiewać, wesołe elfie piosenki, i roznosić radość gdzie tylko się da! - ostatnie słowa skwitowała szerokim uśmiechem, machnięciem w górę rękoma i teatralnym westchnieniem, którego nie powstydziłaby się naga nimfa, błądząca po lesie z waty cukrowej, i oprowadzana przez wesołe bańki po Krainie Wiecznej Radości.
   Dziewczyny wytrzeszczyły oczy, by dać dziewczynie do zrozumienia że ma im to teraz powoli i szczegółowo wyjaśnić.
Po tej krótkiej, ale treściwej pogadance, Hermiona, chcąc zmienić temat, wróciła do tej wczorajszej zabawy w kotka i myszkę, gdzie Fred był kotem, a Kate myszą.  Szatynka chciała wprowadzić rozmowę na luźniejsze tory, jednak niezbyt jej się to udało. Kate nadal nie chciała poruszać tego tematu, aczkolwiek odpowiedziała na pojedyńcze pytanie dziewczyn:
 - Co zamierzasz z tym zrobić? - spytały jednocześnie.
 - Kompletnie nic. Jak już mówiłam, mam zamiar cieszyć się życiem póki jeszcze mogę, a Fred w niczym tu nie przeszkadza. - odparła, biorąc kęs soczystej brzoskwini, którą zafundowała sobie dziś jako deser. Ogarniając wzrokiem całą Salę natrafiła na drzwi wejściowe którymi wchodzili właśnie bliźniacy Wesley, po zakończonej naradzie na temat meczu.
   Fred, widząc nastolatkę zajadającą sie brzoskwinią, usiadł obok i objął ramieniem.
 - Hej, jak tam? - spytał z zawadiackim uśmiechem, czekając na wybuchową reakcję Kate. Dziewczyna jednak nic mu nie zrobiła, ani nawet nie raczyła się odezwać, na jej głowie tylko znów pojawił się różowy kolor. To mówiło samo za siebie. - Chyba bardzo dobra ta brzoskwinia. Dasz gryza? - spytał ciągle przewiercając ją wzrokiem, na wylot.
Kate odpowiedziała lekkim ruchem głowy i włożyła (czyt. wepchnęła z impetem) brzoskwinię do swojej szklanki z sokiem dyniowym. Cholera wie, jak ta dziewczyna ją tam zmieściła!
 - Może teraz chcesz spróbować? - odpowiedziała, obdarzając rudzielca szerokim uśmiechem.
 - Co ona dzisiaj taka cała w skowronkach? Ciągle się uśmiecha! - Fred pokazał na Kate, pytając zgromadzonego ogółu. Dziewczyny opowiedziały wszytko Wesleyowi na co ten powiedział tylko:
 - Oj, biedna ty... - i chciał ucałować ciemnowłosą w głowę, lecz ta odsunęła się zgrabnie i z uśmiechem numer trzy, odpowiedziała:
 - Na za dużo sobie nie pozwalasz, kotku? - poklepała rudzielca po policzku, w geście który miał oznaczać że nastolatka najzwyczajniej sobie z niego kpi. - A teraz przepraszam, idę dokarmiać tęczą głodne jednorożce. - zarzuciła włosami i odeszła w podskokach.

~*~

   Kate żekomo poszła dokarmiać jednorożce, lecz w rzeczywistości udała się do skrzydła szpitalnego, gdzie pani Pomfrey miała zdjąć jej gips. Była już nie daleko kiedy uświadomiła sobie że Corr już ponand miesiąc nie jeździł pod siodłem. To było niesprawiedliwe, jak mogła aż tak zaniedbać swojego przyjaciela. Zacisnęła pięści i pomaszerowała dalej. Kiedy była już w skrzydle szpitalnym, poprosiła szybko panią Pomfrey o zdjęcie gipsu, a kiedy było już po wszystkim w podskokach udała się do stajni Corra.
   Czerwony koń, był wypuszczony na wybieg i właśnie wąchał jakieś korzonki. Kate szybko otworzyła kłódkę, uchyliła lekko bramę i wślizgnęła się do środka wybiegu. Rzuciła się Corrowi na szyję, tuląc się w jego czerwoną grzywę. Koń przyłożył do jej pleców swój łeb i przymkną oczy. Dziewczyna pomyślała że nie może dłużej zwlekać z jazdą i szybko puściła zwierzaka i pobiegła do siodlarni zabrać sprzęt. Przed założeniem granatowego pleda i siodła, dziewczyna pociągnęła szczotką grzbiet Corra, ściągając z niego warstwę kurzu. Cisnęła miękką szczotkę w koszyk z kosmetykami i wrzuciła siodło na dwumetrowego rumaka. Zapięła popręg i zabrała się za zakładanie ogłowia. Kiedy Corr przyjął wędzidło, Kate spuściła strzemiona i wskoczyła na grzbiet zwierzęcia.
Nakazała Corrowi iść w stronę bramy, podczas gdy ona zakładała rękawice jeździeckie, które dotychczas schowane były w kieszeniach jej beżowych bryczesów. Kiedy byli już blisko wyjścia Kate pchnęła bramę i wyjechała na otwartą przestrzeń. Rozejrzała się krótko po okolicy i Pomyślała że nie będzie jeździć po pagórkowatym terenie do okoła zamku, bo w takich warunkach nie będzie mogła dość szybko galopować. Spojrzała za siebie i zobaczyła bramę wybiegu, stajenkę a za nią przrarzający ogrom Zakazanego Lasu. Znów odwróciła głowę w przód, a jej wzrok tym razem padł na rozległe jezioro. Każdy detal krajobrazu Kate obejrzała jak najdokładniej się dało, ale dostrzegła tylko kamieniste wybrzeże i płytką, szarą wodę.
Słońce nagle wychynęło zza jednego obłoczka, a dziewczyna przysłoniła dłonią oczy i przymknęła je, starając się uchwycić ostrość jakiej nie powstydziłby się żaden kot. Omiotła raz jeszcze jezioro zrezygnowanym spojrzeniem, kiedy jej uwagę przykół... Kawałek plażyczki?
Czym prędzej Kate ściągnęła wodze i ścisnęła boki Corra nogami, a ten zaskoczony kwikną tylko i rzucił się do biegu. Czarnowłosa objechała część jeziora i dotarła do swojego celu. "Plażyczka" nie okazała się wcale taka mała bo miała podad dwa kilometry, ale cóż się dziwić z tak dużej odległości ludzie widzą różne rzeczy.
Kate przejechała się kłusem dookoła plaży żeby sprawdzić czy nie ma jakiś dołków lub wystających korzeni o które Corr mógłby sobie zrobić krzywdę. Kiedy dotarła już na sam koniec nowo odkrytego miejsca, zwróciła się w przeciwną stronę. Nachyliła się nad szyją konia i szepnęła mu do ucha:
 - Teraz się rozpędzimy... - i szarpnęła znacząco za wodze - Zobaczysz, znów poczujemy się wolni... Znów będziemy ścigać się z wiatrem, znów będziemy jednym oddechem, biciem, ciałem. Dalej! - wykrzykując ostatnie słowo dała kelpie znak żeby ruszył. Corr podniósł do góry przednie kopyta i ruszył dzikim cwałem, zostawiając za sobą kłęby piachu.
- Łuchu! - wykrzyknęła czarnowłosa wznosząc wzrok ku górze. Otworzyła oczy i spojrzała w niebo. Było zachmurzone, tak jak zawsze na Prowos. Wtedy poczuła ten dreszcz, który czuła każdego dnia na wyspie kiedy chłodny wiatr bawił się jej włosami. Znów przymknęła oczy i poczuła się nagle jakby była tam z nim, jakby cofnęła się w czasie.
Nie wiedziała, że dosłownie w tej samej chwili pewien czarnowłosy chłopak poczuł dokładnie to samo...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Witam :*
Łapcie nowy rozdział i czytajcie :)
A jak już przeczytacie, napiszcie w komentarzu jak wam się podoba nowa postać :) Wiem, wiem, mało o niej wiemy jak na razie, ale chcę po prostu wiedzieć czy jest sens rozwijania wątku o Casie ;)

Pozdrowionka kochani :*