XVI
"Ona i Fred"
Kate ledwo
doczłapała do Wieży Gryffindoru. Tuż przed obrazem Grubej Damy zdjęła buty i
rozpuściła włosy. Na bosaka doszła do dormitorium gdzie spały już smacznie
Hermiona i Ginny. Ciemnowłosa bez entuzjazmu padła na łóżko, nadal w głowie
mając dzisiejszy bal. Poszła tam z Fredem, śpiewała, i... Nie, tego na pewno
nie będzie wspominać. Niebieskooka próbowała odrzucić z całej siły tą myśl,
lecz ta była silniejsza i, i tak przemknęła jej do głowy. Tańczyła z Fredem i
nawet się do niego przytulała! Ciekawe czy ktoś to widział? Kate, ty idiotko!
Oczywiście że ktoś to widział! Cała sala to widziała! Czy teraz będą się z niej
śmiać? Czy wyśmieją ją tylko dlatego że była na balu z kimś, kto jej się na
prawdę podoba? Nie, dlaczego mieliby to zrobić? "Co się ze mną
dzieje?" przeszło jej przez myśl. Zamknęła oczy i głęboko odetchnęła. Czy
tak to jest jak się zakochasz?
Z rozmyśleń dziewczynę
wyrwał dźwięk pukania do drzwi. Wstała niechętnie i podeszła do drzwi.
Otworzyła je i spojrzała na rudą czuprynę. To był Fred.
- Cześć. - odezwał
się.
- Cześć... -
odpowiedziała Kate spuszczając wzrok.
- Niemiałabyś
ochoty pójść ze mną na spacer? - spytał. - Pomyślałem że nie możesz zasnąć tak
jak ja, no i... Jestem. - uśmiechną się nieśmiało. Niebieskooka pomyślała przez
chwilę że Fred zabierze ją gdzieś by wyznać jej miłość i w pewnym momencie się
wystraszyła. Jak by to wyglądało? Ona i Fred. Ona i Fred. Ona i Fred. Ona...
- To idziesz? -
odezwał się znowu.
- Tak, już. Tylko
pójdę po buty. - odeszła i zaczęła szukać trampek (coś typu converse wysokie).
Znalazła je pod łóżkiem, gdzie ich miejsce. Ciemnowłosej przeszło przez myśl
żeby przebrać się w jakieś spodnie i zwykły T-shirt, ale stwierdziła że nie ma
na to czasu. W biegu złapała jeszcze biały, wełniany sweter i narzuciła na
siebie. Mijając lustro, zerknęła na swoje odbicie i zobaczyła że wygląda
jeszcze głupiej niż przed balem. Dzięki swetrowi wyglądała jakby miała na sobie
spódniczkę a nie sukienkę. Trampki na jej nogach dodawały chaotyczności co
jeszcze wzmacniały rozczochrane włosy. Spojrzała na swoje oczy. Były wyraźne i
trzeźwe, ponadto aż świeciły niebieskością. Dziewczyna odwróciła się w stronę
drzwi i poszła w tamtą stronę. Gdy tylko wyszła poczuła że coś chwyta ją za
rękę. Poczuła dziwne ciepło przechodzące z jej dłoni ku skroniom. Uff, zrobiło
się gorąco. Dziwnie, nigdy wcześniej się tak nie czuła. Spojrzała na nadgarstek
trzymanej przez Freda ręki. Pozornie wyglądające żyły zaczęły rozchodzić się aż
do przedramienia czerwieniąc się i napinając pod wpływem jaśniejącej krwi.
Magia.
Kate uwolniła z
uścisku rękę i przybliżyła do oczu.
- Co się dzieje?
Przecież cię nie zjem. - odezwał się chłopak.
- Wiem, patrz. -
pokazała nadgarstek. Fred zrobił wielkie oczy. To wyglądało okropnie, i na
dodatek rozprzestrzeniało się po całym ciele dziewczyny.
- Musisz iść z tym
do lekarza. - powiedział półgłosem.
- Nie, no co ty!
Nie ma mowy, to zaraz przejdzie, zobaczysz. Chodźmy już. - i skierowali się w
stronę dziedzińca. Kiedy już tam byli, usiedli na jednej z ławek i mocniej
otulili się swetrami. Wiał zimny wiatr,
który czochrał im włosy, ale poza tym było nawet ciepło jak na tak późną
godzinę. Kate włożyła ręce do kieszeni swetra i spojrzała na niebo. Nie było w
ogóle chmur, co pozwalało dojrzeć nawet najbardziej odległą od Ziemi gwiazdę. A
księżyc...Ach, ciemnowłosa jeszcze nigdy nie widziała tak pięknego księżyca.
Świecił jasno, rzucając na kamienny dziedziniec niebieskawą poświatę.
- Naprawdę uważam
że powinnaś coś z tym zrobić. - Fred spojrzał na dziewczynę i podniósł jej rękę
bliżej swojej twarzy. Czerwone żyły nie znikały. Chłopak, w niebieskawej
poświacie księżyca, przyjrzał się bardziej bladej skórze dziewczyny. - Kate
zrób z tym coś. - odezwał się znowu. - To wygląda okropnie.
- Fred, uwierz mi,
nic mi nie jest. - powiedziała przyglądając się z udawanym zaciekawieniem
gipsowi na swojej drugiej ręce. Podpisy były już słabo widocznie, wyglądały
bardziej jak rozmazane kleksy z atramentu.
- Follow! A co
jeśli jesteś na coś chora? - odparł puszczając jej rękę.
- Nie jestem na
nic chora. Ja nigdy nie choruję. Zdarzają mi się tylko urazy mechaniczne i
alergie.
- Jak to? Nigdy
nie byłaś chora?! - Fred nie krył zaskocznia.
- To dzięki
Czerwonej Magii. Te żyły to też pewnie przez to. - uśmiechnęła się blado. Fred
spojrzał na nią i już nic nie powiedział. Widać było że chciał by coś zrobić,
ale czuje się niezręcznie lub wręcz, boi się zadziałać. Speszył się. Kate nie
wiedziała co robić, zaczęło jej się robić głupio i już miała wstać i
podziękować, lecz...
- Kate? -spytał.
- Tak?
- Słuchaj, bo ten,
ja chciałem... no... - czy on się jąka? Naprawdę się jąka! Naprawdę nie może z
siebie wykrztusić słowa. To dziwne.
- Fred, wszystko
dobrze? - spytała, spoglądając na rudzielca.
- Nie... Tak, to znaczy. Chciałem cię o coś zapytać
- Wal śmiało. -
powiedziała z uśmiechem.
- Więc... Będziesz
ze mną chodzić? - powiedział po chwili.
- Gdzie mam z tobą
chodzić? - Kate udawała że nie rozmunie.
- Po bułki, wiesz!
- parskną śmiechem, Kate również. Cała sytuacja wydawała się napięta i
niezręczna dla nich obojgu a jednak śmiali się do łez. Trwali w takim stanie,
chyba przez całe pięć minut, aż w końcu Fred powtórzył pytanie.
- Fred, ja nie
chcę się z nikim wiązać. Nigdy tego nie robiłam, nigdy nawet o tym nie
myślałam. Poza tym, tak dobrze mi się z tobą rozmawia i tak bardzo cię lubię,
nie chciałabym tego zniszczyć. - powiedziała szczerze. Naprawdę nigdy nawet
przez myśl jej nie przeszło żeby była z kimś w związku. Sądziła że będzie tylko
ona, przyjaciele i Corr.
- Skoro tak bardzo
mnie lubisz, to czemu nie możemy być razem? - spytał zbity z tropu. Jeszcze żadna
dziewczyna mu nie odmówiła, i nigdy nie czuł się przy żadnej tak niezręcznie.
To była nowa sytuacja dla ich obojga.
- Bo...
- Kate. - złapał
ją za ręce i popatrzył w oczy. - Zaufaj mi to nic strasznego. Nie próbuj nawet
wmawiać mi że się nie boisz! Wiem, że tak. - przybliżył twarz to jej twarzy,
cały czas patrząc jej głęboko w oczy i prawie w ogóle nie mrugając, oczarowując ją swoim spojrzeniem. Kate nawet
nie zauważyła kiedy jej usta zetknęły się z ustami chłopaka. Zamknęła oczy i w
mig w jej głowie pojawiła się wątpliwość. "Co ja robię?! Miałam go
spławić!", jednak nie mogła. Kiedy
wpatrywała się w ciepłe, czekoladowe oczy Freda zupełnie zapominała o tym że
była zbuntowaną dziewczyna, która patrzyła na chłopców jak na przyjaciół a nie
jak na słodkich, umięśnionych przystojniaków, na widok których zaczyna się
ślinić. Hej Kate! Heeej Kateee!! Kate!!!
Dziewczyna
szybkim ruchem odkleiła się od chłopaka i spojrzała na niego z politowaniem.
"Skończony idiota" pomyślała.
Fred nagle
parskną śmiechem, przyglądając się włosom Kate.
- Co cię tak bawi?
- powiedziała z lekkim wyrzutem - Dopiołeś swego! Pocałowałeś mnie, a teraz się
ze mnie śmiejesz, właśnie tego się bałam. - spuściła wzrok.
- Ale nie o to
chodzi, patrz! - chwycił za kosmyk jej włosów i przysunął jej do oczu. Nie uwierzycie, ale... Jej włosy były RÓŻOWE!
Kate zaczęła się śmiać na całe gardło. Co to ma niby oznaczać? Nie mogła tego
zrozumieć, śmiała się aż w końcu zaczęło jej brakować tchu. Różowe włosy, haha,
ma różowe włosy. Zakochała się. Zakochała się...
Kiedy obydwoje
się uspokoili nastała chwila ciszy. Fred drgnął nagle, jakby mu się coś
przypomniało i sięgną do kieszeni. Trzymał w rękach coś co przypominało zdjęcia
zrobione polaroidem. Rudowłosy pokazał dziewczynie ruszające się zdjęcia które
przedstawiały osoby obecne na balu. Na
jednym ze zdjęć, Kate rozpoznała Ginny tańczącą z jakimś ciemnowłosym Krukonem.
Nie znała go.
- Nie poszczęściło
jej się. - odezwał się Fred. - Wybiegła zaraz po trzeciej piosence.
- Oh, ale mi teraz
głupio... Powinnam tam być. - powiedziała zasmucona.
- Nie martw się,
przecież oni kazali ci śpiewać.
- Może masz rację.
Pogadam z nią później. - powiedziała spoglądając na następne zdjęcie.
Przedstawiało ono przytulającą się parę. Czarnowłosa dziewczyna była przytulona
do klatki piersiowej chłopaka, a on trzymał ją za rękę i opierał czoło na jej
głowie. Patrzył w obiektyw z łobuzerskim uśmieszkiem i śmiejącymi się oczami.
Dziewczyna wyglądała jakby spała, miała przymknięte oczy i lekko się
uśmiechała. Nagle Kate dostrzegła że obrazek przedstawia ją i Freda, podczas
balu, bujających się w rytm niemej muzyki. Tak pięknie wyglądali.
- Ładne zdjęcie. -
uśmiechnęła się ciemnowłosa. Znowu zawiał zimny wiatr, na co dziewczynę
przeszedł dreszcz. Było jej już zimno, i czuła się bardzo śpiąca. Kate wstała,
pogładziła materiał czarnej sukienki i odezwała się do Freda - Ja chyba już
pójdę, jestem zmęczona. To narazie. - ciemnowłosa odeszła cicho w stronę
wejścia do zamku. Już miała puścić się szybkim krokiem w stronę wieży
Gryffindoru, kiedy zatrzymał ją głos Freda.
- Kate.
- Tak? - odwróciła
się do niego.
- Mam jakąś
szansę? - spytał, uśmiechając się smutno. Jeszcze nigdy go takiego nie
widziała. Oczywiście, zdawała sobie sprawę z tego, że nie zna Freda przez całe
życie, ale wiedziała że "smutne uśmiechanie" nie leży w naturze
rudzielca. Ponadto nie chciałaby żeby chłopak był smutny lub zawiedziony z jej
powodu.
- Niech ci będzie.
- odeszła bez pożegnania. Fred zobaczył tylko jej różowe włosy znikające za
framugą ogromnych drzwi...
~*~
Kate sięgała
właśnie po tosta, kiedy zobaczyła Freda wchodzącego do Wielkiej Sali.
- Kryjcie mnie! -
wrzasnęła do paczki przyjaciół, dając nura pod stół i tym samym wprawiając stół
w drganie, co z kolei spowodowało wylanie się soku pomarańczowego na plecy
dziewczyny. Kate czym prędzej podciągnęła kolana pod brodę i patrzyła jak Fred
siada na jej miejscu. Słyszała urywki
rozmów i modliła się żeby przyjaciele jej nie wsypią.
- Poczta! -
powiedział ktoś siedzący przy stole. Dziewczyna odczekała chwilę po czym znowu
usłyszała strzępek rozmowy.
- To do Kate.
Przechowam dla niej. - odezwał się Fred.
- Nie! - wyrwało
się Hermionie - Ja to wezmę, Kate jeszcze nie zeszła z dormitorium. Zaniosę jej
to. - powiedziała i dyskretnie podała ciemnowłosej dwa listy pod stołem. Kate
ukryła je w kieszeni.
- Fred zobacz! -
ktoś się odezwał - Georg do ciebie macha, chyba coś się stało. Idź zobacz co.
- Gdzie? Nie
widzę.
- Tam obok stołu
Krukonów. No idź! - to Hermiona, wygoniła Freda i skinęła ręką żeby Kate wyszła
spod stołu. Tak też uczyniła, po czym rzuciła się w stronę wyjścia. Szatynka
pobiegła za nią.
Zanim rudzielec
zdążył wrócić do stołu, dziewczyn już nie było. Siedziały już na łóżkach w
swoim dormitorium i rozmawiały.
- Czemu unikasz
Freda? - spytała w końcu Hermiona.
- Bo my... ee...
- No co? Mów.
- My się... -
wzięła głęboki oddech - Całowaliśmy.
- Nie gadaj! -
wrzasnęła Hermiona. W tym samym momencie drzwi dormitorium otworzyły się, a w
nich stanęła Ginny.
- Co robiliście?!
- wrzasnęła i czym prędzej rzuciła się na łóżko obok ciemnowłosej. - Opowiadaj!
- No, ale ja nawet
tego nie pamiętam...
- Jejku! Jak można
czegoś takiego nie pamiętać! - dziewczyny
nie kryły zdziwnienia. Rzeczywiście, Kate nie pamiętała. Nie pamiętała
prawie nic z tego siedzącego spaceru z Fredem. Tamtejsze wspomnienia zasnuły
się gęstą mgłą, która zaćmiła cały jej umysł. Może to przez tą niespodziewaną
propozycję złożoną przez Freda? A może to wszytko dzieje się zbyt szybko?
- Dobra, rozumiem
że to dziwne, ale nie mam ochoty o tym teraz rozmawiać. Muszę to wszystko teraz
przemyśleć, bo zaczynam czuć się jakbym grała w jakiejś komedii romantycznej. -
westchnęła ciemnowłosa.
- Czyli teraz
można was nazwać parą? - spytała Ginny.
- Właśnie nie
jestem pewna. Chyba jak na razie nie będę zbytnio tego okazywała. Wiecie to dla
mnie nowa sytuacja i nie bardzo wiem jak mam się zachowywać. Ehh... - położyła
głowę na poduszce i przymknęła oczy. - Porąbane to wszystko...
~*~
Kate szła
korytarzem kiedy natknęła się na profesora Snape'a który zaprowadził ją prosto
do gabinetu dyrektora. Dziewczyna usadowiła się na krześle które jej wskazano i
wpatrywała się ze zdziwieniem w grupkę nauczycieli. Co znowu zbroiła? Czyżby
ktoś ją wrabiał?
- Nie domyślasz
się dlaczego tu jesteś? - spytał dyrektor.
- Nie, panie
profesorze.
- Więc może
wytłumaczę? Widzisz wezwaliśmy cię tutaj żeby uświadomić ci jak bardzo dużo
masz swobody. Otóż, chcemy ci powiedzieć coś o twojej przeszłości, jak to
wszystko się zaczęło, jak żyłaś przez te wszystkie lata i dlaczego jesteś
obdarzona tym niezwykłym darem - Czerwoną Magią.
Więc, może zacznę od tego że gdy miałaś niespełna rok,
twoi rodzice zabrali cię na wyprawę w Latające Góry Troflit. Istny raj dla
poszukiwaczy przygód. Drogocenne kamienie, skarby, piękne widoki. Ale do
rzeczy, twoi rodzice znaleźli coś, co dało ci Czerwoną Magie, ale oni sami nie
wiedzieli co. Wiele razy ich przesłuchiwano, wiele razy wracano do tej sprawy,
i wiele razy śledztwo kończyło sie fiaskiem...
Od tamtej pamiętnej wyprawy w góry zaczęły się twoje
ataki, coraz częściej wpadałaś w letarg, powodując lewitacje różnych
przedmiotów w twoim otoczeniu. Ministerstwo coraz bardziej zaczęło się tobą
interesować i prowadzić badania na temat twojej przypadłości, jeżeli to w ogóle
można tak nazwać. Badania doprowadziły do tego, że dowiedzieliśmy się że jesteś
jak... - zawiesił na chwilę głos i spojrzał w sufit, jakby tam miał znaleźć
odpowiedz. - Jesteś jak elektrownia. W twoim ciele zachodzą takie przemiany, że
gdybyś tylko wykorzystywała całą swoją moc, mogłabyś zasilić niejedno duże
miasto, a nawet i kilka na raz.
Ale najgorsze jest to... Że ktoś bardzo zły chciałby
posiąść tę moc. Chyba domyślasz się kto? Więc, kiedy było to już wyraźnie
widać, Ministerstwo zapewniło ci pewien rodzaj ochrony. Szpiegowali ciebie i
twoją rodzinę bez przerwy, chronili tak cenne źródło energii jakim jesteś.
Potem twoi rodzice zdecydowali się zapisać cię do szkoły
magii. Pojechałaś do Deumstrangu i tam rozpoczęłaś naukę. Oczywiście, nadal
byłaś obserwowana. Tam miewałaś częstsze napady, zgadza się? - Kate
przytaknęła. Oczywiście że miała wtedy częstsze napady. Dlaczego? Dlatego, że w
poprzedniej szkole było o wiele więcej osób które śmiały się z jej czerwonej
czupryny. To powodowało że zachodziła się furią i nie dawała potem za wygraną.
Każdy kto jej dopiekł, musiał ponieść karę. Potem napastnicy przez długie
miesiące chodzili z obolałymi kończynami i nawet nie ośmielili się podejść do
czarnowłosej.
Dumbledore kontynłował. - Następnie rodzice postanowili
przenieść cię tutaj, ale kilka dni przed twoim przyjazdem zostali zamordowani,
przez ludzi Czarnego Pana... Teraz cała nadzieja w tobie i w ludziach którzy
cię od tak dawna pilnują. Kate. Nie daj się złapać..
~*~
Zanim Kate
wyszła z gabinetu dyrektora, uczniowie schodzili się już do dormitoriów po
obiedzie. Dziewczynie przeszło przez myśl że też powinna pójść wrzucić coś na
ząb, ale jej nogi wiedziały lepiej i tylko posuwały ją coraz dalej pustym
korytarzem, nie dając szansy na sprzeciw.
W tym momencie
ciemnowłosa nie czuła zupełnie nic. Szła tylko z opadniętą szczęką i pustym
wzrokiem niewiadomo gdzie. Cichutko w jej głowie krzyczał głos który próbował
jej uświadomić czego się przed chwilą dowiedziała. Była obserwowana.
Ministerstwo prowadzi nad nią badania. Śmierciożercy chcą ją złapać i zabrać
jej moc... Jej życie jest chore.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
BUUUUM! Powracam! ;D
Kończyłam pisać ten rozdział w hotelu, w kawiarni, jedząc paluszki ;p
Pozdrowienia z Pomorza! :*
http://demotywatory.pl/4127817?utm_source=Czytnik_rss ---> jak Kate ;)