czwartek, 30 maja 2013
Uwaga!
Niestety muszę to zrobić :( na czas nieokreślony zawieszam bloga. Dlaczego? Po pierwsze, chyba mam depresję (albo jakąś jej odmianę) :( Po drugie, opuściła mnie wena. Chodzi o to że utknęłam na jednej kwestji Dumbledor'a i nie mogę jej skończyć. Nie wiem co dalej :( Po trzecie, zaczęło się poprawiadnie ocen... No i nie mam w ogóle czasu na pisanie :(
Może wrócę za dzień lub dwa, a może dopiero w wakacje? Nie wiem :( Po za tym, nie wiem czy mi się opłaca pisać tego bloga. Mam w zasadzie tylko jedną stałą czytelniczkę, i ostatnio jakoś mało osób mnie odwiedza :(
Tak więc, do zobaczenia. Wypatrujcie mojego posta na blogu, który będzie zapowiedzią rozdziału.
Pozdrawiam ~ Tea
środa, 1 maja 2013
XV "Cholera, rumieni się"
XV
"Cholera, rumieni się"
W dniu balu Kate obudziła się z
potwornym poczuciem winy. Chodziło o Corra. Kelpie nie chodził pod siodłem od
wypadku rodziców, a dziewczynę bardzo to nurtowało. Pewnie już dawno wsiadłaby
na swojego wierzchowca, gdyby nie złamana ręka. I tak miała iść też na bal. Z
ręką w gipsie, i to na dodatek tak wymazanym podpisami że lepiej nie patrzeć.
Była już szósta
kiedy ciemnowłosa zwlekła się z łóżka. Dzień przed balem jest dniem wolnym,
więc Kate czym prędzej ubrała się i wyszła do Corra.
Przeszła cały
zamek, aż do chatki gajowego i wyciągnęła z kieszeni swojego grubego,
wełnianego swetra, kluczyk do kłódki która strzegła wybiegu czerwonego kelpie.
Otworzyła bramę i weszła na wybieg. Corr drzemał jeszcze w środku swojego
boksu, odwrócony tyłem do drzwi.
- Pssssst! -
syknęła by koń się odwrócił. Zwierze zwróciło najpierw jedno ucho w stronę
dziewczyny, po czym, zaskoczone odwróciło się i jednym ruchem przywarło do
drzwi. Kate odskoczyła a kelpie wyciągną ku niej głowę i jeszcze bardziej oparł
się o drzwi.
Ciemnowłosa czym prędzej zbliżyła się do zasuwy boksu i
odsunęła ją, wypuszczając Corra na wybieg. Koń przebiegł kilka kółek kłusem,
nerwowo stawiając kopyta i zarzucając łbem.
- Spokojnie,
spokojnie... - powiedziała łagodnie, wyciągając z kieszeni dwa ząbki czosnku.
Czosnek, to doskonałe źródło witamin i urozmaicanie diety, zważając również na
to że koń nie dostaje teraz takiej ilości ziół i witamin jaką dostawałby w
domu. Corr zatrzymał się i powąchał rękę dziewczyny. Po chwili przyjął
smakołyk. Teraz Kate pogłaskała go po szyi, i przyjrzała się dokładnie sierści
konia. Corr, wyglądał jak jeden wielki zlepek błota, a z jego ogona i grzywy
wystawała słoma. Jednym słowem przydało by mu się czyszczenie. Nie zwlekając
dłużej dziewczyna zaczęła czyścić czerwonego kelpie. Zajęło jej to sporo czasu,
bo Corr był brudny, a ona czyściła go tylko jedną ręką. Potwornie się przy tym
zmęczyła i już miała odnosić koszyk ze szczotkami do składziku gdy za plecami
usłyszała znajomy głos.
- Cześć. -odezwał
się Fred. Kate odwróciła się ze zdziwieniem w oczach.
- Cześć, co tak
wcześnie? - spytała wchodząc do składziku.
- Nie mogłem spać,
po za tym strasznie hałasujesz - uśmiechną się, a Kate odwzajemniła to
wpuszczając Corra do boksu i wychodząc z wybiegu.
- Przepraszam,
śpieszyło mi się. - odpowiedziała i ruszyli w stronę zamku. - Gdzie się
podziała twoja kopia? - spytała ciemnowłosa wkładając ręce do kieszeni swetra.
- Śpi jak borsuk -
uśmiechną się.
- Hmmm... Naszła
mnie dzika myśl... - powiedziała niebieskooka tajemniczo.
- O matko! Jaka?
- Zróbmy twojemu
bratu kawał, jakoś tak nudno od jakiegoś czasu. Nic szczególnego się nie wydarzyło
od kąt zatopiłam starą salę do transmutacji.
- Masz rację.
Chodź szybko. - powiedział biegnąc w stronę zamku.
~*~
Po godzinie
Georg był już cały wymalowany na twarzy. Niestety mało orginalny pomysł, ale to
dlatego że Kate i Fred chcieli uśpić na jakiś czas Georga, włożyć mu w buty
dwie oślizgłe ryby i jeszcze włożyć mu do nosa proszek natychmiastowej
ciemności, żeby mógł nim potem kichać. Skończyło się jednak na malowaniu wąsów
i kwiatków na twarzy, bo Kate zgubiła swoją saszetkę z proszkiem, no i nie
mieli jak załatwić oślizgłej ryby z samego rana.
Fred i Kate
schowali narzędzia zbrodni i zostawili bliźniaka chrapiącego w łóżku, po chwili
namysłu rudowłosy przeszedł się jeszcze do łazienki chłopaków i zdjął lustro ze
ściany żeby Georg nie mógł się przejrzeć. Potem poinformowali o tym większość
gryfonów którzy mieli roznieść tę wiadomość po całej szkole.
Georg obudził
się o w pół do dziesiątej. Kiedy chciał wyszykować się na śniadanie Fred
zaproponował mu że będzie jego odbiciem w lustrze. Chłopak wykonywał takie same
ruchy jak brat i po chwili Georg uznał
że jest dobrze i może wyjść na śniadanie. Na korytarzach i w Wielkiej Sali
spotkał się z chichotami uczniów i zdziwionymi spojrzeniami nauczycieli. Nikt
jednak nie odezwał się ani słowem i kopia Freda chodziła po szkole z dziarami
na twarzy.
~*~
Georg dowiedział
się o swoich pięknych tatuażach dopiero dwie godziny przed rozpoczęciem balu.
Zrobił Fredowi awanturę i poprzysiągł zemstę, przybierając poważny ton głosu, a
w myślach śmiejąc się ze swoich pomysłów na odegranie się na bracie.
Tym czasem, Kate
siedziała w Pokoju Wspólnym i czytała książkę. Lekturę przerwała jej Hermiona.
- Chodź musimy się
wyszykować, Ginny już czeka! - powiedziała chwytając czarnowłosą za rękę i
pociągając by wstała z kanapy.
- Hej! Zaraz,
zaraz. Jeszcze dwie godziny do wyjścia! - wykrzyknęła patrząc na zegarek.
- Tak, ale musimy
jeszcze wziąć kąpiel, dobrać perfumy, upiąć włosy i pomalować paznokcie!
- Ale... - Kate
chciała zaprotestować ale szatynka pociągnęła ją za rękę, wprowadziła do
dormitorium i razem wrzuciły ją do wanny pełnej pachnącej lawendą wody.
Dziewczyny kazały niebieskookiej moczyć się dwadzieścia minut, i dopiero po tym
czasie wypuściły ją z łazienki.
Kate zabrała z łazienki ręcznik, usiadła na łóżku i
zaczęła wycierać włosy przyglądając się jak Hermiona i Ginny malują sobie
paznokcie.
- A wy z kim tak
właściwie idziecie? - odezwała się nagle. Dziewczyny spojrzały po sobie i
zwróciły się do ciemnowłosej.
- Ja z...eee... -
zająknęła się Hermiona. - Ron mnie zaprosił...
- Ja idę z...Eh,
to niespodzianka. - odezwała się Ginny. Kate wzruszyła ramionami i wróciła do
suszenia włosów.
Kiedy czarne
włosy dziewczyny były już suche, wciągnęła na siebie sukienkę. Trochę dziwnie
się czuła. Nigdy nie miała na sobie sukienki a już na pewno nigdzie w niej nie
wychodziła. Stanęła przed lustrem i pogładziła czarny materiał. Westchnęła.
Czuła się głupio, za bardzo kobieco.
- Kate jak chcesz
upiąć włosy? - spytała Ginny.
- Pójdę w
rozpuszczonych. - odparła niebieskooka.
- Aaa, makijaż? -
odezwała się Hermiona.
- Chyba tak jest
dobrze.
- Paznokcie?
- Nie.
- Biżuteria?
- Nie.
- Szminka?
- Nie! - wrzasnęła
wreszcie Kate - Nie chcę wyglądać tak... Wyjściowo! Nigdy tak nie wyglądałam! -
mówiąc to usiadła na łóżku i ukryła twarz w dłoniach, zasłaniając ją przy tym
włosami.
- Czy mi się
wydaje czy ty się wstydzisz? - zaczęła Ginny. Kate nie odpowiedziała. - Kate,
naprawdę wyglądasz pięknie. Pozwól tylko podkreślić swoje atuty. Nałóż chociaż
cień na powieki.
- Po za tym, czym
ty się przejmujesz? Wszyscy będą tak wyglądać. - wtrąciła Hermiona. Ciemnowłosa
chwilę jeszcze się zastanawiała po czym zgodziła się na delikatny cień na
powiekach. Żeczywiście, czarny kolor dodał mocno niebieskim oczom wyrazu i
podkreślał długość rzęs dziewczyny.
Potem Hermiona zabrała się za fryzurę Kate. Zrobiła jej
żmijkę, którą zaplotła od lewej do prawej strony, tak, że plecy dziewczyny były
całkiem widoczne. A z przodu włosy wyglądały jak rozpuszczone tylko przerzucone
na jedną stronę. Kate włożyła buty i przejrzała się w lustrze. Mimo że sukienka
była czarna, nie zlewała się z włosami nastolatki. Przeźroczyste diamenciki
odróżniały górę, od reszty sukienki.
- Czas wychodzić -
powiedziała Hermiona ubrana w błękitną sukienkę z falbankami. - Pośpiesz się
Ginny! - krzyknęła, i niebawem rudowłosa pojawiła się w drzwiach w swojej
pięknej szarej, błyszczącej sukience.
Ginny i Hermiona
wyszły z dormitorium a Kate stała jeszcze przy wyjściu i zbierała się na odwagę
żeby postawić pierwszy krok w wysokich obcasach i na dodatek pokazać się w nich
przed całą szkołą.
Dziewczyny wróciły do dormitorium kiedy zobaczyły że nie
ma z nimi niebieskookiej.
- Wyglądam
głupio... - powiedziała Kate stojąca na przeciwko dziewczyn.
- Ile mamy
powtarzać że nie! - powiedziały obie i przytuliły ciemnowłosą. Po chwili Kate
już była zmobilizowana i gotowa do wyjścia. Co za tym szło? Głowa dziewczyny
zalśniła czerwoną czupryną i tak wyszła na spotkanie z Fredem.
Pary miały się
spotkać przed wejściem do Wielkiej Sali, a kiedy dziewczyny odprowadziły tam
Kate Fred już czekał. Rudowłosa i szatynka poszły szukać swoich partnerów, a
czerwonowłosa została z chłopakiem sam na sam.
- Cześć. - odezwał
się - Ładnie wyglądasz. - dodał. Kate poczuła dziwne ciepło na policzkach.
Cholera, rumieni się!
- Dziękuję, ty
też. - powiedziała i obdarzyła chłopaka ciepłym uśmiechem. Fred wziął Kate pod
rękę i wprowadził do Wielkiej Sali.
Pomieszczenie
wyglądało pięknie. Było dobrze oświetlone. U sufitu latały raz po raz czarne
nietoperze, a na stołach i przy wejściu stały wycięte dynie, szczerzące się w
groteskowych uśmiechach. Od czasu do czasu do Sali wlatywały również wszystkie
duchy i zjawy zamieszkujące Hogwart.
Niebawem już
wszystkie pary zebrały się przy stolikach i dyrektor obrał głos. Kate jednak
wcale go nie słuchała. Całkowicie pogrążona była w strachu przed niechybnym
zawałem z powodu jakiejś strasznej obelgi na temat sukienki, lub niedokładnie
ogolonych nóg, czy też czegoś w stylu "Paczcie państwo! Twarda chłopczyca
stroi się w kieckę i na dodatek chodzi na szpilkach!". Strach paraliżował
ją, ale jednak też mobilizował dzięki czemu z jej głowy nie znikała czerwień,
co po części pocieszało dziewczynę. Przynajmniej nikt nie dowie się o jej
strachu, bo chyba nie ma w szkole takiej osoby która by nie wiedziała co znaczy
czerwona czupryna Kate.
Niebieskooka
zaczęła rozglądać się do okoła. Po chwili jej wzrok natrafił na zamyślonego
Freda uśmiechającego się do przemowy dyrektora. Zlustrowała go wzrokiem od stóp
do głów i przyznała że naprawdę ładnie wygląda. Szata wyjściowa była dobrze
dopasowana i ładnie leżała, ponadto nie była zupełnie staroświecka i dziewczyna
przyznałaby nawet że zbliża się do nowoczesności.
Dyrektor
skończył przemowę i zachęcił wszystkich do tańca po czym zszedł z mównicy. Na
początku zagrali piosenkę do walca. Kate plątały się nogi, ale Fred prowadził
ją delikatnie ale stanowczo. Zdecydowanie uratował jej tyłek. Kręcił z nią
piruety pomagał w zmianach kierunku i pilnował by nie potrąciła pary tańczącej
obok. Potem na scenę wkroczyła jakaś kapela (której Kate nie znała) i zaczęła
grać szybsze piosenki.
~*~
Fred przestał
tańczyć z Kate pod pretekstem spotkania się ze starszymi przyjaciółmi. Kate
również oddaliła się w poszukiwaniu swoich znajomych. Nikogo jednak nie
widziała. Jakby wsiąknęli w ziemię. Trochę głupio tak samemu spacerować wokół
ludzi którzy się bawią. Kate podeszła niebezpiecznie blisko nauczycieli i
przypadkiem podsłuchała rozmowę profesor Mcgonagall z wokalistą zespołu.
- Naprawdę nie
może pan nic zrobić? - spytała profesorka.
- Nie sądzę boli
mnie gardło i bardzo źle się czuję. Marzę o powrocie do domu. Szczerze mówiąc
miałem już wcześniej odwołać przyjazd tutaj. - odpowiedział bardzo ochrypłym
głosem mężczyzna.
- No dobrze. -
uległa nauczycielka. Na scenie została tylko kapela, bez wokalisty. Na pewno
ktoś będzie musiał go zastąpić. I wtedy niespodziewanie profesorka chwyciła
Kate za łokieć i pociągnęła w swoją stronę.
- Kate, pomożesz
mi? - spytała bez powitania.
- Tak... Myślę że
tak. A w czym problem?
- Więc, wokalista
musiał zejść ze sceny... Może zechciałabyś go zastąpić? - Kate wydaje się być oszołomiona. I tak jest.
- Ja... Eee... Ten
no, nie umiem śpiewać... - wydukała.
- Nie musisz
umieć. Dalej! Na scene. - i dosłownie wrzuciła dziewczynę na scenę. Kate, ze
strachem w oczach podeszła do mikrofonu. Jakiś mężczyzna zaszedł ją od tyłu i
podał jej kartkę z tekstem piosenki. "Znam ją" przeszło jej przez
myśl (http://www.youtube.com/watch?v=OMHHUsQRmvo).
Kapela zaczęła grać a Kate zaczęła nieśmiało wypowiadać słowa. Jąkała się
trochę, lecz potem, widząc zachwyt uczniów i nauczycieli, wypaliła całą siłą
głosu. Zaczęła tańczyć na scenie i wymachiwać włosami które momentalnie stały
się czerwone. Zagrała jeszcze parę szybszych kawałków po czym przyszedł czas na
coś łagodniejszego (http://www.youtube.com/watch?v=oYDDiqhhzbQ).
Powoli zaczęła śpiewać. Stała spokojnie z zamkniętymi oczami i wsłuchała się w
podkład do piosenki. Co chwilę otwierała oczy żeby rzucić okiem na tańczące
pary. W pewnym momencie dostrzegła w tłumie Freda który stał niedaleko stołów z
przekąskami z kwaśną miną. Nie wiedziała czy skrzywił się z powodu niesmacznej
potrawy czy dlatego że nie ma z kim zatańczyć. Kate poczuła się głupio. Czemu
nie stoi tam razem z nim? Czemu ktoś inny nie może śpiewać? Zerknęła tam
jeszcze raz i zobaczyła że Fred wychodzi. Po chwili już go nie było.
~*~
Kate zaczynała
powoli chrypnąć. Coraz gorzej się czuła i gdy w końcu skończyła śpiewać
ostatnią piosenkę zwróciła się do MacGonagall z prośbą o chwilę przerwy.
Oczywiście nie miała zamiaru wracać już dzisiejszego wieczoru na scenę więc
czym prędzej pobiegła poszukać Freda. Szła szybko przez puste korytarze gdy
nagle coś złapało ją za łokieć i mocno pociągnęło w bok, w jakiś ciemny, wąski
korytarz. Ledwo co utrzymała się na obcasach gdy się zatrzymała i już miała
wymierzyć swojemu prześladowcy mocny cios gdy spostrzegła że to Fred. Oh, jak ona się ucieszyła że to on!
- Ty idioto! Wiesz
jak mnie wystraszyłeś! Jeden cios i byś nie żył! - powiedziała do niego
pokazując pięść spowitą czerwonym płomieniem.
- Spokojnie,
przecież nic się nie stało. Idziemy na Salę? - spytał uśmiechając się.
- Dobra, ale co ty
tu robiłeś? - dziewczynę korciło to pytanie.
- Nie ważne, potem
się dowiesz. - i ruszyli na tańce.
~*~
Fred i Kate
okazali się królami parkietu. Tak, królami. Kate nigdy nie uważała się za
królową, była bardziej dzielnym monarchą który posiadał prawdziwy miecz i
dowodził wojskami.
Nadszedł
niebawem czas na ostatnią piosenkę. Zaśpiewała ją śliczna Ślizgonka z bląd
włosami i cichym, melancholijnym głosem.
W pierwszej
chwili Kate chciała uciec od Freda, lecz ten zatrzymał ją przy sobie rozmową.
- Dobrze się
bawisz? - spytał.
- Tak, jest
nieźle. Tylko przez to całe śpiewanie w ogóle nie widziałam się z przyjaciółmi.
- powiedziała patrząc tęsknie w stronę grupki stojącej przy stole. Fred skiną
tylko głową. Dziewczyna mimowolnie położyła głowę na jego klatce piersiowej i
tak wolno się kołysząc dotrwali do końca balu... ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No i znowu mi wyszły takie flaki z olejem ;/ które dedykuję Scythe bo jest moim stałym czytelnikiem i nie mogła doczekać się balu ;)
A więc, pewnie za chwilę padnie pytanie "Dlaczego piosenki akurat Demi Lovato???", a no dlatego że właśnie taką barwę głosu posiada Kate :)
Przepraszam!!! Nie dam rady dodać rysunku sukienki (przynajmniej jak narazie) ponieważ mam stary skaner i w ogóle skan wyszedł taki zamazany że nic nie widać ;/ jednym słowem porażka...
Aha i pamiętajcie - bal się skończył, ale noc jeszcze nie...
A! Tak! Zapomniałabym! xD Od następnego rozdziału zmieniam sposób narracji :) Kate przemówi do was własnymi słowami :P
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)